06.03.2026, 19:21 ✶
Było mi gorąco i zimno, zimno i gorąco, na przemian, zupełnie bez żadnego konkretnego powodu, który mógłbym wskazać, nie mając wrażenia, że typowałem niewłaściwie. Zupełnie nie wiedziałem, gdzie się znalazłem i co mnie do tego doprowadziło. Ta dychotomia temperatur była tak samo nie do zniesienia, jak i całkowicie nielogiczna - w jednej chwili czułem się tak, jakbym był po czubek głowy skąpany w lodowatej wodzie górskiego potoku, w kolejnej miałem ochotę zerwać z siebie wszystkie warstwy krępującego mnie materiału, bo jeśli bym tego nie zrobił, ugotowałbym się żywcem, niczym mumia zakopana w sarkofagu na pustyni - moje powieki były zbyt ciężkie, abym mógł je podnieść, a jednocześnie w oczy świeciła mi jasność tak nieadekwatna do wrażenia tonięcia i bycia zakopywanym - do soli i piachu drażniących wrażliwe białka i sprawiających, że za wszelką cenę pragnąłem potrzeć delikatną skórę dłońmi, by móc otworzyć piekące oczy. Wszystko we mnie rwało się do tego, abym przetarł twarz tymi samymi rękami, które zesztywniały mi do bólu, zarazem zachowując się tak, jakby były stworzone z twardych, suchych gałęzi i z waty nasączonej lepkim, nieprzyjemnie ciepłym płynem - nie był to pot, przynajmniej nie w moim odczuciu, nie była to też krew, chociaż gdybym miał wybrać jedno z dwóch, zdecydowanie bardziej porównałbym to do gęstej posoki. A może to nie była krew, tylko żywica? Skąd i dlaczego miałaby się tu wziąć? Tego nie wiedziałem.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)