Prawda była taka, że nijak nie była na dzisiejszy dzień gotowa, skoro jej myśli były ciągle gdzieś indziej i pomimo wszystkiego, jak to wyglądało u niej w domu, w głębi serca żałowała, że musiała być tutaj dzisiaj w pracy, a nie żeby po prostu miło spędzić wieczór z osobą, z którą spędzać go powinna, choćby dlatego, żeby zachowywać jakieś pozory. Ale nie. Jakież szczęście w ogóle, że nikt w domu nie robił problemu o ten dzień w pracy i że przesunięto zaręczyny z wieczoru na… południe. Jakże to wspaniałomyślne.
- Powiedzmy – powiedziała za to do Mavelle i odpowiedziała równie bladym uśmiechem. - Nie mogłam być na przygotowaniach, więc nie znam wszystkich szczegółów – wyjaśniła, choć to nie do końca to miała na myśli, kiedy mówiła, że „powiedzmy”. - Dostałam bardzo skrótową informację z grubsza. Ty chyba byłaś? – zagaiła i poprawiła swój mundur na ramionach i klatce piersiowej, idąc ramię w ramię z Mavelle drogą ich patrolu.
Pasowało jej, że nie stały jak dwa kołki w jakiejś niepotrzebnej niezręczności, tylko znalazłszy się od razu rozpoczęły to, po co tutaj przyszły. Rozglądała się po ludziach i dopiero po chwili zauważyła, że na ich drodze znalazła się też inna para, majstrująca coś przy maszynie. I przypomniała sobie słowa Sauriela: że powinna tam pójść na miłosną wróżbę. No… Ta maszynka miłosną wróżbą co prawda nie była, ale to mógł być najlepszy moment, gdy jeszcze nie było tutaj tyle ludzi, żeby coś z tego sabatu wynieść – coś co nie będzie jedynie pracą.
- Cześć – rzuciła do Patrica i Erika. - Jasne – odpowiedziała Mavelle, nie zamierzając się przejmować tym, że całą czwórką będąc w pracy okupują właśnie jakąś śmieszną maszynę. Znaczy oni okupowali, a Victoria spojrzała sobie na inne rzeczy, jakie Viorica miała w swoim stoisku. Na bransoletki ze znakami zodiaku… i poprosiła o dwie, jedną z koziorożcem, a drugą ze skorpionem. Zapłaciła, schowała je i dopiero wtedy pozwoliła sobie na wrzucenie monetki do maszyny.
!losowanie pierścionka