09.03.2026, 10:34 ✶
– Pewien Ślizgon znalazł się raz miesiąc po zaginięciu, nie mając pojęcia, gdzie był cały czas i po pewnej lekcji zielarstwa nie znaleziono już jednej Puchonki, ale sądzę, że zjadło ją coś w Zakazanym Lesie. Było też oczywiście tajemnicze zaginięcie pewnego Krukona, ale mógł po prostu wpaść do którejś toalety – stwierdził Cathal, spoglądając na wąski skrawek nieba nad ich głowami. Może tylko sobie żartował, a może mówił poważnie: ciężko było stwierdzić na pewno. Taka ilość wypadków w szkole mogłaby też martwić… ale wszak dwadzieścia lat temu mieli trochę inne czasy, i w Anglii posyłano dzieci do szkoły, w której za doskonały pomysł uważano dawanie jedenastolatkom szlabanów w lesie, nie bez powodu nazywanego Zakazanym i na co dzień będącego… no cóż. Zakazanym.
– To był sklep zoologiczny. Dlatego zakładam, że to mogą być jajka. Ale muszę się z tobą zgodzić, w Rosji mają bardzo dziwne upodobania.
Wspomnienia z tamtego czasu były niby wyraźne, ale też w jakiś sposób zdawały się nieskończenie dalekie: jakby tego wszystkie nie przeżył, a zaledwie się mu to przyśniło. Uważał to zresztą za najdziwniejszy okres w swoim życiu, a był człowiekiem, który przeżył poważny wypadek w irlandzkim kurhanie, badał groby w Peru i spędził dobre trzy lata badając sprawę komnaty nagrobnej królowej – czarownicy, jednej z żon egipskiego faraona.
– Zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem napisy na ścianie laboratorium Augustusa, które usiłuję odszyfrować od dwóch miesięcy, nie są jakimś żartem jednego z jego synów. Jeśli tak to wygląda, będę bardzo zdenerwowany – powiedział, zwracając spojrzenie na Ginny i mrużąc lekko jasne oczy. Choć tym razem nie mówił poważnie: nie sądził, by ktokolwiek z Blackwoodów miał na to dość poczucia humoru, poza tym raczej nie zakładali, że w wiosce kiedyś pojawią się archeolodzy. – Opowiadałaś o Deir el-Bahari. Nie przypominam sobie opowieści o mugolskich archeologach – skwitował, podążając za nią dalej na zachód, i bardzo starannie nie okazując swojego sceptycyzmu wobec takiego dobory drogi. Kąciki jego ust drgnęły lekko, kiedy wspomniała o darciu koszuli.
– Jeśli chcesz zobaczyć mnie bez koszuli, są na to lepsze sposoby niż zamykanie mnie w jakimś zielonym labiryncie – zakpił lekko, skręcając w kolejny, żywopłotowy zaułek. Wyglądało jednak na to, że obejdzie się i bez darcia na sobie materiałów, i bez teleportacji, bo przed nimi pojawił się łuk, taki sam, jak ten, przez który przeszli wcześniej, a za nim widać było już nie drogę pośród wysokich roślin, lecz wzgórza w pobliżu Hogsmeade. Czy to szczęście, czy wahadełko, poprowadziło ich w dobrą stronę.
– To był sklep zoologiczny. Dlatego zakładam, że to mogą być jajka. Ale muszę się z tobą zgodzić, w Rosji mają bardzo dziwne upodobania.
Wspomnienia z tamtego czasu były niby wyraźne, ale też w jakiś sposób zdawały się nieskończenie dalekie: jakby tego wszystkie nie przeżył, a zaledwie się mu to przyśniło. Uważał to zresztą za najdziwniejszy okres w swoim życiu, a był człowiekiem, który przeżył poważny wypadek w irlandzkim kurhanie, badał groby w Peru i spędził dobre trzy lata badając sprawę komnaty nagrobnej królowej – czarownicy, jednej z żon egipskiego faraona.
– Zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem napisy na ścianie laboratorium Augustusa, które usiłuję odszyfrować od dwóch miesięcy, nie są jakimś żartem jednego z jego synów. Jeśli tak to wygląda, będę bardzo zdenerwowany – powiedział, zwracając spojrzenie na Ginny i mrużąc lekko jasne oczy. Choć tym razem nie mówił poważnie: nie sądził, by ktokolwiek z Blackwoodów miał na to dość poczucia humoru, poza tym raczej nie zakładali, że w wiosce kiedyś pojawią się archeolodzy. – Opowiadałaś o Deir el-Bahari. Nie przypominam sobie opowieści o mugolskich archeologach – skwitował, podążając za nią dalej na zachód, i bardzo starannie nie okazując swojego sceptycyzmu wobec takiego dobory drogi. Kąciki jego ust drgnęły lekko, kiedy wspomniała o darciu koszuli.
– Jeśli chcesz zobaczyć mnie bez koszuli, są na to lepsze sposoby niż zamykanie mnie w jakimś zielonym labiryncie – zakpił lekko, skręcając w kolejny, żywopłotowy zaułek. Wyglądało jednak na to, że obejdzie się i bez darcia na sobie materiałów, i bez teleportacji, bo przed nimi pojawił się łuk, taki sam, jak ten, przez który przeszli wcześniej, a za nim widać było już nie drogę pośród wysokich roślin, lecz wzgórza w pobliżu Hogsmeade. Czy to szczęście, czy wahadełko, poprowadziło ich w dobrą stronę.