12.03.2023, 23:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2023, 13:04 przez Cathal Shafiq.)
- Może więc wezwij swojego skrzata i go o to spytaj, inaczej naprawdę sprowadzę tu Nell i poproszę, żeby zabrała najpaskudniejsze ze swoich eliksirów – powiedział Cathal spokojnie, przekładając rzeczy z fotela na podłogę. Nell wkurzała się zwykle na Letę trochę rzadziej niż na Cathala, na którego z kolei wkurzała się rzadziej niż na Jamila, zwykle więc Crouch dostawała paskudne eliksiry głównie wtedy, kiedy to faktycznie było konieczne.
Ale pewnie pozostawała doskonale świadoma pasji, z jaką Nell kompletowała w apteczce mikstury o tym samym działaniu, ale różnych składnikach i smaku, by potem wybierać właściwy w zależności od nastroju, osoby, która miała go dostać i od tego, jak bardzo ta osoba podpadła jej w ostatnim miesiącu. Cóż. Nie była na pewno najlepszym medykiem, jaki chodził po świecie, ale większość wykwalifikowanych uzdrowicieli nie miała chęci siedzieć na pustyni albo w zapadłej dziurze w Walii.
Pokręcił głową na ofertę trunku. Zdecydowanie, wolał pozostawać trzeźwy, skoro w pewnym sensie polował na niego morderca.
– Wbiegłaś do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Może dlatego pomyślałaś o mnie? – zastanowił się. Okoliczności mogły być odpowiedzią. W śnie Ulyssesa miał być drużbą, tutaj… Ślizgoni może i słynęli jako niezbyt przyjemni, ale Shafiq jednak nie pamiętał zbyt wielu osób z rocznika Lety, które można by w czasach hogwarckich bez wahania posłać do starcia z mordercą.
A on w końcu „cieszył się” sławą syna czarnoksiężnika, wielokrotnego mordercy, jednego z jak się okazało najbliższych współpracowników Voldemorta.
Sny Alethei wyglądały inaczej niż te Ulyssesa. Było ich więcej i bardziej chaotyczne, a to świadczyło o tym, że morderca czerpał jednak z głowy śniącego. Poza tym…
– Poprzednim razem zabrał też trochę ode mnie. Albo ze snu jego, wciągnąłem ich w swój sen… lub stworzyliśmy go razem.
Rookwood mógł śnić na podstawie listów od Cathala. Ale niektóre szczegóły zgadzały się zbyt dobrze: było tak, jakby był to przynajmniej częściowo sen Shafiqa. I to wszystko tworzyło tylko jeszcze większy zamęt.
– Zrób listę wszystkich miejsc, w których wczoraj byłaś i ludzi, których spotkałaś – powiedział. Nawet nie skomentował tego, że Crouch chce się przyłączyć, bo byłby raczej zdziwiony, gdyby nie chciała tego zrobić. A był daleki od wyłączania jej tylko dlatego, że jest kobietą czy dlatego, że była tak mała, że mógłby podnieść ją za kołnierz i potrząsać, póki by mu się to nie znudziło. Poza tym mogła mieć przydatne informacje. – Mam przygotowane parę amuletów, mogę rozstawić ci je w sypialni. Nie wiem, czy to go zatrzyma, ale może?
Wprawdzie planował użyć ich dla siebie, mógł jednak zostawić je Lecie, a sobie wykonać nowe. W końcu to jej omal nie zarżnięto.
– Porozmawiam z nim… poprzednim zaatakowanym i spotkamy się, ustalić plan. Może Jamil też się przyda… – mruknął, z pewnym namysłem, bo tę ideę musiał jeszcze rozważyć.
Ale pewnie pozostawała doskonale świadoma pasji, z jaką Nell kompletowała w apteczce mikstury o tym samym działaniu, ale różnych składnikach i smaku, by potem wybierać właściwy w zależności od nastroju, osoby, która miała go dostać i od tego, jak bardzo ta osoba podpadła jej w ostatnim miesiącu. Cóż. Nie była na pewno najlepszym medykiem, jaki chodził po świecie, ale większość wykwalifikowanych uzdrowicieli nie miała chęci siedzieć na pustyni albo w zapadłej dziurze w Walii.
Pokręcił głową na ofertę trunku. Zdecydowanie, wolał pozostawać trzeźwy, skoro w pewnym sensie polował na niego morderca.
– Wbiegłaś do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Może dlatego pomyślałaś o mnie? – zastanowił się. Okoliczności mogły być odpowiedzią. W śnie Ulyssesa miał być drużbą, tutaj… Ślizgoni może i słynęli jako niezbyt przyjemni, ale Shafiq jednak nie pamiętał zbyt wielu osób z rocznika Lety, które można by w czasach hogwarckich bez wahania posłać do starcia z mordercą.
A on w końcu „cieszył się” sławą syna czarnoksiężnika, wielokrotnego mordercy, jednego z jak się okazało najbliższych współpracowników Voldemorta.
Sny Alethei wyglądały inaczej niż te Ulyssesa. Było ich więcej i bardziej chaotyczne, a to świadczyło o tym, że morderca czerpał jednak z głowy śniącego. Poza tym…
– Poprzednim razem zabrał też trochę ode mnie. Albo ze snu jego, wciągnąłem ich w swój sen… lub stworzyliśmy go razem.
Rookwood mógł śnić na podstawie listów od Cathala. Ale niektóre szczegóły zgadzały się zbyt dobrze: było tak, jakby był to przynajmniej częściowo sen Shafiqa. I to wszystko tworzyło tylko jeszcze większy zamęt.
– Zrób listę wszystkich miejsc, w których wczoraj byłaś i ludzi, których spotkałaś – powiedział. Nawet nie skomentował tego, że Crouch chce się przyłączyć, bo byłby raczej zdziwiony, gdyby nie chciała tego zrobić. A był daleki od wyłączania jej tylko dlatego, że jest kobietą czy dlatego, że była tak mała, że mógłby podnieść ją za kołnierz i potrząsać, póki by mu się to nie znudziło. Poza tym mogła mieć przydatne informacje. – Mam przygotowane parę amuletów, mogę rozstawić ci je w sypialni. Nie wiem, czy to go zatrzyma, ale może?
Wprawdzie planował użyć ich dla siebie, mógł jednak zostawić je Lecie, a sobie wykonać nowe. W końcu to jej omal nie zarżnięto.
– Porozmawiam z nim… poprzednim zaatakowanym i spotkamy się, ustalić plan. Może Jamil też się przyda… – mruknął, z pewnym namysłem, bo tę ideę musiał jeszcze rozważyć.