12.03.2026, 13:12 ✶
Anthony przyjął komplement z sobie właściwym czarem, choć jego uśmiech niósł za sobą tę niewysłowioną melancholię i zmęczenie minionymi dniami. Rejwach panujący przed wyjazdem do Egiptu zdawał mu się dziecięcą igraszką w porównaniu do wszystkich sznurków, które nieco desperacko próbował teraz złapać.
Stabilizacja.
Tego nie posiadał.
Osoba, która miała być jego uziemieniem i osadzeniem, pewnością, gwarantem... zawiodła.
Na szczęście tej osoby nie było teraz w gabinecie.
– Ta taktyka sprawdza się bardzo dobrze w spokojniejszych czasach, wiesz o tym doskonale. – Nie było to pierwsze, nie ostatnie spotkanie dzisiaj, ale Anthony podszedł do jednego z regałów i zamiast prosić Lazaursa o kolejną kawę, wyjął po prostu karafkę ze złocistym płynem i dwie koniakówki. – Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek usłyszę od Ciebie takie słowa, nie po rozwodzie, ale cóż... to Morpheus jest jasnowidzem, ja mam tylko bardzo dużą skrytkę bankową. – Nalał i sobie i Robertowi. – Absolutnie zostań. Napij się ze mną. Odwróć moją uwagę od spraw mojego piętra, sprawami swojego. Proszę. Z resztą sam mam do Ciebie sprawę... spoza piętra. Ale to za moment może, Ty pierwszy. Mów. – Nie udzielał mu pozwolenia, próżno było szukać w tym głosie ni kokieterii tego typu spotkań, czy też protekcjonalności, która mogła pobrzmiewać z powodu zmęczenia. Nie. Była w jego głosie zaszyta prośba. Anthony zdecydowanie wolał teraz nie być z własnymi myślami. Nie odtwarzać słów i oskarżeń, które wciąż zaciskały mu gardło. Nieprzydatny. Niechciany. Ostatni, któremu warto powiedzieć. – Może gdyby spał więcej. Może gdyby nie był tyle w biurze, łatwiej byłoby mu się z tym rozprawić. Może. Rozsiadł się wygodniej na swoim fotelu i zmył gorycz na języku wgryzającym się w podniebienie złotem drogiego trunku. Lepiej.
Stabilizacja.
Tego nie posiadał.
Osoba, która miała być jego uziemieniem i osadzeniem, pewnością, gwarantem... zawiodła.
Na szczęście tej osoby nie było teraz w gabinecie.
– Ta taktyka sprawdza się bardzo dobrze w spokojniejszych czasach, wiesz o tym doskonale. – Nie było to pierwsze, nie ostatnie spotkanie dzisiaj, ale Anthony podszedł do jednego z regałów i zamiast prosić Lazaursa o kolejną kawę, wyjął po prostu karafkę ze złocistym płynem i dwie koniakówki. – Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek usłyszę od Ciebie takie słowa, nie po rozwodzie, ale cóż... to Morpheus jest jasnowidzem, ja mam tylko bardzo dużą skrytkę bankową. – Nalał i sobie i Robertowi. – Absolutnie zostań. Napij się ze mną. Odwróć moją uwagę od spraw mojego piętra, sprawami swojego. Proszę. Z resztą sam mam do Ciebie sprawę... spoza piętra. Ale to za moment może, Ty pierwszy. Mów. – Nie udzielał mu pozwolenia, próżno było szukać w tym głosie ni kokieterii tego typu spotkań, czy też protekcjonalności, która mogła pobrzmiewać z powodu zmęczenia. Nie. Była w jego głosie zaszyta prośba. Anthony zdecydowanie wolał teraz nie być z własnymi myślami. Nie odtwarzać słów i oskarżeń, które wciąż zaciskały mu gardło. Nieprzydatny. Niechciany. Ostatni, któremu warto powiedzieć. – Może gdyby spał więcej. Może gdyby nie był tyle w biurze, łatwiej byłoby mu się z tym rozprawić. Może. Rozsiadł się wygodniej na swoim fotelu i zmył gorycz na języku wgryzającym się w podniebienie złotem drogiego trunku. Lepiej.