06.03.2026, 19:22 ✶
Wspomnienia wracały do mnie powoli, jakbym musiał wyciągać je z samych głębin pamięci, jedno po drugim, ciężkie i mętne, ociekające czymś, czego moja głowa jeszcze nie potrafiła - lub nie chciała - nazwać wprost. Najpierw były tylko niejasne urywki, fragmenty scen i towarzyszących im doznań - nagły ruch w ciemności, wieczorna rosa na mokrej ziemi, zapach rozkładających się liści, coś masywnego uderzającego w kępki trawy, rozbryzgującego je dookoła, światło księżyca przebijające się przez zarośla, ciemny korytarz, ciepły dotyk - dopiero później ponownie pojawiło się to niepokojące uczucie, że w tym wszystkim czegoś brakowało, czegoś bardzo istotnego, co powinienem brać pod uwagę. Próbowałem uchwycić całość obrazu, złożyć ją w jedną historię, ale za każdym razem scena się rozlatywała i zostawiała mnie tylko z wrażeniem, że przed czymkolwiek broniła się moja jaźń, to wszystko wydarzyło się naprawdę. To był i nie był sen - koszmary, nawet najbardziej realistyczne, nie zostawiały takiego ciężaru w kościach ani smaku żelaza na języku - wiedziałem o tym jeszcze zanim zdołałem otworzyć oczy, zanim w ogóle pomyślałem o słowie „wilkołak”, które czaiło się gdzieś na obrzeżach mojej świadomości, zbyt absurdalne, żeby je wypowiedzieć, a jednocześnie zbyt uporczywe, by je zignorować.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)