Prudence miała świadomość, że Ellie zawsze wiedziała więcej. Potrafiła czytać znaki, jak nikt inny. Nie miała wątpliwości, że i tym razem było podobnie. Nie zamierzała jej unikać, wręcz przeciwnie przyszła tutaj od razu po pracy, kilka godzin po tym, jak babcia wysłała jej list. Była ciekawa, jak zareaguje na nowe wieści, chociaż chyba wiedziała, czego mogła się spodziewać, nikt nie wspierał jej jak ta kobieta i tym razem nie mogło być inaczej. Dobrze było mieć świadomość, że w rodzinie jest ktoś, kto jest w stanie zrozumieć każdą, podjętą przez nią decyzję, wiedziała, że nie każdy miał tyle szczęścia.
Babcia jednak nie wypytywała jej, co też nie dziwiło Prue jakoś specjalnie. Nie miała w zwyczaju podobnych zagrywek, nie maglowała jej już na wejściu, raczej czekała na odpowiedni moment, albo na to, aż sama się otworzy, dawała jej czas na to, aby ułożyła sobie wszystko w głowie, doceniała to. Wiedziała, że łatwo było wyczytać z jej zachowania, że coś się zmieniło, nie była do końca sobą, chociaż może była nową wersją siebie? Tego pewnie dopiero miała się dowiedzieć.
Uśmiechnęła się, kiedy dostrzegła to zdziwienie na twarzy kobiety. - Może kolejnym razem po prostu poczekam dłużej niż piętnaście minut, dam Ci czas, abyś mogła mnie odpowiednio powitać. - Dodała jeszcze nie przestając się uśmiechać, doskonale wiedziała, że mogła pojawiać się tutaj bez uprzedzenia, drzwi domu Ellie zawsze były dla niej otwarte, zazwyczaj trochę trwało nim reagowała na jej zaproszenie, ale ten dzień był całkiem wyjątkowy. Jej szybka wizyta w tym miejscu nie umknęła kobiecie, trudno by było, aby tak się stało, nic jej przecież nigdy nie umykało. Znała ją doskonale.
- Mam dobry dzień. - Powiedziała jeszcze cicho, kiedy kobieta wspomniała o tym, że trafiła na odpowiedni moment. Skoro mogła się na coś przydać, to zamierzała to zrobić. Wiedziała, że Ellie doskonale radziła sobie ze wszystkim sama, jednak nie zamierzała stać bezczynnie, kiedy ta kończyła pracę w ogrodzie. Właśnie dlatego ruszyła w stronę wskazanego przez nią miejsca, by zająć się zadaniem, które jej wyznaczyła, robiła to skrupulatnie - jak miała w zwyczaju. Każdą czynność, którą wykonywała traktowała w ten sposób, to leżało w jej naturze, przykładała się nawet do tych najmniej wymagających rzeczy. Szło jej to całkiem sprawnie, przecież wcale nie było to nic skomplikowanego.
W końcu podniosła się z ziemi, gdy nie była w stanie zebrać już więcej. Nie chciała gnieść ziół, czy nie traktować ich nieodpowiednio, właśnie dlatego wróciła do babci. Przeniosła wzrok na stół, o którym wspomniała, tak właściwie to nie przeszkadzało jej to, by jeszcze przez chwilę znajdowały się na zewnątrz, chociaż robiło się coraz chłodniej. Ellie chyba zauważyła to samo, co ona. Kiwnęła więc głową, po czym włożyła szałwię do wiklinowego kosza, zabrała też lniany sznurek, sądziła, że może im się przydać. - Oczywiście, zabiorę co trzeba. - Poddasze wydawało się być nie najgorszą opcją na dalsze spędzenie wieczoru. Jak powiedziała, tak też zrobiła - ruszyła do domu, gdzie miały kontynuować aktualne zajęcie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control