05.03.2026, 20:58 ✶
4 października
Świece dla McGonagallów
Nie miały w ostatnich dniach wytchnienia kociołki, szpatułki i szkła w chatce leśnej wiedźmy. Warzyła eliksiry lecznicze dla zwierząt McGonagallów, szykowała Leviathanowi miksturę chroniącą przed ogniem, a kilka dni wcześniej znów knuła coś dla Śmierciożercy. Idealna równowaga: dobro, zło i rodzina.
Nad paleniskiem wisiał pełen kociołek roztapiającego się powoli wosku, gdy tymczasem Helloise kończyła pakować do koszyka flaszeczki mikstur i słoiczki maści — na świerzby, poparzenia, zwyrodnienia czy jakiekolwiek jeszcze dolegliwości cierpieli podopieczni Ostoi. Było późne popołudnie, wieczór niemal. Deszcz zacinał w szyby, lecz dzięki temu gorąca herbata, na której czarownica ogrzewała co jakiś czas dłonie, smakowała jeszcze lepiej. Ogień tańczył wesoło, mocniejsze podmuchy wiatru kołysały łagodnie chatką na kurzej łapie, wygodna domowa szata otulała przytulniej niż kocyk. A jednak na ten spokój niezmiennie rzucała długi cień upiorna atmosfera tchnąca znad Kniei.
Gdzieś na strychu zapiszczał nietoperz, coś zachrobotało o drewno. Czarownica wzniosła oczy na sufit, jakby się spodziewała, że przezeń dojrzy dzikiego lokatora, po czym rozczarowana wymamrotała coś sama do siebie i przeszła nad kocioł. Dodała doń odmierzoną wcześniej mieszankę wzmocnionych magicznie olejków wspierających sen i wkrótce tchnął znad garnuszka intensywny zapach lawendy, w tle majaczył również rumianek i bergamotka. Rozmieszanie nagrzanej esencji na bezsenność nie było zadaniem łatwym, gdy się unikało stosowania zaklętych mieszadeł czy choćby bąblogłowy. Szybko samej alchemiczce oczy się zaczęły kleić, powieki ciążyły, a głowa wypełniła się mgłą.
Czarownica wylała wosk do form, gdzie już czekały przewleczone knoty, i wyszła się przewietrzyć na taras, podczas gdy świece przygotowane dla McGonagallów stygły.
// Tworzenie świec i kadzideł (I), rzemiosło
Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
dotknij trawy