06.03.2026, 19:24 ✶
Przez chwilę wydawało mi się, że płynę - łóżko stało się łodzią na rzece pełnej gęstej, czarnej mazi, wiosła uderzały o taflę z głuchym łoskotem, a ja patrzyłem w niebo, które zamiast gwiazd miało setki żółtych, drapieżnych ślepi. Nie mogłem się poruszyć, nawet jeśli usilnie starałem się to zrobić - byłem przykuty do miejsca, w którym leżałem, przygnieciony własnym bezwładem. Czy to była ta podróż, o której zawsze mówili? Ta ostatnia? Ale przecież czułem zapach truskawek i krochmalu, tak drastycznie niepasujący do obrazu rozszarpanych mięśni i połamanych gałęzi - ten kontrast był najbardziej przerażający - słodycz mieszająca się z rzeźnią, którą nosiłem w sobie. Każdy błysk świadomości był jak cięcie nożem - pokazywał mi skrawki normalności, stolik nocny, karafkę z wodą, by zaraz zalać to wszystko wizją śliny kapiącej z ostrych zębisk i łap zaciskających się na moim gardle. Próbowałem scalić te dwa światy, zrozumieć, jak to możliwe, że leżę w cieple, skoro jeszcze przed momentem czułem na karku lodowaty powiew, ale właśnie wtedy poczułem przesuwające się po mnie szpony rozrywające moją rzeczywistość na strzępy.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)