Przez całe życie obcowania z Aidanem przyzwycziła się już do pewnego poziomu absurdu i chaosu, który kroczył krok w krok za Parkinsonem, ale zostawiała jednak miejsce na ciężkie wzdychanie i czasami na łapanie się za głowę, bo jednak jej kuzyn nadal, po tych 26 (no może nieco mniej) latach nadal potrafił ją zaskoczyć. Zazwyczaj negatywnie i Victoria mogła tylko załamywać ręce nad jego durnymi pomysłami, które wpędzały go w kolejną kabałę. Ale nie odmówiłaby mu pomocy, jakby mogła? Był przecież jej ukochanym kuzynem, z którym traktowali się jak rodzeństwo, ciągnąc się w młodości za włosy, wyrywając sobie książki, których wcale nie chciało się czytać i bijąc i kopiąc (z czego na szczęście oboje dość szybko wyrośli).
Gdy więc dostała najnowszą serię szybkich wiadomości od Adiego, Victoria z każdym słowem była nieco bardziej przerażona. A najbardziej po tym ostatnim… Bo już czuła, że skończy się to bólem głowy i to najpewniej jej (chociaż jak cholera spróbuje przy tym doprowadzić do tegoż bólu jeszcze swojego kuzyna, by cierpiał tak, jak cierpieć będzie ona). Bo „wpadnę dzisiaj i wszystko ci powiem” oraz „otwórz okna” dawały jej już całkiem niezły pogląd na sytuację. Pierdzipuszek najpewniej przestraszył się, albo zdenerwował, albo oba na raz i Aidana spotkało dokładnie to, przed czym go przestrzegała.
Nie czekała z utęsknieniem. Prawdę mówiąc to korzystała z chwili wolnego pomiędzy powrotem z pracy, zjedzeniem obiadokolacji (dzięki ci Matko za skrzatkę, którą miała od tygodnia, bo chyba by głodowała), a przyjściem Aidana, a więc relaksowała się siedzeniem w fotelu w salonie na piętrze, przy rozłożystej arece, w donicy której zwinął się błękitny kot, mając drugiego, mniejszego i czarnego na kolanach.
I wtedy nastąpił łomot w drzwi, po którym Victoria nagle otworzyła półprzymknięte oczy, a dłoń zamarła na kocim futerku. VIKA TO JA dotarło do jej uszu (bo zaklęcie wyciszające, jakie zostało nałożone na kamienicę uniemożliwiało podsłuchiwanie z zewnątrz) i nastąpiło bardzo głębokie westchnięcie, po którym z ociąganiem i bólem podniosła się z fotela, a koteczka odłożyła na swoje miejsce. Nie, nie spieszyła się wcale, żeby wyjść z salonu i potem zejść na parter do drzwi. Nie otworzyła tych drzwi gwałtownie, chociaż jak już była na dole przy drzwiach, to miała wrażenie, że… czuje. I aż zmarszczyła nos – i taka zmarszczona pokazała się Aidanowi, gdy w końcu otworzyła i w b a r d z o oceniającym wzroku zmierzyła go od stóp do głowy, zanim się jeszcze odezwała.
– Och kurwa – powiedziała w końcu na przywitanie i odruchowo wstrzymała oddech, po czym ze zbolałą miną odsunęła się, żeby Aidana przepuścić i szybko zamknęła drzwi. A potem bez słowa wycelowała w niego różdżkę i machnęła dłonią, chcąc ten „dobry wieczór” rozpocząć od Chłoszczyść w człowieka – co zwykle powodowało, że ulatywały z niego bańki mydlane z a ust toczyła się piana. Niezbyt przyjemne, ale zwykle skuteczne. Choć nie wiedziała czy podziała też na smród po pierdzipuszku. – Dobra, gadaj.
// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Krytyczny sukces!