Rzucił pobieżnym spojrzeniem w ślad za słowami Deirdre, przeskakując po wieńcach i wreszcie trafiając na ten, który dzierżył w dłoni jeden z kapłanów. Był ładny, piórka dodawały mu pewnej frywolności, ale oprócz pewnego docenienia wewnątrz swojej głowy, Rowle nie powiedział na ten temat nic, wracając wzrokiem do dryfowania między jedną, a drugą kobietą, w zależności od tego która właśnie mówiła.
- Powiedział, że mogłaby być trochę silniejsza - odpowiedział zgodnie z prawdą, chociaż chyba nieco ugłaskując wersję, w jakiej zostały mu dowiezione skargi. To raczej nie było jednak problemem maści, a samego człowieka, a znając jego to pewnie o wiele lepiej by się czuł gdyby Deidre w swoich eksperymentach nie próbowała odchodzić od elementu chociaż nieco bardziej obezwładniającego świadomość.
Splótł dłonie za plecami, przysłuchując się wymianie ich zdań z umiarkowanym zainteresowaniem. Na tyle by nikt nie pomyślał, że nagle całkowicie odłączył się od otaczającej go rzeczywistości. Ciekawie musieli wyglądać, kiedy i on i Malfoy byli tak wysocy i górowali na stojącą między nimi Astorią.
- Kiermasz brzmi dobrze - podsumował krótko, z miejsca spoglądając w kierunku wyjścia z dziedzińca i sprawdzając czy przypadkiem za nimi nie panoszyło się zbyt dużo ludzi, przez których trzeba będzie się przedzierać. Ci jednak pozlepiali się w rozsądne grupki, pozostawiając wyjście otwarte i łatwe do osiągnięcia.
- Przecież pamiętam - zamachał zbywająco ręką, niby to odrobinę rozbawiony. Doskonale wiedział, co kryło się za jej przypomnieniem, ale rozmawiać o wszystkim mogli w drodze już na Pokątną. Wszyscy więc ruszyli do wyjścia z Whitecroft.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast