04.03.2026, 21:29 ✶
Ceolsige przytaknęła, a jej głowa opadła w lekkim, pełnym aprobaty skinięciu. Z tym skiniecie przyszła świadomość, że jest zadowolona z fakty możliwości zgodzenia się na jego towarzystwo. Towarzystwo, które nie trafiło pomiędzy popioły ostatniej zawieruchy. Krótkie wahanie Basilliusa, to niemal niedostrzegalne napięcie mięśni twarzy, zanim padły słowa o pogrzebie nie ominęło jednak jej uwagi.
– Przykro mi to słyszeć, Basilliusie. Przyjmij moje najszczersze kondolencje – powiedziała, a jej głos nabrał miękkości i ciepłej, niemal aksamitnej barwy.
Jej dłoń spoczęła na chwilę na oparciu fotela, a kciuk leniwie przesunął się po fakturze materiału. Choć jej twarz wyrażała współczucie, w myślach Ceolsige układała fakty z niewielkich informacji. Przez ułamek sekundy jej wzrok stał się nieobecny, gdy próbowała dopasować nazwisko lub twarz do zasłyszanej wieści. Zawodowy odruch identyfikacji strat był silniejszy niż chwila zadumy, lecz gdy tylko mężczyzna podjął temat „głupoty” czarodziejów, Ceolsige natychmiast wróciła do rzeczywistości. Mentalnym machnięciem ręki zagarniając myśl do szufladki "nieistotne".
Prychnęła cicho, a szum jej oddechu wyraźnie zdradzał dezaprobatę. Wyprostowała się, a materiał jej szaty zaszeleścił, układając się w nowe, sztywne fałdy.
– Pożałowania godne. – powtórzyła z niedowierzaniem, kręcąc głową. Nie była to jednak zbyt zaskakująca diagnoza. Kolejny objaw skarlenia czarodziejskiej społeczności. Mimo dezaprobaty była to kolejna informacja, która odnalazła w jej głowie rozwinięcie rozważające nowy popyt i jego konsekwencje.
Gdy Basillius zapytał o maskowanie, Ceolsige jedynie uniosła ramiona w lekkim, niemal niedbałym geście, który sprawił, że broszka przy jej kołnierzu błysnęła w świetle kominka.
– Raczej własne upodlenie – mruknęła, a jej wargi wykrzywiły się w drapieżnym, choć krótkim grymasie. Widziała, że temat budzi w nim emocje, więc pozwoliła tej uwadze zawisnąć w dymnym powietrzu saloniku jako rodzaj kotwicy.
– Nie będę ci przeszkadzać w ekspertyzie – dodała, wykonując zapraszający gest dłonią w stronę zacieków na ścianie.
Płynnym, wyćwiczonym ruchem sięgnęła po leżącą na stoliku grubą książkę w ciemnej oprawie, kiedy zauważyła jak jego uwaga zawisa na uporczywych zaciekach. Ciężki tom o metalurgii i odporności na transmutację spoczął na jej kolanach.
Ułożyła się wygodniej, opierając plecy o miękkie obicie fotela. Choć jej wzrok spoczął na wersach tekstu, a palce delikatnie gładziły brzeg strony, cała jej uwaga pozostała skupiona na Basilliusie. Słuchała każdego szmeru jego szat, każdego stuknięcia różdżki o tynk. Jego działania ciekawiły ciekawiły ją, zastanawiała się na ile podejrzenia, wynikające głównie z przeczucia okażą się zbieżne z poczynionymi obserwacjami.
– Przykro mi to słyszeć, Basilliusie. Przyjmij moje najszczersze kondolencje – powiedziała, a jej głos nabrał miękkości i ciepłej, niemal aksamitnej barwy.
Jej dłoń spoczęła na chwilę na oparciu fotela, a kciuk leniwie przesunął się po fakturze materiału. Choć jej twarz wyrażała współczucie, w myślach Ceolsige układała fakty z niewielkich informacji. Przez ułamek sekundy jej wzrok stał się nieobecny, gdy próbowała dopasować nazwisko lub twarz do zasłyszanej wieści. Zawodowy odruch identyfikacji strat był silniejszy niż chwila zadumy, lecz gdy tylko mężczyzna podjął temat „głupoty” czarodziejów, Ceolsige natychmiast wróciła do rzeczywistości. Mentalnym machnięciem ręki zagarniając myśl do szufladki "nieistotne".
Prychnęła cicho, a szum jej oddechu wyraźnie zdradzał dezaprobatę. Wyprostowała się, a materiał jej szaty zaszeleścił, układając się w nowe, sztywne fałdy.
– Pożałowania godne. – powtórzyła z niedowierzaniem, kręcąc głową. Nie była to jednak zbyt zaskakująca diagnoza. Kolejny objaw skarlenia czarodziejskiej społeczności. Mimo dezaprobaty była to kolejna informacja, która odnalazła w jej głowie rozwinięcie rozważające nowy popyt i jego konsekwencje.
Gdy Basillius zapytał o maskowanie, Ceolsige jedynie uniosła ramiona w lekkim, niemal niedbałym geście, który sprawił, że broszka przy jej kołnierzu błysnęła w świetle kominka.
– Raczej własne upodlenie – mruknęła, a jej wargi wykrzywiły się w drapieżnym, choć krótkim grymasie. Widziała, że temat budzi w nim emocje, więc pozwoliła tej uwadze zawisnąć w dymnym powietrzu saloniku jako rodzaj kotwicy.
– Nie będę ci przeszkadzać w ekspertyzie – dodała, wykonując zapraszający gest dłonią w stronę zacieków na ścianie.
Płynnym, wyćwiczonym ruchem sięgnęła po leżącą na stoliku grubą książkę w ciemnej oprawie, kiedy zauważyła jak jego uwaga zawisa na uporczywych zaciekach. Ciężki tom o metalurgii i odporności na transmutację spoczął na jej kolanach.
Ułożyła się wygodniej, opierając plecy o miękkie obicie fotela. Choć jej wzrok spoczął na wersach tekstu, a palce delikatnie gładziły brzeg strony, cała jej uwaga pozostała skupiona na Basilliusie. Słuchała każdego szmeru jego szat, każdego stuknięcia różdżki o tynk. Jego działania ciekawiły ciekawiły ją, zastanawiała się na ile podejrzenia, wynikające głównie z przeczucia okażą się zbieżne z poczynionymi obserwacjami.