Przyzwyczajona była do tego, że ludzie różnie reagowali na tych, którzy nosili mundur i odznakę i nie robiło to na Victorii większego wrażenia – to były już lata doświadczenia w tym zakresie. Przyzwyczajona była też do tego, że ludzie oceniali ją nie przez to, co robiła i jak się prezentowała, a przez uprzedzenia, zachowując się tak, jakby wiedzieli o niej i jej życiu wszystko (oburzając się przy tym, gdy byli oceniani w ten sam sposób). Słowa, które przy tym rzucała Teresa miały zapiec, ale dalekie były do tego, by osiągnęły zamierzony efekt. Ghoulka pyskowała pod czujnym spojrzeniem Victorii, ale w odpowiedzi otrzymała tylko uśmieszek, całkiem zresztą uprzejmy.
– Nieprawda – odparła Lorraine, przenosząc w końcu na nią spojrzenie. – Nie jest to czas ani miejsce na spisywanie protokołu, a składanie oficjalnych zeznań przy osobach postronnych nie wchodzi w grę – bo, cóż, mogłyby wpłynąć na swobodę wypowiedzi, a widząc nagle jak Lorraine stawała w „obronie” nieznanej kobiety, Lestrange przewidywała niepotrzebne komplikacje. Victoria oczywiście zamierzała w raporcie ująć słowa Teresy, ale było to co innego – i kto wie, przy takim rozwiązaniu ktoś faktycznie mógłby pannę McKinnon szukać, gdyby uznano kiedyś, że jej zeznania mogą się okazać kluczowe. Ale nie zamierzała nikogo do niczego zmuszać.
A już kolejne słowa Lorraine sprawiły, że Victoria wyraźnie się zdziwiła.
– Zakutego w kajdany? A po co ktokolwiek miałby kogoś zakuwać? – że ona miała skuć Teresę? Za co? – Nie wydaje mi się, żebym w którymkolwiek momencie zasugerowała skuwanie w kajdany i aresztowanie, zresztą rozmawiałybyśmy wtedy zupełnie inaczej – nie byłoby żadnej rozmowy tak po prawdzie. – Z mojej strony oficjalne złożenie zeznań było tylko propozycją, nie zamierzam nikogo do niczego zmuszać – tu kiwnęła głową w stronę Teresy, bo ostateczna decyzja należała do niej i tylko do niej. – Ale chcę, żeby było jasne, że nie zamierzam też pominąć w raporcie tego co się tutaj wydarzyło. Tym bardziej, że jakby nie było, i ciała i ja jesteśmy tutaj z polecenia Ministerstwa – przypomniała delikatnie, bo miała wrażenie, że gdzieś w tej emocjonalnej wypowiedzi blondynki umknęło to, że była to praca zlecona przez kogoś wyżej. I że na nic nie umawiała się z aurorką. Victoria była przekonana, że Lorraine za swoją pracę zostanie ładnie wynagrodzona, a może już została, nie wyobrażała sobie, by była to praca pro bono, ale nie znała ustaleń z Necronomiconem i prawdę mówiąc na tym etapie niewiele ją to interesowało, bo nie była to jej sprawa. – Nie mogę obiecać, że przy braku oficjalnych zeznań nikt nigdy nie będzie Teresy szukać, by potwierdzić jej słowa, które postaram się odtworzyć jak najlepiej – wyjaśnienie jej nagłego ożywienia… cóż… Dziwiło to Victorię, ale chyba nie aż tak, jak w rzeczywistości powinno: ba, ją samą uważano przez jakiś czas za martwą. Przez jakiś czas była zaręczona z wampirem, żywym trupem. Jej własna babcia była wampirem, który powrócił do żywych… Nie, to że Teresa ożyła, w tym wszystkim wydało jej się całkowicie normalne. Nie wyglądała co prawda jak wampir, nie przejawiała ich cech (a nie dało się ukryć, że Victoria to z nimi miała największe doświadczenie), ale słowo „ghoul” gdzieś tam kręciło jej się po głowie… Bycie ghoulem nie było nielegalne (nielegalne było ich tworzenie, ale to nie był problem Teresy).
– Nie zaczną, to byłaby nekromancja, a ona jest zakazana – uśmiechnęła się lekko do Lorraine, darując sobie przypomnienie, że znajdowali się na Nokturnie, a jak ostatnio sprawdzała, to brygadziści (i rzadziej aurorzy) miewali regularne patrole w tej okolicy i nieraz wchodzili do różnych lokali i zadawali pytania. Ale przepytywanie zmarłych? Rozkopywanie grobów? To nigdy nie kończyło się dobrze, wiedzieli o tym w Ministerstwie, Victoria nie potrafiła zliczyć ile razy była wzywana do spraw, gdzie ktoś rozkopał groby – bo zwykle znaczyło to, że jakiś nekromanta (czyli w rozumieniu Ministerstwa czarnoksiężnik, ale Victoria widziała jasne rozróżnienie) może szykować coś paskudnego. – To prawda, ale martwi nie mówią – a Victoria odmawiała nazywania wampirów czy ghouli martwymi, bo zdecydowanie daleko im było od trupów, z którymi nie da się porozumieć, osobami za którymi tęskni się, bo już nigdy się ich nie zobaczy, ani nie dotknie… Nie mogła inaczej, skoro sama pokochała kogoś takiego.
Sama przez pewną chwilę zastanawiała się, czy nie narzucić Teresie na ramiona swojej marynarki, ale ostatecznie uznała to za głupi pomysł z dwóch powodów: kobieta zdawała się nie pałać do niej nawet cieniem sympatii i mogła to odebrać nie tak, jak trzeba oraz nie chciała, by po wyjściu stąd ktokolwiek robił jej problemy za noszenie charakterystycznej góry munduru aurora. Uniosła tylko wyżej jedną brew, gdy została nazwana „panią władzą”, ale ostatecznie… po prostu usiadła sobie na krześle, które zajmowała wcześniej.
– Sprawdzę, czy nie masz naliczonych jakichś mandatów i innych i je za ciebie zapłacę – powiedziała jeszcze do Teresy, nawet wtedy, gdy ta odmówiła złożenia zeznań. Szkoda, ale nie każdy czuł w sobie powinność, by pomóc sprawie i Victoria faktycznie zamierzała to uszanować. – Więc powinnaś mieć trochę spokoju – nie życzyła jej w końcu źle.
Opuściła to miejsce dopiero, gdy Lorraine poinformowała ją, że praca nad wszystkimi ciałami jest już zakończona. Ale do teraz nie rozumiała, dlaczego dokładnie została przydzielona do pilnowania.