Wciśnięty mu przez wariatkę słoik szlamu pachniał nieprzyjemnie i dziwnie, ale prawda była taka że nie miał aktualnie warunków by zrobić coś więcej ponad odstawienie go na szafkę i pójście na spotkanie z Basilem. Jasne, kazała mu wsadzić w to nos i zarzekała się, że było pochodzenia odzwierzęcego, a on jej nawet trochę wierzył - w końcu wszystko wydawało się trochę sypać w tym kurorcie, a akurat próba zachowania przyjemnej fasady nie była niczym dziwnym w biznesie.
Limoncello było przyjemnym momentem w ciągu dnia, szczególnie po wycieczkach z Peregrinusem. Można było się rozsiąść, wprawić w odpowiedni stan no i powymieniać historyjkami czy anegdotkami. Wszystko było cacy i nawet nie oponował, kiedy Basil zaproponował udanie się na przeszpiegi do groty. Rowle też chyba trochę spodziewał się, że faktycznie było tak jak mówił Skamander - wszystko zostało już uporządkowane i jedyne co ich zaatakuje to intensywny zapach pozostawiony po zaklęciach czyszczących.
Ale wcale nie było tak pięknie, jak można by się tego spodziewać. Nie byli sami, a ich towarzystwem wcale nie był ktoś, a najwyraźniej coś. Butelka uderzyła o posadzkę i rozsypała się błyszczącymi fragmentami szkła, a on sięgnął po różdżkę. Spróbował się istocie przyjrzeć, bo może mieli przed sobą stworzenie które był w stanie rozpoznać.
Sukces!
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast