11.03.2026, 23:39 ✶
Jej płatki były wilgotne, a on jak na złość nie miał NIC wspólnego z morzem.
Nie miał tez nic wspólnego z tą sprawą - przynajmniej oficjalnie, ale nie po to został konsultantem prywatnej detektyw, żeby pozostać wobec tego tropu obojętnym.
Oczywiście nie mógł zawezwać Lucy, ponieważ ta przed momentem odrzuciła jego oświadczyny, łamiąc mu serce na tysiąc pięćdziesiąt siedem kawałków, zatem musiał rozpaczliwie potrzebować kogoś innego. Przecież nie wyniesie doniczki, jeszcze wezmą go za złodzieja, i wrzucą do Azkabanu (choć nie miałby nic przeciwko temu aby rozejrzeć się za tym przystojnym sędzią z pola golfowego, tylko jaka jest szansa, że akurat on prowadziłby sprawę?). Westchnął dramatycznie (aż dziw, że pierun nad głową nie trzasnął) i przywołał do siebie swoją papużkę z nim nierozłączkę, najnowszy nabytek. Na szybko naskrobał kilka słów do Williama bardzo licząc, że ten nie utonął w książkach. Potrzebował go tu bardziej niż chciałby przyznać, ale patrząc na desperację wypełzającą spomiędzy napisanych słów, to jednak przyznał to dość otwarcie. Uprzedzony za wczasu przez panienkę Wiktorię, że doniczka jest przeklęta, pozostał w oranżerii i czekał. Do Świtu pozostało całkiem sporo godzin. Dla niego do myślenia. Dla doniczki do znikania.
Nie miał tez nic wspólnego z tą sprawą - przynajmniej oficjalnie, ale nie po to został konsultantem prywatnej detektyw, żeby pozostać wobec tego tropu obojętnym.
Oczywiście nie mógł zawezwać Lucy, ponieważ ta przed momentem odrzuciła jego oświadczyny, łamiąc mu serce na tysiąc pięćdziesiąt siedem kawałków, zatem musiał rozpaczliwie potrzebować kogoś innego. Przecież nie wyniesie doniczki, jeszcze wezmą go za złodzieja, i wrzucą do Azkabanu (choć nie miałby nic przeciwko temu aby rozejrzeć się za tym przystojnym sędzią z pola golfowego, tylko jaka jest szansa, że akurat on prowadziłby sprawę?). Westchnął dramatycznie (aż dziw, że pierun nad głową nie trzasnął) i przywołał do siebie swoją papużkę z nim nierozłączkę, najnowszy nabytek. Na szybko naskrobał kilka słów do Williama bardzo licząc, że ten nie utonął w książkach. Potrzebował go tu bardziej niż chciałby przyznać, ale patrząc na desperację wypełzającą spomiędzy napisanych słów, to jednak przyznał to dość otwarcie. Uprzedzony za wczasu przez panienkę Wiktorię, że doniczka jest przeklęta, pozostał w oranżerii i czekał. Do Świtu pozostało całkiem sporo godzin. Dla niego do myślenia. Dla doniczki do znikania.