05.03.2026, 22:16 ✶
—04/10/1972—
Cmentarz pod Glasgow, Wyspy Brytyjskie
Sebastian Macmillan & Brenna Longbottom
Zamknięcie pani Turpin w kontenerze transportwym miało być zadaniem dość prostym. Przygotowane dla niej naczynie zostało kilkukrotnie sprawdzone przez trzyosobową komisję, a spisany w ramach tego spotkania protokół nie wykazał na tym etapie żadnych nieprawidłowości. Macmillana w ogóle to nie zdziwiło; była to w końcu sztuka wykonana na zlecenie Ministerstwa Magii, a tego typu naczynia rzadko kiedy zawodziły. Wyjątki dotyczyły raczej słabo wykonanych masówek lub egzemplarzy znalezionych w miejscach opuszczonych i zapomnianych niż wyposażenia sponsorowanego przez Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.
Narzędzie nie było problemem. Podobnie jak nie był nim brak obycia egzorcysty z korzystaniem z tego typu urządzeń. Prawdziwą trudnością było przekazanie duchowi kobiety decyzji podjętej przez władzę. Z perspektywy czasu do Sebastiana dotarło, że może trzeba było podejść do tego trochę bardziej... bezceremonialnie. Bądź co bądź, Turpin udowodniła, że potrafi być nieco... chaotyczna... w swoich działaniach.
Tym razem nie było inaczej. Powiedzieć, że wpadła w histerię, to jakby nie powiedzieć nic. Duch rzucał się na wszystkie strony, próbował wtargnąć do sąsiednich kamienic, złorzeczył na ''puszczalskie latawice'' z okolicy, a nawet wychłodził chodnik na tyle, aby zmienił się w ślizgawkę, co zapewne miało sprawić, aby Sebastian i jego ekipa wylądowali w szpitalu z połamanymi nogami. Dla Macmillana skończyło się to jedynie siniakiem pod okiem, który nabył, gdy urzędniczka próbowała złapać równowagę na lodzie i uderzyła go łokciem w twarz. Na szczęście niedługo później, dzięki kilku mocnym zaklęciom rozpraszającym pracownikom Wydziału Duchów udało się zagonić Turpin w ślepy zaułek i zatrzasnąć ją w srebrnej szkatule.
— (…) I to by było na tyle. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy nie powinienem schować jej w jakimś magazynie albo ministerialnych biurze rzeczy znalezionych — skończył swoją opowieść Sebastian, odwracając się bokiem do Brenny, jakby chciał celowo wyeksponować otrzymane obrażenia.
Westchnął cicho, rozglądając się na boki. Poza nim i panną Longbottom pośród grobów znajdowały się tylko dwie osoby: dwójka jego współpracowników - Alice i Damien - którzy kreślili na ziemi przy jednym z grobów skomplikowaną siatkę symboli, która miała stanowić podstawę ''więzienia'' madame Turpin. Ze względu na siniaki (bo okazało się, że to były dwa mniejsze, a nie jeden duży!) Macmillan zdecydował się zostawić tę część młodszym pracownikom. Dzięki temu miał okazję ze szczegółami opowiedzieć o całej przygodzie Brennie z którą spotkał się dopiero po przybyciu na cmentarz.
W gruncie rzeczy nie mieli na razie zbyt wiele do roboty, dopóki runy nie zostaną nakreślone. To był mały cmentarz czarodziejów za Glasgow w Szkocji. Ryzyko, że wpadną tutaj na jakichś niespodziewanych gości, było minimalne, bo musieliby trafić na wyjątkowo bystrego mugola, któremu udałoby się jakoś przedrzeć przez narzucone na to miejsce zaklęcia zwodzące i inne środki anty-mugolskie. A czarodzieje? Cóż, czarodzieje wiedzieli, że lepiej trzymać się na dystans, kiedy w jednym miejscu zjawia się cała grupa wysłanników Ministerstwa Magii.
— Myślałem, że wykaże się większą wdzięcznością, wiesz? — przyznał po chwili, stukając palcami o boczną część szkatuły. — Uwiązanie na cmentarzu może nie jest idealnym rozwiązaniem, ale przynajmniej nie została odesłana prosto do Limbo. — Ponownie westchnął przeciągle. — Mam nadzieję, że te kilka miesięcy sprawi, że przemyśli sobie to wszystko. Kto wie, może spokornieje na tyle, aby Ministerstwo zgodziło się na jakieś jej dalsze wycieczki.
Narzędzie nie było problemem. Podobnie jak nie był nim brak obycia egzorcysty z korzystaniem z tego typu urządzeń. Prawdziwą trudnością było przekazanie duchowi kobiety decyzji podjętej przez władzę. Z perspektywy czasu do Sebastiana dotarło, że może trzeba było podejść do tego trochę bardziej... bezceremonialnie. Bądź co bądź, Turpin udowodniła, że potrafi być nieco... chaotyczna... w swoich działaniach.
Tym razem nie było inaczej. Powiedzieć, że wpadła w histerię, to jakby nie powiedzieć nic. Duch rzucał się na wszystkie strony, próbował wtargnąć do sąsiednich kamienic, złorzeczył na ''puszczalskie latawice'' z okolicy, a nawet wychłodził chodnik na tyle, aby zmienił się w ślizgawkę, co zapewne miało sprawić, aby Sebastian i jego ekipa wylądowali w szpitalu z połamanymi nogami. Dla Macmillana skończyło się to jedynie siniakiem pod okiem, który nabył, gdy urzędniczka próbowała złapać równowagę na lodzie i uderzyła go łokciem w twarz. Na szczęście niedługo później, dzięki kilku mocnym zaklęciom rozpraszającym pracownikom Wydziału Duchów udało się zagonić Turpin w ślepy zaułek i zatrzasnąć ją w srebrnej szkatule.
— (…) I to by było na tyle. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy nie powinienem schować jej w jakimś magazynie albo ministerialnych biurze rzeczy znalezionych — skończył swoją opowieść Sebastian, odwracając się bokiem do Brenny, jakby chciał celowo wyeksponować otrzymane obrażenia.
Westchnął cicho, rozglądając się na boki. Poza nim i panną Longbottom pośród grobów znajdowały się tylko dwie osoby: dwójka jego współpracowników - Alice i Damien - którzy kreślili na ziemi przy jednym z grobów skomplikowaną siatkę symboli, która miała stanowić podstawę ''więzienia'' madame Turpin. Ze względu na siniaki (bo okazało się, że to były dwa mniejsze, a nie jeden duży!) Macmillan zdecydował się zostawić tę część młodszym pracownikom. Dzięki temu miał okazję ze szczegółami opowiedzieć o całej przygodzie Brennie z którą spotkał się dopiero po przybyciu na cmentarz.
W gruncie rzeczy nie mieli na razie zbyt wiele do roboty, dopóki runy nie zostaną nakreślone. To był mały cmentarz czarodziejów za Glasgow w Szkocji. Ryzyko, że wpadną tutaj na jakichś niespodziewanych gości, było minimalne, bo musieliby trafić na wyjątkowo bystrego mugola, któremu udałoby się jakoś przedrzeć przez narzucone na to miejsce zaklęcia zwodzące i inne środki anty-mugolskie. A czarodzieje? Cóż, czarodzieje wiedzieli, że lepiej trzymać się na dystans, kiedy w jednym miejscu zjawia się cała grupa wysłanników Ministerstwa Magii.
— Myślałem, że wykaże się większą wdzięcznością, wiesz? — przyznał po chwili, stukając palcami o boczną część szkatuły. — Uwiązanie na cmentarzu może nie jest idealnym rozwiązaniem, ale przynajmniej nie została odesłana prosto do Limbo. — Ponownie westchnął przeciągle. — Mam nadzieję, że te kilka miesięcy sprawi, że przemyśli sobie to wszystko. Kto wie, może spokornieje na tyle, aby Ministerstwo zgodziło się na jakieś jej dalsze wycieczki.