Skoro babcia pomyślała sobie dzisiaj o niej podczas parzenia herbaty, to nie wypadało tego zignorować, prawda? Niby nie musiała się spieszyć, postanowiła jednak ją odwiedzić jeszcze tego wieczoru. Skończyła pracę szybciej niż zakładała, więc postanowiła wybrać się do swojej babci. Miała jej zresztą trochę do przekazania, nie wątpiła, że ucieszą ją wieści, które miała usłyszeć.
Prudence szła przed siebie z rękoma schowanymi głęboko w kieszeniach płaszcza, jesień nie należała do najprzyjemniejszych pór roku. Lubiła ją, jednak nie zmieniało to faktu, że robiło się naprawdę chłodno, a że miała ona tendencje do szybkiego marznięcia... to gdy tylko znalazła się na zewnątrz wsunęła dłonie do kieszeni, a na głowę narzuciła kaptur swojego płaszcza. Trudno więc było dostrzec uśmiech, który sam pojawiał się na jej twarzy, nie mogła przestać się uśmiechać, w końcu wszystko zaczęło się układać.
Jeszcze wczoraj nie spodziewała się tego, że w przeciągu kilkunastu godzin jej życie może się, aż tak diametralnie zmienić, jak widać nigdy nie zna się, ani dnia, ani godziny. Była szczęśliwa, co widać było w jej kroku, poruszała się wyjątkowo lekko, można było stwierdzić, że brakuje jej zwyczajnej dla niej roztropności nawet po sposobie w jaki się poruszała.
Spacer zajął jej dłuższą chwilę, chociaż zupełnie tego nie odczuwała, nieco zagubiła się w swoich myślach, kiedy szła przed siebie, ale tym razem było to jedno z tych przyjemniejszych zagubień. Przed oczami pojawiały jej się obrazy z minionego wieczoru, były naprawdę kolorowe, wszystko się zmieniło i była z tego powodu zwyczajnie szczęśliwa.
Trafiła w końcu na ulicę przy której znajdował się znajomy dom. Zdjęła z głowy kaptur, policzki nieco zaróżowiły jej się od wiatru, który muskał jej twarz. Spodziewała się tego, że zastanie Ellie w ogrodzie, znała jej przyzwyczajenia. Przystanęła jeszcze na moment przed bramą i rzuciła okiem na dom, dom w którym spędziła sporą część swojego dzieciństwa, była blisko z babcią, bywała tu naprawdę często.
Nie zwlekała, otworzyła bramkę i weszła do środka. Zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu znajomej sylwetki, wyciągnęła ręce z kieszeni, odruchowo dotknęła obrączki, która znajdowała się na jej palcu, musiała się do niej przyzwyczaić, ten ciężar jednak był bardzo przyjemny.
W końcu ją dostrzegła, tak jak się spodziewała nie była w domu, tylko na zewnątrz. Babcia nie do końca umiała usiedzieć na miejscu. Prudence ruszyła w jej kierunku całkiem żwawym tempem, gdy znalazła się blisko przytuliła ją bez słowa, od tego było warto zacząć.
- Napisałaś o tej filiżance, więc musiałam się tutaj pojawić. - Zaczęła rozmowę spokojnym tonem. Nie dało się nie dostrzec, że była wyjątkowo spokojna i szczęśliwa, oczy jej błyszczały, a uśmiech nie schodził z twarzy, schowała ręce do kieszeni, gdy tylko odsunęła się od babci. - Idziemy do środka, czy masz chęć jeszcze zostać na zewnątrz, potrzebujesz jakiejś pomocy? - Nie powinna o to pytać, bo Ellie nigdy jej nie potrzebowała, ale nie zamierzała ignorować tego, że przed chwilą dłubała w ziemi.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control