Prudence miała dosyć drastyczne zdanie na temat wilkołaków, mimo, że sama nigdy nie spotkała się z żadnym zbyt blisko. Szkody, które wyrządzali przeklęci jednak dosyć mocno jej dotyczyły. Nie miała w zwyczaju wrzucać wszystkich do jednego wora, w tym wypadku jednak wyjątkowo to robiła. Uważała, że należy unicestwić te bestie, wybić je, jedna za drugą, aby nie miały szansy niszczyć życia nikomu więcej, zbyt wiele razy widziała, czego mogą dokonać. Tym razem udało jej się zareagować, jednak mało kto miał szansę przetrwać bez większych szkód spotkanie z nimi twarzą w twarz. Ta noc tylko i wyłącznie spotęgowała jej wstręt do tych bestii, być może nawet nienawiść. Nie żywiła takiego intensywnego uczucia do żadnych potworów, mimo, że przecież widziała na swoje oczy naprawdę różne przypadki spotkań z najróżniejszymi z nich. Wilkołaki stały się jej największym wrogiem. To pewnie nigdy się nie zmieni.
Nie spodziewała się tego, że dane będzie jej to powtórzyć, że znowu znajdzie się w podobnej sytuacji. Tym razem była na to przygotowana, nie pozwoliła zaskoczyć się, jak wcześniej, jednak mimo wszystko nadal miała wrażenie, że nie zrobiła wystarczająco, bo mogła reagować szybciej, bardziej precyzyjne, mogła być uważniejsza, wyłapać pewne znaki, a jednak tego nie zrobiła. Miała do siebie żal, czuła, że zawiodła. Powinna dostrzec szybciej, że coś było nie tak, zmarnowała czas i prawie dopuściła do tego, aby odszedł z tego świata w jej ramionach. Świadomość tego nie była przyjemna, wiedziała nad czym powinna popracować, nie zamierzała dopuścić do podobnej sytuacji nigdy więcej, cóż powinna wprowadzić pewne zasady, tak, to na pewno mogło jej pomóc w ewentualnej ocenie sytuacji. Będzie jednak nad tym myśleć później, nie teraz, najważniejsze, że jakoś udało się z tego wyjść. Miała szczęście, że była dobrze przygotowana, że zakładała każdą ewentualność i nie obawiała się korzystać z bardziej alternatywnych metod leczenia, które mogły wzbudzać kontrowersje.
Ciężko jej było patrzeć na niego w takim stanie. Niby miała doświadczenie, niby niejedno w życiu widziała, jednak, kiedy ktoś na kim zależy Ci najbardziej na świecie zjawia się w podobnym stanie, w domu, cóż, to było nawet dla kogoś tak doświadczonego jak ona dość traumatycznym przeżyciem, chociaż starała się nie dawać po sobie o tym znać. Nie mogła pokazać słabości, nie w takiej sytuacji, była przecież uzdrowicielem, ale nawet ona miewała momenty, w której trudno jej było odciąć od siebie emocje, to był jeden z takich momentów. W końcu tuż obok niej, leżał jej mąż, jej mąż, który jeszcze przed chwilą znajdował się jedną nogą za zasłoną, a może nawet i obiema nogami.
- Mogło być lepiej. - Mruknęła jeszcze cicho. Jasne, nie było najgorzej, zdawał sobie sprawę, że żyje, a to można było uznać za dosyć sporo jak na obrażenia, które przyniosło jego starcie z wilkołakiem, jednak nie przestawała myśleć o tym, jak blisko śmierci się znalazł, to, że udało mu się wywinąć było niemalże cudem, miała szczęście, że był taki silny, gdyby nie to, pewnie skończyłoby się to inaczej. Być może nie był to moment, w którym warto było to roztrząsać, bo przecież przeżył, na tym powinni się skupić. - Ostrożnie. - Powiedziała cicho, kiedy do jej uszu dotarło jego syknięcie. Nie powinien się ruszać, miała świadomość, że to wcale nie było takie proste, jak mogło się wydawać, szczególnie, że dopiero wracał do żywych, próbował odnaleźć się w rzeczywistości, wiedziała, że musi mieć mętlik w głowie, bo sporo się wydarzyło, ból na pewno uderzał w jego ciało z każdej strony, gdyby tylko mogła, gdyby tylko potrafiła to wzięłaby go na siebie, jednak akurat tego nie była w stanie zrobić.
Woda. To jedno słowo spowodowało, że się podniosła. Nie zrobiła tego gwałtownie, raczej próbowała zrobić to jak najostrożniej potrafiła, aby przypadkiem nie spowodować kolejnych szkód, jeden nieodpowiedni ruch mógł spowodować, że poczułby się jeszcze gorzej, musiała uważać. Dość szybko zlokalizowała szklankę i wodę, znalazła się też po drugiej stronie łóżka, aby przynieść mu ulgę. Musiał nieco się unieść, zamierzała mu w tym pomóc, wsunęła rękę pod jego plecy - ostrożnie, każdy jej ruch był bardzo ostrożny, nie chciała przynieść kolejnego bólu, nawet najmniejszego, jego ciało i tak wystarczająco cierpiało. - Napij się, tylko uważaj, powoli. - Poinstruowała go jeszcze.
Kiedy to zrobił odstawiła szklankę na stoliku, i ponownie obeszła łóżko, aby znowu się znaleźć po jego drugiej stronie i ostrożnie na nie wejść, przyjęła tę samą pozycję co wcześniej, chciała być blisko, chociaż nie mogła być zbyt blisko, musiała uważać, aby przypadkiem nie dotknąć go w nieodpowiednim miejscu. Trudno było trzymać jej ręce przy sobie, ale musiała to zrobić, bo nie chciała, aby cierpiał.
- Kilka godzin, nie jestem w stanie stwierdzić jak długo. - Nie do końca pilnowała czasu. Wstawał kolejny dzień, on znalazł się tu w nocy, pięć, może sześć godzin minęło odkąd znajdował się zakrwawiony w ich przedpokoju. Najdłuższe pięć godzin w jej życiu - tego jednak nie dodała. Póki co nie zamierzała mu dokładać, chociaż nie miało go to ominąć, nie było takiej opcji, aby nie skomentowała jego zachowania.
- Bo nie spałam, nie mogłam spać. - Nie mogła, bo nie zamierzała tak po prostu pozwolić sobie zasnąć w momencie, w którym on niemalże umarł. To nie było nic wielkiego, sen przecież nie był priorytetem, nie w takich sytuacjach, musiała czuwać, nie wyobrażała sobie, że mogłaby zrobić inaczej, musiała się nim zająć. - Kilka godzin, nie było Cię kilka godzin. - Nie była mu w stanie udzielić bardziej precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie, musiałaby to nieco bardziej przeanalizować, a przecież i jej nieco się to wszystko rozmywało. Nie pamiętała takich szczegółów, one nie były istotne, grunt, że udało im się jakoś to przetrwać, to było w tej chwili najważniejsze.
Widziała, że cierpi, najgorsze było to, że nie mogła mu w żaden sposób pomóc, skorzystała ze wszystkich środków, które miała pod ręką, aby złagodzić ból, jednak nie były one wystarczające, nie znajdowali się w Mungu, nie mieli nic więcej, powinna nieco bardziej przygotować się na wszystkie możliwe ewentualności, a jednak tego nie zrobiła, to był jej błąd, nie miała zamiaru go powtórzyć.
- Masz prawo się tak czuć. - Starała się mówić cicho, nie chciała powodować kolejnych bodźców, które mogły być nieprzyjemne po tym, co mu się przytrafiło. - Składałam Cię dość szybko, bo czas nie był naszym sprzymierzeńcem, mogło być lepiej, musisz mi to jednak wybaczyć. - To był jej błąd, nie zauważyła wcześniej jego dolegliwości, nie zareagowała, gdyby to zrobiła pewnie ominęliby te mniej przyjemną część, a tak musiała sobie radzić dość spontanicznie, zrobiła, co mogła, żeby jakoś uniknąć najgorszego, jednak niosło to konsekwencje. - Ten wilkołak dość mocno Cię poturbował. - Dodała jeszcze, chociaż na pewno zdawał sobie z tego sprawę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control