Niby miała świadomość z czym wiązały się jego wyjścia do pracy, jednak tak naprawdę dotarło to do niej dopiero wtedy, kiedy widziała go umierającego na dywanie. Nie spodziewała się tego, że tak szybko przyjdzie im to zweryfikować, bo jasne zdawała sobie sprawę, że to, czym się zajmował nie było szczególnie bezpieczne, jednak ledwie kilka dni po ich ślubie niemalże umarł na jej rękach. To było bardzo drastycznym doświadczeniem. Wcale nie tak łatwo jakby się mogło wydawać przyszło jej przełączenie się z trybu żony na ten uzdrowiciela, wiedziała jednak, że nie do końca ma inne wyjście. Musiała działać, a nie płakać nad jego losem, szczególnie, że pewnie jako nieliczna z żon posiadała wszystkie umiejętności, które mogły pomóc jej przywrócić go do życia. Była to dość brutalna walka, zakończona połowicznym sukcesem, nie do końca bowiem była zadowolona z tego, w jaki sposób udało jej się postawić go na nogi. Reagowała zbyt chaotycznie, za wolno, i wiedziała, że musiała popracować nad tymi aspektami. Nie miała jednak pojęcia, czy uda jej się kiedyś zupełnie trzymać emocje na wodzy, to było trudne w takim przypadku, okropnie trudne.
Cisza, która ogarnęła sypialnię nie była niewygodna. Byli zmęczeni, każde w inny sposób, ta noc była dla nich bardzo wyczerpująca, ale jakoś ją przetrwali, to na tym powinni się skupić. Nie mogła jednak powstrzymać się przed tym, aby jej myśli zaczęły zmierzać ku temu, aby stworzyć jakąś większą listę większości zagrożeń, które na niego czekały. Nie była głupia - wiedziała, że może mu się przytrafić dosłownie wszystko i raczej nie będzie się w stanie na to przygotować, jednak warto było zadbać o to, aby ich zaplecze medyczne było lepiej zaopatrzone. To było pierwszym, czym zamierzała się zająć, kiedy już nieco odpoczną, no - może drugim. Priorytetem było przekazanie mu tego, co myśli o ukrywaniu urazów. Na pewno będzie musiał wysłuchać swoje, nie mogła tego pominąć, czy mu odpuścić, bo mogło to ułatwić jej zadania w przyszłości.
- Alfabetycznym, wolę jak wszystko jest uporządkowane alfabetycznie. - Literka po literce. Prudence właśnie w ten sposób przygotowywała swoje listy, wydawało jej się, że miała dzięki temu nad nimi większą kontrolę, chociaż mogło to być mylnym odczuciem. Robiła tak jednak od najmłodszych lat, i nie miała zamiaru tego zmieniać, całkiem miło by było gdyby się do tego zastosował.
Póki co nie był jakoś szczególnie wylewny na temat swoich zalet, co tylko utwierdzało ją w tym, że jeszcze nie był do końca sobą. Sporo przeszedł, te urazy musiały dawać mu się we znaki, chociaż i tak radził sobie całkiem dobrze, nie marudził, nie narzekał, nie, żeby się tego po nim spodziewała, był przecież jedną z tych osób, które miały tendencje do udawania, że wszystko jest w porządku, kiedy każdy, nawet najdrobniejszy znak mówił coś innego.
Prychnęła i pokręciła głową, gdy usłyszała jego kolejne słowa. Tak, jasne, oczywiście, że nigdy by jej nie okłamał, nie śmiałby... tak, na pewno, jak przystało na każdego, porządnego mężczyznę ślepo zakochanego w swojej żonie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że znalazłby jakieś inne rozwiązanie, nie nazwałby tego kłamstwem, tylko przemilczeniem faktów, nie znała go przecież od dzisiaj. - Być może byś nie okłamał, jednak znalazłbyś sposób, aby pominąć prawdę, przemilczeć ją, czyż nie? - Nie musiał jej odpowiadać na to pytanie, bo doskonale wiedziała, jaka będzie odpowiedź, nawet jeśli miała nie zostać wypowiedziana w głos. Zbyt dobrze go znała, żeby się na to nabrać.
- Tak, widzę, doceniam również. - Powątpiewała w to, czy był z nią szczery. Został praktycznie wypluty przez wilkołaka, jeśli to miało być jego czwórką... to naprawdę wolała nie myśleć o tym, co byłoby dziesiątką. Nie był to moment, w którym chciała się na tym skupiać. To, że wspomniał o tym w głos świadczyło jednak, że naprawdę jego ciało zostało mocno pokiereszowane, co zresztą przecież oceniła swoim fachowym okiem, i tak było to delikatnie powiedziane jak na to, że omalże nie znalazł się za zasłoną.
Nie skrzywił się, kiedy do niego przylgnęła, chociaż mogłaby się założyć, że go to zabolało, zbyt wiele miejsc na jego ciele było potłuczonych, tak właściwie to zaczęła się zastanawiać jaka część powierzchni była zupełnie nienaruszona, dość szybko przestała się na tym skupiać, bo to nie było w tej chwili zbytnio istotne, wolała myśleć o tym, że jego ciało znowu zrobiło się ciepłe, że czuła klatkę piersiową podnoszącą się, kiedy oddychał, to wszystko świadczyło o tym, że żył, nigdzie się nie wybierał. Wcale nie było to takie oczywiste, jak mogło się wydawać. Naprawdę nie miała pewności, czy uda jej się go uratować.
- Faktycznie zaczynasz dochodzić do siebie. - Mruknęła, gdy usłyszała jego komentarz. Znowu sięgał po żarty, które były typowym dla niego odruchem obronnym, gdy coś działo się nie tak jak powinno. - Obiecuję, że nie będę się ruszać, nie tym razem. - Komunikat był dla niej całkiem jasny, i wcale niepotrzebny, nie zamierzała sprawiać mu dyskomfortu, nie bez powodu też tak długo zwlekała z tym, aby znaleźć się tak blisko, naprawdę obawiała się tego, że mogłaby spowodować zupełnie niepotrzebny ból.
Nigdy nie wytłumaczyła mu do końca dlaczego nie znosiła tych stworzeń, być może powinna po tej nocy poruszyć ten temat, to, że znalazł się w domu zaatakowany właśnie przez tę bestię przypominało jej to, co wydarzyło się w przeszłości, tyle, że w tym przypadku straty, które mogły się pojawić były jeszcze większe. Nie miała więc najmniejszego oporu przed tym, aby stwierdzić, że dobrze się stało, że dobrze, że udało im się go zabić.
Niełatwo było jej się przyznać do tego, że się bała. Raczej nie opowiadała o swoich lękach, trzymała je gdzieś głęboko, wracała do nich w samotności. Obiecali sobie jednak szczerość, więc po nią sięgnęła, zresztą to było całkiem oczywiste, że się bała. Kto by się nie bał, gdyby znalazł się w podobnej sytuacji? Nie sądziła, że istniała taka osoba, to było całkiem naturalne, że pojawiał się lęk o to, czy najbliższa osoba przetrwa noc.
Słuchała tego, co mówił i starała się zrozumieć to podejście, nie wiedziała jednak, czy może je w pełni zaakceptować. Nie było łatwo przyjąć jej braku odpowiedzialności, bo przecież tym się zajmowała, była uzdrowicielem, miała przede wszystkim leczyć, zawsze jej to powtarzano. - Wiem na co się pisałam. - Zaczęła mówić, całkiem spokojnie, poprawiła się przy tym odrobinę, tak, aby znaleźć się jeszcze bliżej niego. - Nie do końca jednak mogę się z Tobą zgodzić. - Zawsze musiało być jakieś ale, czyż nie? - Nie mogę udawać, że nie widzę, że coś się dzieje. - Trochę sobie tego nie potrafiła wyobrazić. - To całkiem naturalne, że podejmuję walkę, zwłaszcza, kiedy chodzi o kogoś kogo kocham. - Nie chodziło nawet o odpowiedzialność, chociaż może trochę? Jaki byłby z niej uzdrowiciel, gdyby nie była w stanie pomóc komuś na kim zależało jej najbardziej na świecie, no chujowy, bardzo chujowy, a ona należała do tych osób, które chciały być najlepsze w swojej dziedzinie.
- Ty chodzisz w miejsca, gdzie rzeczy próbują Cię zabić, a ja walczę ze skutkami, które pojawiają się przez takie rzeczy, jesteśmy kompatybilni. - Dla niej to było całkiem proste i logiczne.
Poczuła dłoń, która przesuwała się po jej plecach, uspokajał ją ten ruch, przymknęła na moment oczy, przez chwilę nie myślała o tym, jak blisko byli tego, żeby nigdy więcej nie móc być przy sobie w ten sposób. Powinna skupiać się na pozytywach, nie wracać do tego, co mogło pójść nie tak, w końcu udało im się to przetrwać, byli silni, mogli sobie poradzić ze wszystkim. Brakowało jej jednak nieco optymizmu.
- Tego nie da się oddzielić. - Nie mogła się z nim zgodzić. Tak, była przede wszystkim jego żoną, jednak nie mogła ignorować tej bardziej oficjalnej części tego, kim była. Uzdrowicielem się było, nie bywało, nie mogła ignorować znaków, przechodzić obojętnie wobec jego uszkodzeń, nie potrafiłaby tego zrobić. Naturalne było dla niej reagowanie na podobne sytuacje. - Po prostu skorzystałam ze swojej wiedzy, nie ma sensu teraz o tym dyskutować. Pomogłam Ci, gdyby coś mi się stało, gdybym znalazła się w polu działania jakiejś klątwy też byś zareagował, nie mów mi, że nie. To całkiem normalne. - Musiała znaleźć jakieś odniesienie do tego, czym on się zajmował. Nie wydawało jej się, aby również tak po prostu pozwolił roli męża grać główne skrzypce, ba, była niemalże pewna, że stałoby się zupełnie inaczej.
- Nie myślę o sobie w ten sposób, bardziej widzę to jako część pakietu, który najwyraźniej wiąże się z byciem Twoją żoną, na szczęście mam w tym dosyć sporo doświadczenia i to nie jest nic wielkiego. Byłoby gorzej, gdybym nie miała potrzebnej wiedzy, tak to przynajmniej wiem, że w większości przypadków jestem w stanie sobie poradzić sama. - Być może było to trochę zuchwałe, jednak Prudence była świadoma tego, że posiadała ogromną wiedzę, która mogła pomóc jej poradzić sobie z większością urazów.
Mógł mówić o tym, że nie była jego zapleczem medycznym, jednak czy tego chciał, czy nie, poczuwała się odpowiedzialna za to, aby zajmować się nim, kiedy tego potrzebował, to nie było dla niej ciężarem, raczej naturalną koleją rzeczy. To ona czekała na jego powrót, była pierwszym ogniwem. - Nie, wyszłam za Ciebie bo Cię kocham, a moja miłość wiążę się z dbaniem o Twoje zdrowie. - Czy mu się to podobało, czy nie, nie zamierzała ukrywać, że tak to wygląda z jej strony.
- Nie wiem, czy to kolejna zaleta, którą powinieneś dopisać do listy, raczej niekoniecznie. - Potrafił z niej czytać, niczym z otwartej księgi. Zawsze tak było. Nie była w stanie ukryć przed nim tego, jak się czuła. Próbowała być dzielna i odważna, ale powoli przestawała mieć kontrolę nad tym, jak zachowywało się jej ciało, zdradzało ją, te każde drobne drżenie świadczyło o tym, że nie do końca sobie radziła z tym, co się wydarzyło. W teorii nie było najgorzej, osiągnęli nawet sukces - przetrwał noc, miał przed sobą całe życie, w praktyce Prudence musiała poradzić sobie z chaosem, co samo w sobie było dla niej bardzo traumatycznym przeżyciem. Lubiła być przygotowana na każdą ewentualność, a tej nie przewidziała, nie do końca była z tego powodu zadowolona. Czuła, że była bliska tego, żeby go zawieść, nie podołać, a nie wybaczyłaby sobie tego. Nie była sobie w stanie poradzić z konsekwencjami, które mogły się pojawić. Niby nie powinno to ją martwić, bo nie było to ich problemem, a jednak trudno było jej odsunąć od siebie podobne myśli. Miała tendencje do analizowania minionych wydarzeń, odtwarzała w głowie każdy krok, skupiała się na tym, co mogłaby zrobić lepiej, czy tego chciała, czy nie - taki był już jej urok.
Poczuła mięśnie, które napięły się pod jej dotykiem. Spowodowało to, że starała się, aby jej dotyk był jeszcze bardziej delikatny, tak właściwie to ledwie muskała go opuszkami swoich palców. Bardzo powoli zataczała drobne kręgi na jego klatce piersiowej, przede wszystkim nie chciała zrobić mu krzywdy, była okropnie ostrożna, żeby nie dokładać mu kolejnych niedogodności.
- Na szczęście daleko mi do arystokratki, zresztą nie wydaje mi się, aby ta rada dotyczyła sytuacji w której się znaleźliśmy. - Niby wiedziała do czego zmierza, ale nie umiała tak po prostu przymknąć oczu, odpłynąć chociaż na chwilę, przestawiła się na zupełnie inny tryb i pewnie szybko z niego nie wyjdzie. Musiała mieć pewność, że wszystko będzie z nim w porządku, wiedziała, że to mogło być zdradliwe. Nie mogła mieć do końca pewności, że już jest po wszystkim, bo oberwał naprawdę mocno. Niby nie było już tak źle, jednak to mogło się zmienić w kilka sekund, czy minut. Wiedziała, że zrobiła co potrafiła, aby jakoś postawić go na nogi, ale i ona mogła popełnić błąd, była tylko człowiekiem. Musiała więc czuwać, przymknęła jednak oczy, nie obawiała się tego, czy może sobie na to pozwolić. Uspokoiła też oddech, jego dotyk bardzo skutecznie sobie z tym poradził, jej ciało całkiem naturalnie wróciło do swojego rytmu, mimo zmęczenia.
- Przecież odpoczywam. - Dodała jeszcze, bo próbował jej sugerować, że tak nie było. Potrzebowała snu, ale ten nadejdzie później, póki co to musiało jej wystarczyć, zresztą wcale nie było tak źle.
Miała wrażenie, że tkwili gdzieś między snem, a jawą, rzeczywistością, a iluzją. W tej chwili wydawało jej się, że sypialnia była całym światem, zupełnie ignorowała to, co działo się na zewnątrz, czy innych częściach domu. Istotne było tylko i wyłącznie to, co działo się w tym pokoju.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control