05.03.2026, 11:17 ✶
No i masz babo placek. Zachciało mu się wędrówek do miasteczka, zachciało mu się brać udział w tym śledztwie. A każdy kto go zauważył uciekał przed nim, jakby Aristov był trędowaty. Ale może to i lepiej? Może lepiej, że bali się go, zamiast rzucać w niego kamieniami. Może uważali go za szpiega, cz kogo tam jeszcze, ale to oznaczało, że przynajmniej nie będą się do niego zbliżać i mu przeszkadzać. Ani jemu, ani jego interesom. To był jakiś plus, poza tym Alexander nie potrzebował towarzystwa osób z tak niskim ilorezem inteligencji. No bo powiedzmy sobie szczerze, który szpieg przyciągałby tak dużo uwagi? A może tak działają szpiedzy? Przyciągają tak dużo uwagi, bo nikt normalny nie pomyślałby że mogą być szpiegami, a wtedy ciach. Z zaskoczenia.
Mimo wszystko jednak nie byłby sobą, gdyby nie sprawdził wszystkich możliwości. Wszedł więc do pubu, popychając drzwi, jakby to on byłwłaścicielem tego miejsca. Rozejrzał się po tym miejscu, nic dziwnego, że tamci woleli pić na zewnątrz. Bar lata świetności miał już za sobą, ale gdzie, jeśli nie właśnie w barach, padało najwięcej plotek. Trzeba więc popytać tego mugolskiego barmana, który był najwidoczniej równie stary co ten bar, o jakieś ciekawe informacje.
-A co? Wprowadza się tu Pan? Wy młodzi... - tutaj barman machnął lekko ręką, kontynuując swój wywód o "nas młodych", na co Alexander tylko wywrócił oczami i wyłączył się na moment. Nie chciało mu się słuchać takich głupich pogadanek. Coś tam coś, gdy on był młody, coś tam wojna, wiadomo. -... ale tak. Słyszałem, że jeden z mężczyzn uciekł ostatnio z Little Hangleton, po tym jak pobił swoją narzeczoną. Niestety nie wiem nic więcej, ale wie Pan jak to jest, jak się baby nie bije... Hehe.
I tak jak zaczął opowiadać, tak nagle skończył, jakby zapomniał, że cokolwiek wcześniej powiedział. Alexander zrozumiał, że to już chyba koniec rozmowy, więc pośpiesznie odwrócił się i opuścił pub. Ta cała sprawa była dziwna, a Aristov bardzo nie lubił wyciągać pochopnych wniosków, ale... Co jeśli te mężczyzna, któy uciekł, który pobił narzeczoną, był tym, którego znaleziono w ogrodzie? W końcu pobicie kobiety, nawet narzeczonej, nie przechodzi bez echa, wśród jej znajomych, albo rodziny. Ktoś mógł szukać zemsty, popełnić morderstwo w afekcie i proszę. Tragedia gwarantowana. Na razie jednak postanowił wrócić do Brenny i zdać jej z tego relację.
Mimo wszystko jednak nie byłby sobą, gdyby nie sprawdził wszystkich możliwości. Wszedł więc do pubu, popychając drzwi, jakby to on byłwłaścicielem tego miejsca. Rozejrzał się po tym miejscu, nic dziwnego, że tamci woleli pić na zewnątrz. Bar lata świetności miał już za sobą, ale gdzie, jeśli nie właśnie w barach, padało najwięcej plotek. Trzeba więc popytać tego mugolskiego barmana, który był najwidoczniej równie stary co ten bar, o jakieś ciekawe informacje.
-A co? Wprowadza się tu Pan? Wy młodzi... - tutaj barman machnął lekko ręką, kontynuując swój wywód o "nas młodych", na co Alexander tylko wywrócił oczami i wyłączył się na moment. Nie chciało mu się słuchać takich głupich pogadanek. Coś tam coś, gdy on był młody, coś tam wojna, wiadomo. -... ale tak. Słyszałem, że jeden z mężczyzn uciekł ostatnio z Little Hangleton, po tym jak pobił swoją narzeczoną. Niestety nie wiem nic więcej, ale wie Pan jak to jest, jak się baby nie bije... Hehe.
I tak jak zaczął opowiadać, tak nagle skończył, jakby zapomniał, że cokolwiek wcześniej powiedział. Alexander zrozumiał, że to już chyba koniec rozmowy, więc pośpiesznie odwrócił się i opuścił pub. Ta cała sprawa była dziwna, a Aristov bardzo nie lubił wyciągać pochopnych wniosków, ale... Co jeśli te mężczyzna, któy uciekł, który pobił narzeczoną, był tym, którego znaleziono w ogrodzie? W końcu pobicie kobiety, nawet narzeczonej, nie przechodzi bez echa, wśród jej znajomych, albo rodziny. Ktoś mógł szukać zemsty, popełnić morderstwo w afekcie i proszę. Tragedia gwarantowana. Na razie jednak postanowił wrócić do Brenny i zdać jej z tego relację.