Nie wszystko wróciło do normy, ale przynajmniej w magicznych dzielnicach prace szły o wiele lepiej. W końcu ludzie tam mieli do dyspozycji magię, a dzięki temu gruzy usuwały się niemal same, a budynki były odbudowywane. Rzemieślnicy pracowali w pocie czoła i robili co w ich mocy. Dobrze było widzieć, że wszystko powoli wracało do normy, chociaż to słowo i tak brzmiało nieco na wyrost. Przecież nic po Spalonej Nocy nie mogło być już normalne.
Życie toczyło się dalej i może gdyby Atreus posiadał w sobie odrobinę refleksji, pomyślałby że skoro mieli ochotę bawić się w wynajdywanie prezencików, buszując po sklepach przy Pokątnej, to niewątpliwie należeli do uprzywilejowanej klasy. Zamiast jednak nad tym rozmyślać, palił sobie spokojnie papierosa, idąc obok Brenny i spoglądając w błyszczące, wypolerowane witryny.
- Tak sobie myślę, że chyba lepiej złapać wszystko i potem obejrzeć na raz - odpowiedział, kiedy już wyszli ze sklepu zoologicznego, zaopatrzeni w rachunek za klatkę i wszystkie inne szpargały dla młodego ptaka. Przynajmniej to mieli już z głowy i wystarczyło tylko potem odebrać, kiedy będą już mieli wracać. W sumie wciąż zastanawiał się, jak tę ptaszynę przetransportuje z niemagicznego do swojego domu, bo chyba nie mógł się ot tak teleportować. Najwyżej złapie Błędnego Rycerza, no bo przecież wsiąść na miotłę nie mógł, a fiuu też wydawało się takie... no turbulentne. - Oh, dziękuję bardzo za te zapewnienia. Doceniam. Ja nic ci nie będę obiecywał, bo nie chcę ograniczać mojej twórczości - uśmiechnął się do niej. - To co, za pół godziny zbiórka tutaj? - nie był do końca taki pewien, czy trzydzieści minut to był optymalny czas, ale po chwili zastanowienia doszedł chyba do wniosku, że im mniej mieli czasu tym lepiej. Dzięki temu nie mogli zanadto rozmyślać nad tym, czy sięgali po odpowiednią pamiątkę. Musieli się zdać na instynkt, czy co oni tam mieli.