Przezorny, zawsze zabezpieczony. Nie mając masek, powinni nie być rozpoznawani przez domowników, jak i okolicznych sąsiadów, jeżeli tutaj zabłądzą. Biorąc pod uwagę, że tam jest czarodziej. Miło zatem, że Rodolphus zgodził się z sugestią Nicholasa i dokonał zmiany twarzy na nich. I choć Travers tego nie lubił, zgodził się po raz kolejny temu procesowi poddać.
Będąc w budynku, mieli czas się rozejrzeć po jego wnętrzu. Lestrange zabrał obcą różdżkę na przechowanie. Aby nikt z domowników z niej nie skorzystał. Jaki czarodziejski idiota, taką broń zostawia bez własnego nadzoru?
Udali się na górę. Nicholas zostawił towarzyszowi drzwi do pomieszczeń dzieci. Na siebie wziął dorosłe osoby, znajdujące się w swojej sypialni. Rodziców tych dzieci. Właścicieli tego domu. Uniósł różdżkę w gotowości do działania. Drugą ręką w rękawiczce, otworzył drzwi do pomieszczenia. Wszedł do środka niczym zapowiedź ich śmierci. Oboje od razu spojrzeli w jego kierunku, z narastającym strachem. To żadne z ich dzieci tutaj weszło. To był ktoś, kogo kompletnie nie znali, odzianego w czerń.
- Kim jesteś?! Wynoś się!Zaczął krzyczeć mężczyzna i ruszył od razu w kierunku swojej strzelby, jaką miewał posiadać także w sypialni, na wszelki wypadek. Nicholas widząc ten ruch, machnął różdżką w jego kierunku, rzucając niewerbalne zaklęcie uśmiercające.
Kobieta w tym czasie, próbując z trudem nie panikować, szukała sposobu na wyjście z sypialni, aby dotrzeć do swoich dzieci. To jednak było trudne, zważywszy na obecność Traversa przy samych drzwiach.
Rzut na nekromancję, w celu użycia zaklęcia Avada Kedavra
Sukces!
Zielony promień wystrzelił z różdżki opanowanego Nicholasa, z zimną krwią zabijając mężczyznę, którego ciało upadło z hukiem na posadzkę. Było tak blisko, aby dobył swojej broni. Kobieta widząc martwe ciało męża, zalała się łzami.
- Tom!
Krzyknęła. i spojrzała nienawistnie na Nicholasa. Travers różdżkę skierował w jej kierunku. Spojrzał na nią zimnym wzrokiem, jakby miał spojrzeniem ją także zabić. Palec wskazujący wolnej dłoni, przyłożył do ust, na gest aby była cicho.