12.03.2026, 15:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 17:01 przez Anthony Shafiq.)
Niewątpliwym atutem Anthony'ego Shafiqa był nie tylko wystrój jego osobistego biura, ale - a może przede wszystkim - fakt, że mało kto musiał być zmuszany do niesienia ciężaru rozmowy. Zwłaszcza, gdy Anthony'emu na czymś zależało.
A teraz zależało mu na odnowieniu utraconej więzi.
Nigdy nie był blisko z rodziną od strony ojca. Ciotki Parkinson włożyły ogromny nacisk i wkład w wychowanie go, ale Shaficy, poza talentem do języków, kojarzyli mu się raczej z bandą niezdrowych zapaleńców grzebiących patykami w ziemi lub... z polityczną bezwzględnością jego ojca. I nie były to raczej dobre skojarzenia, nawet jeśli finalny produkt tej mieszanki w postaci uznanego polityka, był de facto mieszaniną obu życiowych ścieżek. Czasem trudno było spojrzeć w lustro. Z resztą, nie miał na to czasu teraz, kiedy jego życie wypełniło się działaniem.
Miał do nadrobienia wiele lat.
Mieli do nadrobienia wiele lat.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, czyniąc w pamięci notę tego, jaki gest zamierzał wykonać pod koniec ich spotkania, nie wykładając jeszcze tej karty na stół. Rozmowa z dawno niewidzianą kuzynką była trochę jak taniec. Kroki znali. Znali melodię. Wystarczyło popłynąć słowami.
– Rozumiem. Mój osobisty wróżbita stracił teraz niemal całą kolekcję swoich kart. Little Hangleton szczęśliwie znajdowało się na samym krańcu zadrapania, jak maźnięcie pędzla. Ostatnie cale smugi. – w tej metaforze Dolina Godryka była pierwsza i Anthony nie mógł pozbyć się wrażenia, że owe porównanie było jak najbardziej słuszne. – To rzeczywiście ciężkie czasy, poddają nas wszystkich próbie. Sądzę... nie... jestem przekonany, że mój serdeczny przyjaciel... – gładko przeszło mu to przez gardło, ale umilkł na moment przygnieciony refleksją jak gładko. Gładziej niżby się spodziewał. Dolohov podobnie jak on był krukonem, był prefektem. Kształtowali ścieżki społeczności z dwóch różnych krańców zainteresowań tłumu. Obaj mieli wiele myśli dotyczących losu pewnego jeszcze nie szalonego profety.
– ...że nie jesteś dla niego żadnym ciężarem. Ale rozumiem potrzebę niezależności, dlatego też nie proponuję wschodniego skrzydła mojej rezydencji, mimo że szkło już uprzątnięto a szyby wstawiono. Zamiast tego mogę zaproponować kontakt do pani Lestrange. Eden ma świetne rozeznanie w rynku nieruchomości, może się znacie..? – zwątpił przy końcu tej propozycji, próbując sobie przypomnieć ile Eden ma lat (zdało mu się, że zawsze zawyżał jej wiek) a ile lat ma Lana. Jeszcze pół roku temu bez trudu podałby niezbędne daty, ale teraz, w bezsenności i przeciążeniu bieżącymi sprawami odczuł dojmującą pustkę w swoim umyśle.
Rozlał herbatę do filiżanek. W milczeniu. W łagodności. W ciszy, która obojgu zdawała się pasować.
– Czy zbytnią impertynencją z mojej strony będzie pytanie Cię o pracę? Zwykle tak najlepiej radziłem sobie w krytycznym dla siebie okresie. Zajęcie dawało mi ukojenie, przywrócenie kontroli, wiary we własną sprawczość. Czy być może pożar uniemożliwia Ci działanie? – Być może powinien powspominać matkę Lany, ale na to było miejsce podczas pogrzebu. Dziś nie spotykali się ponieważ ktoś umarł. Dziś pielęgnowali fakt, że ktoś przeżył ten koszmar i potrzebował siły, aby móc znów wzrosnąć.
A teraz zależało mu na odnowieniu utraconej więzi.
Nigdy nie był blisko z rodziną od strony ojca. Ciotki Parkinson włożyły ogromny nacisk i wkład w wychowanie go, ale Shaficy, poza talentem do języków, kojarzyli mu się raczej z bandą niezdrowych zapaleńców grzebiących patykami w ziemi lub... z polityczną bezwzględnością jego ojca. I nie były to raczej dobre skojarzenia, nawet jeśli finalny produkt tej mieszanki w postaci uznanego polityka, był de facto mieszaniną obu życiowych ścieżek. Czasem trudno było spojrzeć w lustro. Z resztą, nie miał na to czasu teraz, kiedy jego życie wypełniło się działaniem.
Miał do nadrobienia wiele lat.
Mieli do nadrobienia wiele lat.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, czyniąc w pamięci notę tego, jaki gest zamierzał wykonać pod koniec ich spotkania, nie wykładając jeszcze tej karty na stół. Rozmowa z dawno niewidzianą kuzynką była trochę jak taniec. Kroki znali. Znali melodię. Wystarczyło popłynąć słowami.
– Rozumiem. Mój osobisty wróżbita stracił teraz niemal całą kolekcję swoich kart. Little Hangleton szczęśliwie znajdowało się na samym krańcu zadrapania, jak maźnięcie pędzla. Ostatnie cale smugi. – w tej metaforze Dolina Godryka była pierwsza i Anthony nie mógł pozbyć się wrażenia, że owe porównanie było jak najbardziej słuszne. – To rzeczywiście ciężkie czasy, poddają nas wszystkich próbie. Sądzę... nie... jestem przekonany, że mój serdeczny przyjaciel... – gładko przeszło mu to przez gardło, ale umilkł na moment przygnieciony refleksją jak gładko. Gładziej niżby się spodziewał. Dolohov podobnie jak on był krukonem, był prefektem. Kształtowali ścieżki społeczności z dwóch różnych krańców zainteresowań tłumu. Obaj mieli wiele myśli dotyczących losu pewnego jeszcze nie szalonego profety.
– ...że nie jesteś dla niego żadnym ciężarem. Ale rozumiem potrzebę niezależności, dlatego też nie proponuję wschodniego skrzydła mojej rezydencji, mimo że szkło już uprzątnięto a szyby wstawiono. Zamiast tego mogę zaproponować kontakt do pani Lestrange. Eden ma świetne rozeznanie w rynku nieruchomości, może się znacie..? – zwątpił przy końcu tej propozycji, próbując sobie przypomnieć ile Eden ma lat (zdało mu się, że zawsze zawyżał jej wiek) a ile lat ma Lana. Jeszcze pół roku temu bez trudu podałby niezbędne daty, ale teraz, w bezsenności i przeciążeniu bieżącymi sprawami odczuł dojmującą pustkę w swoim umyśle.
Rozlał herbatę do filiżanek. W milczeniu. W łagodności. W ciszy, która obojgu zdawała się pasować.
– Czy zbytnią impertynencją z mojej strony będzie pytanie Cię o pracę? Zwykle tak najlepiej radziłem sobie w krytycznym dla siebie okresie. Zajęcie dawało mi ukojenie, przywrócenie kontroli, wiary we własną sprawczość. Czy być może pożar uniemożliwia Ci działanie? – Być może powinien powspominać matkę Lany, ale na to było miejsce podczas pogrzebu. Dziś nie spotykali się ponieważ ktoś umarł. Dziś pielęgnowali fakt, że ktoś przeżył ten koszmar i potrzebował siły, aby móc znów wzrosnąć.