Nie mogła sobie odmówić wizyty w tym miejscu. Skoro nie mogli razem pojechać na wycieczkę, to postanowiła go nawiedzić, oczywiście, że nie zapytała o to, czy może wpaść, niby po co miałaby to robić. Chciała zrobić mu niespodziankę! Nie mógł się dowiedzieć o jej planach, to, że nie był w pełni dysponowany wcale nie sugerowało, że nie powinna była znaleźć się w tym miejscu, prawda? W końcu był jej nowym, najlepszym kumplem, na pewno nie miał mieć nic przeciwko temu, że postanowiła go odwiedzić.
Weszła więc do środka bardzo pewna siebie, jakby dostała co najmniej jakieś imienne zaproszenie na wizytę, co oczywiście nie miało miejsca. Przywitała się, nikt nie odpowiedział, co odebrała jako nieme zaproszenie do tego, aby wejść w głąb domu. Musiała go znaleźć. Przygotowała się przecież odpowiednio do tego spotkania, miała te wszystkie prezenty, którymi chciała go obdarować. Nie do końca wiedziała, co kierowało ją przy ich wyborze, jednak naprawdę nie wydawało jej się, by mogła wybrać coś bardziej odpowiedniego. Wood nie należała do osób, które kwestionowały podjęte przez siebie decyzje, w tamtej minucie uważała to za słuszne, to musiało tak być, nic innego nie brała nawet pod uwagę.
Znalazła się wreszcie w sypialni, w której znajdował się jej kumpel, weszła do niej jak do siebie, bo czemu by nie. Drzwi były otwarte, może nie były, właściwie to dość szybko zapomniała, czy naciskała klamkę, czy nie, musiały być otwarte, przecież z jakiegoś powodu wiedziała, że znajduje się w środku, to było argumentem za tym, że nie zrobiła niczego złego. Nie musiała pukać, skoro drzwi były otwarte, jasna, prosta sprawa.
Wpatrywała się w niego chwilę, nie wyglądał najlepiej, ale żył, żył i nie spał, więc było całkiem nieźle, najwyraźniej był przykuty do łóżka, czego naprawdę mu współczuła, pamiętała jakie to jest chujowe. Miał ogromne szczęście, że nie zamknęli go w Mungu, na samą myśl o szpitalu przeszły ją dreszcze po plecach, był dla niej niczym więzienie.
- Dziena, jestem super bystra. - Rzuciła jeszcze uśmiechając się od ucha do ucha. - Więc może lepiej, że nie spałeś, bo mógłbyś nie być zadowolony, że Cię obudziłam, idealnie się składa. - Oczywiście, że nie czuła się jak intruz, wlazła tutaj jak do siebie. Całkiem oczywiste wydawało jej się, że potrzebuje towarzystwa, szczególnie, że nie mógł się stąd ruszać. Wolała się nawet nie zastanawiać nad tym, jak bardzo się nudził w tej pozycji na tym nieszczęsnym łóżku. Bezczynność bywała naprawdę okropna, zwłaszcza kiedy bolało całe ciało, nie dało się skupiać na niczym innym niż na bólu. Miał niesamowite szczęście, że nie odpuściła i postanowiła go odwiedzić, zapomni o nudzie z powodu tej wizyty, nie miała co do tego wątpliwości, już ona się o to postara. Jako, że był jej nowym, najlepszym kumplem miała zamiar dotrzymać mu towarzystwa, bo przecież tak robili najlepsi koledzy, co nie? Prosta sprawa.
- Uff, kamień z serca. - Nieco zbyt mocno postawiła tę butelkę na stoliku, na szczęście nie pękła, jeszcze tego brakowało, żeby ledwie na początku swojej wizyty zaczęła robić bałagan w jego sypialni, nie wyglądałoby to najlepiej.
- Serio? Tyle mnie ominęło, mogłam pojawić się tu szybciej. - Dodała, kiedy się odezwał. Nie potrafiła sobie wyobrazić Benjy'ego mdlejącego, w jej oczach wyglądał jako ktoś, kogo nie dało się ruszyć. Był wielki i taki nieustraszony, a właśnie wspominał o tym, że prawie zemdlał, kiedy próbował podnieść się z łóżka. Musiał naprawdę bardzo mocno oberwać, zresztą to było bardzo oczywiste, niby dlaczego inaczej leżałby w tym łóżku. To było całkiem proste równanie.
- Musisz pamiętać o tym, że nie jesteś już piękny i młody. - Pokręciła jeszcze głową. Wiedziała, że zupełnie nie o to chodziło, ale całkiem śmieszna wydawała się jej perspektywa jego wypadającego dysku. Pewnie dla niego to nie było równie zabawne, ale trudno, chociaż ona mogła mieć z tego fun.
Oczy jej błysnęły, kiedy wspomniał o tym, że wycieczka jednak miała się odbyć. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, wspaniale! Obawiała się, że plany mogą nie wypalić, co byłoby strasznie słabe, bo naprawdę cieszyła się na ich wspólną wyprawę. Benjy wydawał się jej być naprawdę zajebistym kompanem, sądziła, że miałby jej sporo do pokazania, miała przeświadczenie o tym, że sporo w swoim życiu widział i przeżył, chętnie by się czegoś od niego nauczyła. - Superekstra! Fajnie, że za tydzień zamierzasz być na chodzie. - Dodała, zupełnie tego nie kwestionowała, skoro mówił, że w przyszłym tygodniu będzie w stanie się z nią tam wybrać, to na pewno tak będzie, na pewno znał swoje możliwości, zresztą wydawało jej się, że gdyby nie jego prywatna, domowa medyczka to już dawno opuściłby to nieszczęsne łóżko.
Ruda pierwszy raz znajdowała się w tym domu, czuła się jednak całkiem swobodnie, tak właściwie to wszędzie czuła się bardzo swobodnie i jak u siebie, więc nie było to niczym nowym. Przemierzała jego sypialnię, aż w końcu wręczyła mu te śmieszne kwiatki, były takie drobniutkie i malutkie, zupełnie do niego nie pasowały, a i tak wydawały jej się być właściwe. Dostrzegła jego zawahanie, gdy wziął je do ręki, kiedy usłyszała to dzięki jedynie wzruszyła ramionami, sama nie do końca wiedziała, co powinien zrobić z tymi chabaziami, na pewno znajdzie kogoś, kto mu pomoże, oczywiście, że nie miała to być ona.
Wręczenia mu laurki obawiała się najbardziej z tego wszystkiego. Nie wiedziała jak na to zareaguje, tym bardziej, że nie była szczególnie uzdolniona artystycznie, ale chciała wręczyć mu coś od siebie, więc to zrobiła. Wydawało jej się jednak, że chyba nie było tak źle. - Cieszę się, że Ci się podoba. - Nie miała pojęcia, czy faktycznie tak było, ale chyba by jej nie skłamał? Jakby skłamał, to by to wyczuła? Na pewno. Ulżyło jej, naprawdę chciała mu sprawić przyjemność tymi swoimi drobnymi podarkami, miała świadomość, jakie nudne jest leżenie w łóżku.
- N U D A - Powiedziała bardzo powoli, przeciągając litery. Niby rozumiała, że czasem było to konieczne, jednak nie zmieniało to faktu, że takie leżenie było naprawdę mało interesujące, mógłby dostać możliwość chociaż na chwilę opuszczenia tej sypialni, na pewno okropnie miał dość tej bezczynności.
- Okropnie nieprecyzyjne, ale może to i lepiej, dzięki temu można znaleźć jakieś luki w zaleceniach. - Skoro nie wszystkie były dokładnie określone, to mieli jakieś pole do manewru, może wcale nie było tak źle, pojawić się mogły jakieś możliwości, czyż nie?
- Myślisz, że możesz leżeć poza łóżkiem? - To powinno być realne, skoro miał niby leżeć tylko na swoich czterech literach, mógłby to robić na podłodze, czy na trawie - niekoniecznie w łóżku. Prosta sprawa.
- Jop, mogą być alternatywą. - Dla tego co tutaj przyjmował. Na pewno łatwiej było sobie je zaaplikować, do tego pamiętała, że kiedyś całkiem nieźle się bawili, kiedy to robili, może w przypadku poszkodowanych było tak samo, warto było spróbować, nie mieli przecież niczego do stracenia.
Usiadła wreszcie na łóżku, nie krępując się zupełnie, wydawało jej się to być najlepszą opcją. Naprawdę nie przejmowała się tym, że może naruszać jego przestrzeń, zresztą zwróciła uwagę, kiedy się rozsiadała, aby przypadkiem nie posadzić tyłka na jakiejś jego części ciała, była ostrożna, co nie zdarzało jej się często.
Ruda wpatrywała się w niego uważnie, kiedy zaczął swoją opowieść. Gdy tylko usłyszała duży pies, oczy jej zaświeciły, wiedziała, że to będzie niezła historia. Musiała taka być, przecież byle jakie stworzenie nie zrobiłoby mu krzywdy, był na to za dobry, to musiało być coś wielkiego. Wydawało jej się to niesamowicie fajne, więc siedziała i słuchała tego co miał jej do powiedzenia z rozdziawioną gębą, nie panowała nad swoją mimiką.
- Łooo, to było w piątek trzynastego, las wisielców? SERIO? Musiało być fajnie, to miejsce i bez mgły i piątku trzynastego jest kurewsko klimatyczne. - Musiała to skomentować, bo czemu by nie. - To nie mógł być pies, to na pewno nie był pies... czekaj, czy to był wilkołak? To musiał być wilkołak! - Starała się jak najlepiej odczytać wskazówki, wiele myśli właśnie pojawiało się w jej głowie, to było całkiem proste. Nie istniał pies, który ot tak byłby w stanie zrobić mu krzywdę, nie to, że znała się jakoś super na psach, ale nie wydawało jej się, że jakikolwiek zwykły pies mógłby mu zagrozić.
Nie odrywała wzroku od mężczyzny, doskonale znała to uczucie. Wiedziała, jak działa adrenalina, zdawała sobie sprawę jak dzięki niej można przekraczać swoje granice, nie przejmować się bólem. To było niesamowite. - Ja jebie, jesteś niesamowity, czyli pobawił się Tobą, wbił swoje pazury, a i tak nic Ci się nie stało! - No, nic takiego wielkiego, bo przecież żył, a drobne urazy mogły przytrafić się każdemu, przynajmniej zdaniem Rudej, musiały pojawiać się szkody podczas trudniejszych misji, prosta sprawa.
- WIEDZIAŁAM, WIEDZIAŁAM, że tamten wygląda gorzej! - Krzyknęła, po czym nieco podskoczyła z nieukrywanym wcale entuzjazmem. Od samego początku spodziewała się, że właśnie tak będzie. Może jej kumpel nieco dostał w pierdol, ale oderwali tamtemu łeb, nie mogło być inaczej. Benjy był przecież badassem.
Pokręciła przecząco głową, nie mogła się z tym zgodzić. - Teleportacja to wymysł szatana, największe zło, jest okropna. - Niby wiedziała, że często ratowała dupę, jednakże panna Wood uważała miotłę za najwspanialszy środek transportu, teleportacja była... istniała, wiązała się w jej przypadku z wymiotowaniem za każdym razem, gdy z niej korzystała. - Znaczy, czaję, ze dla Ciebie to pewnie luz, ale dla mnie jest straszna, spoko, że Ci pomogła, ale ogólnie, ogólnie to jest chujowa. - Postanowiła jeszcze dodać, gdyby nie zrozumiał o co dokładnie jej chodzi.
- Czy taka zasada dotyczy też żon? Wiesz, tak na przyszłość? Powinnam coś wiedzieć? - Nie miała świadomości o istnieniu tego niepisanego przepisu, ale może faktycznie coś było na rzeczy, kto to właściwie wiedział, przecież jeszcze nigdy nie brała ślubu, nie wychodziła za mąż, nie miała pojęcia jak dokładnie to wszystko działa.
- Trochę przejebane, pewnie się na Ciebie wkurwiła? Oni zawsze patrzą takim wzrokiem, oceniającym, niby rozumieją, ale nie do końca... - Medycy byli innym typem ludzi, trochę już miała szansę doświadczyć ich spoglądania na świat, przecież jej narzeczony również był uzdrowicielem. Niby nie komentował jej wyborów, ale potrafił na nią spojrzeć w taki sposób, że niemalże od razu pojawiało się poczucie winy.
- Zajebiście, że udało Ci się znaleźć w tym łóżku, krew to tam chuj, szkoda, że nie mogłam zobaczyć, jak z nim walczysz, to musiało być niesamowite. - Nie ukrywała wcale swojej fascynacji tym, co mu się przydarzyło. Była zachwycona, Ruda w końcu kochała ryzyko, zwłaszcza takie, które kończyło się sukcesem.
- Ziomek, przetrwałeś walkę, przetrwasz też leczenie, wiem, że ono jest straszne, w maju zamknęli mnie w Mungu, jak walczyłam z tymi przebierańcami, myślałam, że tam zdechnę, ale jakoś się udało, Ty też sobie poradzisz, nawet z tymi gównami. - Nie miała co do tego najmniejszej wątpliwości, rekonwalescencja bywała bardziej brutalna od tego, w jaki sposób stawało się rannym.
Zmrużyła oczy, kiedy nieco się pochylił i zaczął mówić ciszej. Mieli swoje tajemnice, ale czad, naprawdę uważał ją za swoją koleżankę, tak jak ona jego. To było niesamowite, nie miała pojęcia jeszcze kilka dni temu, jak bardzo brakuje jej kogoś takiego w życiu. - Fuj, mogłaby Ci wsadzić różdżkę w dupę i ją połamać? - Skrzywiła się nieco, kiedy usłyszała jego słowa, nie brzmiało to najlepiej. - Zrobimy tak, żeby nie wiedziała, a jak coś, jak się dowie, to zwal to na kogoś innego, nie na mnie, wolę nie mieć wkurwionych żon na swoim sumieniu. - Musieli mieć jakiś pakt, nie zamierzała bowiem użerać się ze zirytowanymi babami, była na to zbyt młoda.
- Dobra, jebać to, papieroski są fajne, musimy je zapalić, wycieczka na pewno się odbędzie i będziesz miał różdżkę, już ja się o to postaram. - Wyciągnęła papierową paczkę pełną bardzo skrupulatnie skręconych fajek, wsadziła sobie jedną z nich do ust po czym odpaliła ją zapalniczką, zaciągnęła się szybko, krótko tylko po to, aby pojawił się żar, a po chwili wyciągnęła papierosa w stronę swojego kumpla. - Sztachnij się. - W końcu to on był bardziej poszkodowany, to on powinien jako pierwszy raczyć się tą przyjemnością.