Bertie był całkiem w tę rozmowę zaangażowany. W jego naturze było by wyrzucać z siebie aż taką ilość słów na sekundę, ale było w tym słowotoku coś jeszcze. Może odrobina desperacji, kiedy starał się od siebie odsunąć nieprzyjemne uczucie, rozpaczliwie wręcz łapiąc się kolejnych słów, kolejnych form, by przekierować na nie umysł, ale to nic nie dawało. Uczucie narastało, dziwne, obce i brzydkie w swoim kolorycie. Gdyby miał obok siebie aurowidza, ten z łatwością dopatrzyłby się na jego aurze barwy strachu.
- Przyjmijcie ten porządek, a odnajdziecie sens; sprzeciwcie się, a zostaniecie wymazani z kart historii.
Padło ostro i nagle, a Bertie momentalnie zakrył usta palcami, niczym dziecko które zbyt późno zorientowało się że powiedziało coś, co nie powinno mieć miejsca. Impuls jednak nie pochodził od niego. Bodło to niewymownie jego dumę i może właśnie dlatego pracował tutaj; na dworze i w kuchni, przy ludziach pokaleczonych przez Spaloną Noc podobnie jak on, zamiast pokazywać się przed większą publicznością i ryzykować podobne deklaracje.
Wciągnął powietrze głęboko, nieco drżąco, przyjmując ułożoną na barku dłoń z pewną ulgą, bo silnie zakotwiczała go w rzeczywistości. Oczy strzeliły na boki kontrolnie i szybko, jakby próbując pośpiesznie dopatrzeć się czy na pewno gdzieś nie narastał ten złowieszczy dym, albo nie rosła sylwetka w czarnej szacie. Byli bezpieczni.
- Słyszałem, że klątwołamacze na niewiele mogą się tutaj zdać - pokręcił głową z pewnym żalem. - Ale tak, męczy mnie to od Spalonej Nocy. Zaplanowałem już wizytę u hipnotyzera, ale niestety tyle się dzieje... przekładam to trochę, jeśli mam być szczery, bo stawiam takie inicjatywy jak ta na pierwszym planie. Nie każdy może sobie pozwolić na ominięcie ciepłego posiłku... - wyjaśnił z pewnym zawahaniem. Wiedział, ze powinien się tym zająć szybko, ale... no nie było aż tak źle, prawda? - Czy znam? Mam wrażenie że pełno jest teraz ludzi, którzy mają coś podobnego. Prędzej i łatwiej byłoby wymienić tych, którym nic się nie stało. Mój dom też niestety padł ofiarą klątwy. Na ścianach pojawiają się dłonie, człowiek nie może spać, ma wrażenie jakby coś go dusiło... - westchnął ze smutkiem. - A pan? Mam nadzieję, że Spalona pana oszczędziła?