Nie zastanawiała się jakoś specjalnie nad tym, czy powinna się tu pojawić tak szybko. Wydawało jej się to całkiem jasne, zresztą akurat Ellie należała do osób, które zawsze chętnie odwiedzała, skorzystała więc z zaproszenia, gdy opuściła biuro koronera nogi same ją tutaj przyprowadziły. Babcia towarzyszyła jej w tych najlepszych i najgorszych momentach życia, chciała podzielić się z nią swoim szczęściem, chociaż jeszcze nie do końca wiedziała, jak to z siebie wyrzuci, bo miała jej dość sporo do przekazania. Nie martwiła się tym jednak jakoś specjalnie, w końcu cel wizyty był jasny. Filiżanka dokonała swojego żywota, co było wystarczającym powodem, aby zasugerować Ellie, że coś się wydarzyło. Całkiem zabawne, że zasugerowała to śmierć tego przedmiotu, jednak najwyraźniej nic nie działo się bez przyczyny.
Pojawiła się przed miejscem, które wiele dla niej znaczyło. Spędziła w tym domu naprawdę wiele czasu, babcia była jej bardzo bliska, łączyło je wiele, od lat to ona była jej powierniczką, nic więc dziwnego, że to miejsce mogła nazwać swoim domem. Dość szybko udało jej się dostrzec kobietę, podeszła więc do niej. Nie musiała się odzywać, bo Ellie od razu dostrzegła to, że się pojawiła. Jej intuicja nie miała sobie równych, zresztą nie zależało jej na tym, aby ją zaskoczyć.
- Jak wiadomo nic nie dzieje się bez przyczyny. - Nie zamierzała udawać, że nic się nie wydarzyło, być może nie zaczęła od podzielenia się czymś więcej, ale nie miała zamiaru też tego ukrywać. Zresztą trudno było przed Ellie ukryć cokolwiek. Miała świadomość, że widać było po niej, że jest w wyjątkowo dobrym nastroju, szczególnie, że jej ostatnia wizyta w tym miejscu nie należała do tych najbardziej przyjemnych, wtedy miała wrażenie, że jej świat się rozsypał, teraz towarzyszyła jej zupełnie inna aura, co na pewno nie umknęło babci.
Wyczuła to chwilowe zawahanie przed tym nim ją objęła. Zdawała sobie sprawę z tego, z czego ono wynika, nie przeszkadzała jej jednak ziemia, której nie do końca udało się pozbyć kobiecie ze swoich dłoni, to była tylko ziemia, nic wielkiego. Po tym krótkim, aczkolwiek ciepłym przywitaniu odsunęła się o krok, wpatrywała się w kobietę przez chwilę, a uśmiech nie schodził jej z twarzy, co było pewnie ciekawym zjawiskiem, bo raczej nieczęsto można było zobaczyć Prue w tak dobrym humorze.
- Och, jeśli tak, to mogę wyjść, przejść się i wrócić, albo wrócić za kilka dni, nie spodziewałam się, że mogę pojawić się zbyt szybko. - Faktycznie, tym razem zjawiła się u niej niemalże natychmiast po otrzymaniu wiadomości, zazwyczaj nie było jej, aż tak po drodze z wizytą, ten dzień był jednak trochę wyjątkowy. Chciała się z kimś podzielić swoim szczęściem, a wiedziała, że akurat ona zrozumie, wszystko zrozumie, nie będzie jej oceniała, wręcz przeciwnie. Wydawała się więc być dla Prue osobą z którą mogła cieszyć się swoim szczęściem.
Przeniosła wzrok w stronę kępy, którą wskazała jej babcia. Kiwnęła jeszcze głową na znak, że zrozumiała, czym ma się zająć. - Szkoda by było, żeby się zmarnowała, zajmę się tym więc. - Nie było to szczególnie wymagającym zajęciem, być może nie była specjalistką od grzebania w ziemi, ale to nie przerastało jej umiejętności.
- Będę delikatna, nie musisz się o nią martwić. - Nie zwlekała, zaczynało robić się ciemno, a skoro już zaoferowała swoją pomoc, to dobrze byłoby się tym zająć. Powoli ruszyła w stronę szałwii, którą wskazała jej babcia. Przykucnęła i zaczęła zajmować się swoim zadaniem. Bardzo ostrożnie zrywała liść po liściu, zaciągała się przy tym tym charakterystycznym zapachem, który roztaczała roślina. Nie odzywała się ani słowem, skupiona na tym, co robiła. Niby było to całkiem prostym zadaniem, jednak jak zawsze starała się je wykonać perfekcyjnie.
Jej dłonie zaczęły pokrywać się ziemią, co nie było niczym dziwnym, nie przejmowała się też jakoś specjalnie tym, że nie była przygotowana do tego, aby wykonywać zajęcia ogrodnicze, mruczała sobie nawet coś pod nosem, co świadczyło o tym, że była w naprawdę dobrym nastroju. Po kilku minutach udało jej się zebrać całkiem dorodny bukiet, postanowiła więc wrócić do Ellie, aby wręczyć jej rośliny, albo znaleźć dla nich odpowiednie miejsce.
- Co mam z tym zrobić? - Zapytała kobietę, w końcu to tutaj dowodziła, Prue była tylko drobnym wsparciem, które pojawiło się zupełnie niespodziewanie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control