• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye

[9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#13
09.03.2026, 09:40  ✶  
- Jego ojciec to nie nasz problem - powiedziała, chociaż wiedziała dobrze, że to nie była prawda. Ojciec Maddoxa był problemem ich wszystkich: zarówno młodego Greybacka, jak i Aseny, Woody'ego i samej Faye. Był trucizną, która przenosiła się wyjątkowo szybko, wchłaniała się przez dotyk i jątrzyła rany, niszcząc to, co piękne. - Nie boję się starego Greybacka.
Odpowiedziała butnie, zgodnie z prawdą. Uniosła nieco podbródek, żeby nadać swoim słowom poważniejszego wydźwięku. Może i Maddox nie stanąłby w jej obronie, ale Hati czy Skoll: już tak. Nie wiedząc czemu stała się maskotką tej rodziny, co w końcu najpewniej zwróci uwagę ojca podziemnej rodziny. Ale czy się go bała? Nie. Miała za sobą doświadczenie w łapaniu bestii. Fenrir różnił się od tych, które łapała, tylko jednym: przez większość czasu miał skórę człowieka. Uważała, że powodem, dla którego jeszcze chodził po tym świecie, jest fakt, że utrzymywał Sforę w ryzach. Ona sama nie chciała się mieszać do ich spraw ze względu na Maddoxa. Była lojalna: bardziej lojalna dla młodego "wilczka", niż dla siebie samej.
- Sfora mnie nie dotknie. A jeżeli spróbuje, pożałują tego - w jej oku błysnęła wściekłość. Faye wiedziała zbyt wiele o Sforze, wydawała się zbyt pewna siebie. Czy Woody wiedział, że miał przed sobą kolejnego likantropa, tym razem jednak takiego, który nie tylko kontrolował się podczas przemiany, lecz również potrafił przybierać inną postać poza pełnią? Raczej nie, chyba że Asena by ją sprzedała. A w to wątpiła. Każdy Greyback wiedział, że Faye oddałaby życie za Maddoxa. Być może to był jedyny powód, dla którego jeszcze oddychała. Przyjęła eliksir i schowała go dyskretnie do kieszeni, chociaż nine była pewna, czy i od niej by przyjął taką pomoc.

Znajoma woń uderzyła ją w nozdrza z chwilą, w której do jej uszu dotarły ostre słowa. Nie spodziewała się, że gdy tylko ją zobaczy, rzuci jej się w ramiona. Ich związek tak nie działał. Był toksyczny, wyżerał od środka powoli tak ją, jak i jego. Chociaż on zdawał się być bardziej odporny na niszczące ich więzi, również płacił za to cenę. Zapłacił nie raz, i nie dwa. Faye doskonale wiedziała, że to nie miało prawa się udać. A jednak była tu i teraz, oblana farbą, potem zmieszanym z popiołem, i ulgą, która wymalowywała się powoli na jej twarzy.

Żył.

Bała się, że zobaczy go w kałuży krwi z rozwaloną głową. Albo - co gorsza - że przejdzie obok jego ciała beznamiętnie, bo nie rozpozna rysów ukochanego pod zwęglonymi zniekształceniami. Ale Maddox żył, żył i pyskował, tak jak zawsze. I chociaż w jego oczach czaił się ból świadczący o tym, że coś się stało: żył. Oczy Faye zrobiły się szkliste. Miała głęboko w nosie ich kogucie walki i stroszenie piórek. Nawet nie pożegnała Longbottoma - ruszyła w stronę Maddoxa.
- Dox... - szepnęła, wyciągając drżące dłonie w jego kierunku. Nic wokół już się nie liczyło: Śmierciożercy mogliby przypuścić kolejny atak, a ona by nie zauważyła. Greyback wyglądał okropnie, ale liczyło się tylko to, że żył. Faye przylgnęła do niego mocno, nie bacząc na to, że mogło to zaboleć. Należało mu się. - Gdy podejmę trop, to rzadko go gubię. Jesteś tego przykładem.
Wyszeptała w jego ubranie, chowając twarz w klatce piersiowej mężczyzny. Chciała by odpowiedź zabrzmiała zaczepnie i butnie, lecz drżący głos zmienił wydźwięk tych słów. Nie zauważyła, że Woody zniknął. Cały świat na moment zamilkł, a czas przestał pędzić do przodu na złamanie karku. Liczyło się tylko ciepło jego ciała i zapach, zmieszany z krwią i popiołem.
- Wyglądasz jak gówno - zaśmiała się cicho, z rezygnacją. - Co się stało?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Faye Travers (2069), Maddox Greyback (551), Pan Losu (51), Woody Tarpaulin (1909)




Wiadomości w tym wątku
[9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Faye Travers - 22.05.2025, 22:56
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Pan Losu - 22.05.2025, 22:56
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Faye Travers - 22.05.2025, 23:00
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Woody Tarpaulin - 23.06.2025, 15:23
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Pan Losu - 23.06.2025, 15:23
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Faye Travers - 24.06.2025, 14:32
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Woody Tarpaulin - 15.07.2025, 16:13
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Faye Travers - 17.08.2025, 12:12
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Woody Tarpaulin - 26.09.2025, 16:57
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Faye Travers - 29.09.2025, 08:50
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Maddox Greyback - 26.10.2025, 01:11
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Woody Tarpaulin - 08.01.2026, 23:50
RE: [9.09.1972] God is a weapon | Woody, Faye - przez Faye Travers - 09.03.2026, 09:40

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa