11.03.2026, 23:38 ✶
Spacer sprawił, że humor panny Rowle uległ znacznej poprawie w stosunku do tego, jak się czuła po przybyciu do ośrodka. Z początku wydawało jej się, że wszystko będzie w porządku, jednak dość szybko została skonfrontowana z faktem, że cała ekipa Cutty Sark nie będzie mogła skorzystać z atrakcji kurortu w pełnej krasie. Powiedzieć, że była zawiedziona, to jakby nic nie powiedzieć. Chociaż okolice syrenich term były wprost przepiękne, a majestatyczne widoki rozciągały się praktycznie po sam horyzont, tak dziewczyna zdecydowanie nie była zadowolona z tego, jak zostali przyjęci. Liczyła, że będzie mogła się w pełni zrelaksować, przygotowała sobie całą listę zabiegów, które chciała przetestować, a tutaj... Cóż...
Próby rozmowy z pracownikami ośrodka nie przyniosły wielkiego pocieszenia. Większość obsługi zdawała się unikać dzielenia się z odwiedzającymi jakimikolwiek istotnymi informacjami, a kiedy już znalazła kogoś, kto nieco się rozgadał, to zaczęła wątpić w intencje trytońskiego jegomościa. Nie do końca wiedziała, jak powinna interpretować propozycję prywatnego masażu w jej pokoju. Z jednej strony wydawała się dość normalna ze względu na to, kim był Marco, ale z drugiej chłopak był nią dość mocno zainteresowany. Czuła w tym wszystkim kapkę... dwuznaczności.
Helena westchnęła cicho, zerkając kątem oka na towarzyszącego jej Hannibala. Już miała coś powiedzieć, gdy nagle zatrzymała się w pół kroku; dobiegły ją dźwięki obcych głosów i niesionych za ich pośrednictwem słów mugolskiej piosenki. Prawie się wzdrygnęła, gdy pośród okrzyków wychwyciła charakterystyczny akcent zza oceanu. Dobry Merlinie, chroń nas przed Amerykanami. Mimowolnie obejrzała się przez ramię ku magicznym termom.
— Przysięgam, że to miejsce traci urok dosłownie z każdą godziną — rzuciła pod nosem do Hannibala, prostując się z godnością kogoś, kto był przekonany o prawdziwości swych słów, i wsuwając ciemne okulary wyżej na nos. — Najpierw zamknęli dostęp do solankowej groty tuż przed naszym przyjazdem, a teraz jeszcze czeka nas oblężenie ze strony jankesów. — I to jeszcze mugolskich. — Co będzie dalej? Uraczą nas pokazem filetowania lokalnego druzgotka na żywo? Wszystko na to wskazuje, skoro wszędzie czeka na nas jakaś kontrowersja!
W ostateczności jeszcze mogą spróbować z syreną, dodała bezgłośnie, po czym westchnęła ostentacyjnie, jakby cały świat postawił sobie za cel, aby ją rozczarować podczas tego wyjazdu. Miała nadzieję, że obcy szybko stąd znikną. Nie miała zbytnio ochoty na słuchanie na wpół pijanych mugoli. Z drugiej strony, zastanawiało ją, jak skończyłoby się to całe wywoływanie duchów w ich wykonaniu. Czy jedno z nich chciało udawać przywoływacza? Na twarzy Rowle pojawił się uśmieszek. Cóż za niedorzeczność!
— Panie Trelawney? — zagaiła Helena nieco wyższym głosem, podchodząc do starszego czarodzieja, który pracował nieopodal. Jedynie ciemne okulary sprawiały, że jej wzrok nie skakał z boku na bok; teraz trudniej było zauważyć, czy patrzy bezpośrednio na Peregrinusa. — W skali od 1 do 10... Jak wysokie są szansę, że mugol sprowadzi na siebie kłopoty, próbując igrać z duchem?
Próby rozmowy z pracownikami ośrodka nie przyniosły wielkiego pocieszenia. Większość obsługi zdawała się unikać dzielenia się z odwiedzającymi jakimikolwiek istotnymi informacjami, a kiedy już znalazła kogoś, kto nieco się rozgadał, to zaczęła wątpić w intencje trytońskiego jegomościa. Nie do końca wiedziała, jak powinna interpretować propozycję prywatnego masażu w jej pokoju. Z jednej strony wydawała się dość normalna ze względu na to, kim był Marco, ale z drugiej chłopak był nią dość mocno zainteresowany. Czuła w tym wszystkim kapkę... dwuznaczności.
Helena westchnęła cicho, zerkając kątem oka na towarzyszącego jej Hannibala. Już miała coś powiedzieć, gdy nagle zatrzymała się w pół kroku; dobiegły ją dźwięki obcych głosów i niesionych za ich pośrednictwem słów mugolskiej piosenki. Prawie się wzdrygnęła, gdy pośród okrzyków wychwyciła charakterystyczny akcent zza oceanu. Dobry Merlinie, chroń nas przed Amerykanami. Mimowolnie obejrzała się przez ramię ku magicznym termom.
— Przysięgam, że to miejsce traci urok dosłownie z każdą godziną — rzuciła pod nosem do Hannibala, prostując się z godnością kogoś, kto był przekonany o prawdziwości swych słów, i wsuwając ciemne okulary wyżej na nos. — Najpierw zamknęli dostęp do solankowej groty tuż przed naszym przyjazdem, a teraz jeszcze czeka nas oblężenie ze strony jankesów. — I to jeszcze mugolskich. — Co będzie dalej? Uraczą nas pokazem filetowania lokalnego druzgotka na żywo? Wszystko na to wskazuje, skoro wszędzie czeka na nas jakaś kontrowersja!
W ostateczności jeszcze mogą spróbować z syreną, dodała bezgłośnie, po czym westchnęła ostentacyjnie, jakby cały świat postawił sobie za cel, aby ją rozczarować podczas tego wyjazdu. Miała nadzieję, że obcy szybko stąd znikną. Nie miała zbytnio ochoty na słuchanie na wpół pijanych mugoli. Z drugiej strony, zastanawiało ją, jak skończyłoby się to całe wywoływanie duchów w ich wykonaniu. Czy jedno z nich chciało udawać przywoływacza? Na twarzy Rowle pojawił się uśmieszek. Cóż za niedorzeczność!
— Panie Trelawney? — zagaiła Helena nieco wyższym głosem, podchodząc do starszego czarodzieja, który pracował nieopodal. Jedynie ciemne okulary sprawiały, że jej wzrok nie skakał z boku na bok; teraz trudniej było zauważyć, czy patrzy bezpośrednio na Peregrinusa. — W skali od 1 do 10... Jak wysokie są szansę, że mugol sprowadzi na siebie kłopoty, próbując igrać z duchem?