06.03.2026, 19:25 ✶
Płaszczyzny rzeczywistości nakładały się na siebie pod kątem, którego nie potrafiłem pojąć - miękki materac był jednocześnie twardą ziemią - czułem pod plecami nierówności terenu, kamienie wbijające się w rany, chociaż jednocześnie wiedziałem, że leżę na czymś gładkim. Czas przestał istnieć jako linia prosta, stał się pętlą zaciskającą się wokół mojej szyi, w której co chwilę wracałem do tego samego momentu - do błysku księżyca w zaroślach. A potem była ciemność, a potem sypialnia, a potem znowu ten potworny nacisk na pierś i korytarz. Czułem na skórze dotyk czegoś gładkiego, co kojarzyło mi się z czystym płótnem, ale zaraz potem to wrażenie znikało, zastąpione przez szorstkość kory i kłujące igliwie. Gdzieś w oddali zawył pies, choć może to był tylko wiatr w kominie? Czy to był sygnał pociągu? Słyszałem rytmiczny stukot, ale tym razem przypominał on raczej bębnienie wielkich pazurów o drewnianą podłogę.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)