05.03.2026, 10:42 ✶
Kiedy Kate rozbiła taflę przeklętego lusterka, wzrok Othella się zamroczył, skroń zapłonęła bólem, a przed oczami wymalowały się różnokolorowe plamy. Trwało to jednak tylko krótką chwilę. Ostre i szybkie doznanie zastąpiła szara, tak dobrze znajoma Othellowi rzeczywistość. Chciałoby się powiedzieć, że Odyseusz powrócił na Itakę, ale wtedy trzeba by powołać się na brata naszego bohatera, do którego ten naprawdę nie chciał być porównywany.
Fawley spojrzał w wiszące w salonie lustro. Bladość powróciła na jego twarz, cera na powrót stała się idealnie trupio ziemista. Wygląd właściciela odpowiadał przybytkowi, którym zarządzał. Każdy przyzwoity zarządca zakładu pogrzebowego musiał wyglądać, jakby był gotowy na własny pochówek. Byle znaleźć się na własnym cmentarzu.
Pozostała tylko jedna kwestia, która nie ujawniała się, dopóki się milczało.
– Czy mogę? – zapytał sam siebie i pozwolił sobie na chwilę ciszy. Nie było już potrzeby dopowiedzenia czegokolwiek. Żadnej głupawej kwestii zakończonej na "podłogę", "nogę" lub "trwogę". Othello niemal się uśmiechnął. Nie. Inaczej: uśmiechnął się jak tylko potrafił. Co oznaczało, że jego twarz wykrzywił nienaturalny niemal grymas. – Jak mogę ci się odwdzięczyć?
Othello zawsze rozumował na zasadzie transakcyjności. Nawet wśród przyjaciół starał się stosować zasadę "przysługa za przysługę". U wrogów przeradzała się zaś w "oko za oko". Dwie strony tej samej monety.
– Może byś chciała poznać przeszłość tego lusterka? – zasugerował. Wiedział, że Kate lubiła przedmioty z historią. A któż mógłby lepiej ją przybliżyć niż uzdolniony widmowidz? – Jeśli byś chciała, możesz też zabrać je do siebie.
Fawley spojrzał w wiszące w salonie lustro. Bladość powróciła na jego twarz, cera na powrót stała się idealnie trupio ziemista. Wygląd właściciela odpowiadał przybytkowi, którym zarządzał. Każdy przyzwoity zarządca zakładu pogrzebowego musiał wyglądać, jakby był gotowy na własny pochówek. Byle znaleźć się na własnym cmentarzu.
Pozostała tylko jedna kwestia, która nie ujawniała się, dopóki się milczało.
– Czy mogę? – zapytał sam siebie i pozwolił sobie na chwilę ciszy. Nie było już potrzeby dopowiedzenia czegokolwiek. Żadnej głupawej kwestii zakończonej na "podłogę", "nogę" lub "trwogę". Othello niemal się uśmiechnął. Nie. Inaczej: uśmiechnął się jak tylko potrafił. Co oznaczało, że jego twarz wykrzywił nienaturalny niemal grymas. – Jak mogę ci się odwdzięczyć?
Othello zawsze rozumował na zasadzie transakcyjności. Nawet wśród przyjaciół starał się stosować zasadę "przysługa za przysługę". U wrogów przeradzała się zaś w "oko za oko". Dwie strony tej samej monety.
– Może byś chciała poznać przeszłość tego lusterka? – zasugerował. Wiedział, że Kate lubiła przedmioty z historią. A któż mógłby lepiej ją przybliżyć niż uzdolniony widmowidz? – Jeśli byś chciała, możesz też zabrać je do siebie.