09.03.2026, 10:14 ✶
Być może faktycznie nie byli po przeciwnej stronie. Chociaż ona była pod ścisłą kontrolą Ministerstwa, a on był poza jego wpływami. To wystarczało, by określić ich dwójkę jako wrogów. A jednak... Jednak w umyśle Faye ona zawsze stała po jednej, jedynej stronie: po jego stronie. Nie chciała już uciekać - była tym cholernie zmęczona. Wyjazdy zagraniczne, ucieczki przed sowami, które niosły pełne wyrzutów listy z różnych stron, w końcu ucieczka przed żałobą i śmiercią. Tego lata postanowiła, że przestanie uciekać i wróci do Anglii, by zmierzyć się ze swoimi lękami. Tylko że na ich miejsce wpełzły nowe.
- Nie musisz kłamać i nie musisz tak żyć - odpowiedziała, lekko wzruszając ramionami. Ruszyła przed siebie, ciągnąć Maddoxa za sobą. Nie wypuszczała jego dłoni ze swojego uścisku, bo zbyt wiele razy dała mu się wymknąć. Dzisiaj nie chciała na to pozwolić. Robił unik, po raz kolejny, ale była na to przygotowana. - To nie są oświadczyny, Maddox.
Upomniała go, unosząc kąciki ust w rozbawieniu. Nie są? A może właśnie są? Bo oto dawała mu coś, czego nikt inny nie był w stanie dać: wolność. Nie dawała mu wyboru oni albo ja. Dawała mu wolność i swobodę wybierania codziennie, każdego dnia.
- Ani wyrok. Ani łańcuchy. Po prostu będę tam, a ty będziesz wiedział, gdzie jest klucz. Będziesz mógł tam odpocząć, wylizać rany, może przyjść żeby znowu zjebać mnie za jakiś pomysł. Będziesz mógł wpaść na noc albo na pięć minut - trochę jak przytułek, ale bardziej ciepły i rodzinny. Czy Faye zachowała się frajersko, proponując mu właśnie taki układ? Większość osób powiedziałaby, że owszem. Że powinna mieć kogoś, kto będzie na nią czekał co noc. Że powinna mieć co wieczór świeże kwiaty w wazonie, pocałunki w czoło przed snem i śmiech małych wilków, biegających wokół. Tak przynajmniej ostatnio mówił jej Hati. Ale ona nie chciała tej wizji, nie widziała się w niej, jeżeli obok nie było Maddoxa. - Wiem, że masz swoje wilcze przedszkole, którego nie opuścisz. Nie proszę cię o to.
Wilcze przedszkole... Na brzmienie tych słów zachichotała, bo doskonale wiedziała, że Sfora była dla nich czymś więcej. Rozumiała to, nie pochwalała, ale rozumiała.
- Każdy z nas ma obowiązki, a twoje wykraczają poza pracę. Po prostu chcę, żebyś wiedział, że zawsze będziesz miał miejsce, żeby odpocząć, gdy poczujesz się przytłoczony - albo gdy twój ojciec znowu podniesie na ciebie rękę. Ale tego już nie powiedziała. Zatrzymała się, by móc spojrzeć mu w oczy, z lekkim błyskiem tańczącym w tęczówkach. - A jeśli chodzi o głupie pomysły, za które mógłbyś mnie zjebać... Mam jeden
Wzrok Faye podążył z sylwetki Maddoxa na szyld, który mówił o tym, że w tym miejscu wykonywano... tatuaże.
- Nie musisz kłamać i nie musisz tak żyć - odpowiedziała, lekko wzruszając ramionami. Ruszyła przed siebie, ciągnąć Maddoxa za sobą. Nie wypuszczała jego dłoni ze swojego uścisku, bo zbyt wiele razy dała mu się wymknąć. Dzisiaj nie chciała na to pozwolić. Robił unik, po raz kolejny, ale była na to przygotowana. - To nie są oświadczyny, Maddox.
Upomniała go, unosząc kąciki ust w rozbawieniu. Nie są? A może właśnie są? Bo oto dawała mu coś, czego nikt inny nie był w stanie dać: wolność. Nie dawała mu wyboru oni albo ja. Dawała mu wolność i swobodę wybierania codziennie, każdego dnia.
- Ani wyrok. Ani łańcuchy. Po prostu będę tam, a ty będziesz wiedział, gdzie jest klucz. Będziesz mógł tam odpocząć, wylizać rany, może przyjść żeby znowu zjebać mnie za jakiś pomysł. Będziesz mógł wpaść na noc albo na pięć minut - trochę jak przytułek, ale bardziej ciepły i rodzinny. Czy Faye zachowała się frajersko, proponując mu właśnie taki układ? Większość osób powiedziałaby, że owszem. Że powinna mieć kogoś, kto będzie na nią czekał co noc. Że powinna mieć co wieczór świeże kwiaty w wazonie, pocałunki w czoło przed snem i śmiech małych wilków, biegających wokół. Tak przynajmniej ostatnio mówił jej Hati. Ale ona nie chciała tej wizji, nie widziała się w niej, jeżeli obok nie było Maddoxa. - Wiem, że masz swoje wilcze przedszkole, którego nie opuścisz. Nie proszę cię o to.
Wilcze przedszkole... Na brzmienie tych słów zachichotała, bo doskonale wiedziała, że Sfora była dla nich czymś więcej. Rozumiała to, nie pochwalała, ale rozumiała.
- Każdy z nas ma obowiązki, a twoje wykraczają poza pracę. Po prostu chcę, żebyś wiedział, że zawsze będziesz miał miejsce, żeby odpocząć, gdy poczujesz się przytłoczony - albo gdy twój ojciec znowu podniesie na ciebie rękę. Ale tego już nie powiedziała. Zatrzymała się, by móc spojrzeć mu w oczy, z lekkim błyskiem tańczącym w tęczówkach. - A jeśli chodzi o głupie pomysły, za które mógłbyś mnie zjebać... Mam jeden
Wzrok Faye podążył z sylwetki Maddoxa na szyld, który mówił o tym, że w tym miejscu wykonywano... tatuaże.