13.03.2026, 19:08 ✶
Brenna trochę refleksji w sobie miała i wiedziała, że należy do klasy uprzywilejowanej samym tym, że pochodziła z rodziny zamożnej. Stracili dom, owszem, i wszystko wokół się sypało, ale wciąż mogła bez wahania kupić te rzeczy dla ptaków, mogła przeznaczyć galeony na te zakupy i chociaż trochę wyrywała czas na te zakupy, to mogła sobie na to pozwolić. Tym razem jednak nijak się akurat nad tym nie zastanawiała: raczej jej umysł skupił się na błyskawicznej liście miejsc, do których mogła w okolicy wpaść przed zamknięciem i co potencjalnie najlepiej byłoby kupić.
I chyba chciała oderwać trochę myśli od wspomnienia tej koperty, dziwnego zdjęcia i faktu, że widmowidzenie niczego jej nie pokazało.
Pół godziny, niby niedużo, ale nawet nie przyszło jej do głowy wydłużać terminu. I nawet nie chodziło o chęć uniknięcia nadmiernego namysłu czy to, że być może Atreus zwyczajnie by się znudził i złapał pierwsze lepsze przedmioty. Bardziej o to, że Brenna po prostu przywykła do działania szybko. Trochę wynikało to z jej natury, trochę z tego, że w ostatnim roku musiała tę umiejętność wyszlifować, żyjąc w pędzie. Niekoniecznie oznaczało to, że zawsze gnała do przodu bez namysłu, bo chociaż zdarzało się jej robić coś bez przemyślenia tego, to miewała tendencje do analizowania i robienia planów… ot te też rodziły się w jej głowie błyskawicznie. I wdrażała je w życie, bo jeśli czekasz przed skokiem za długo, to... zwykle nie skaczesz wcale.
I nawet już na schodkach, gdy wychodzili ze sklepu zoologicznego, w parę sekund zdecydowała, gdzie wejdzie najpierw. I rzeczywiście, nie miała to być apteka Lupinów.
– Czekaj, mam się więc spodziewać, że wybierzesz eliksir wiggenowy, bandaż i maść na siniaki? – spytała, z odrobiną rozbawienia. – Bo jak tak, to nawet nie musisz nigdzie daleko chodzić, mam to wszystko poupychane po kieszeniach…
Musiała pewnie się wreszcie zaopatrzyć w torebkę ze skóry wsiąkiewki, bo poprzednia spłonęła wraz ze sporą częścią jej rzeczy w Warowni, i teraz trochę ciężko było nosić przy sobie te wszystkie drobiazgi, które Brenna przywykła nosić zawsze. Na wypadek, gdyby przydały się jej albo komuś innemu. Bandaż, maść na siniaki, odrobina pudru, gdy chcesz coś ukryć, chusteczki, jakby ktoś akurat postanowił płakać, kajdanki, bo zaskakująco często po pracy musiała kogoś aresztowywać, och, i oczywiście, zawsze i wszędzie: czekoladowa żaba.
– W takim razie za pół godziny – zgodziła się i niemal natychmiast odbiła w jedną z bocznych uliczek, znikając mu z oczu.
I chyba chciała oderwać trochę myśli od wspomnienia tej koperty, dziwnego zdjęcia i faktu, że widmowidzenie niczego jej nie pokazało.
Pół godziny, niby niedużo, ale nawet nie przyszło jej do głowy wydłużać terminu. I nawet nie chodziło o chęć uniknięcia nadmiernego namysłu czy to, że być może Atreus zwyczajnie by się znudził i złapał pierwsze lepsze przedmioty. Bardziej o to, że Brenna po prostu przywykła do działania szybko. Trochę wynikało to z jej natury, trochę z tego, że w ostatnim roku musiała tę umiejętność wyszlifować, żyjąc w pędzie. Niekoniecznie oznaczało to, że zawsze gnała do przodu bez namysłu, bo chociaż zdarzało się jej robić coś bez przemyślenia tego, to miewała tendencje do analizowania i robienia planów… ot te też rodziły się w jej głowie błyskawicznie. I wdrażała je w życie, bo jeśli czekasz przed skokiem za długo, to... zwykle nie skaczesz wcale.
I nawet już na schodkach, gdy wychodzili ze sklepu zoologicznego, w parę sekund zdecydowała, gdzie wejdzie najpierw. I rzeczywiście, nie miała to być apteka Lupinów.
– Czekaj, mam się więc spodziewać, że wybierzesz eliksir wiggenowy, bandaż i maść na siniaki? – spytała, z odrobiną rozbawienia. – Bo jak tak, to nawet nie musisz nigdzie daleko chodzić, mam to wszystko poupychane po kieszeniach…
Musiała pewnie się wreszcie zaopatrzyć w torebkę ze skóry wsiąkiewki, bo poprzednia spłonęła wraz ze sporą częścią jej rzeczy w Warowni, i teraz trochę ciężko było nosić przy sobie te wszystkie drobiazgi, które Brenna przywykła nosić zawsze. Na wypadek, gdyby przydały się jej albo komuś innemu. Bandaż, maść na siniaki, odrobina pudru, gdy chcesz coś ukryć, chusteczki, jakby ktoś akurat postanowił płakać, kajdanki, bo zaskakująco często po pracy musiała kogoś aresztowywać, och, i oczywiście, zawsze i wszędzie: czekoladowa żaba.
– W takim razie za pół godziny – zgodziła się i niemal natychmiast odbiła w jedną z bocznych uliczek, znikając mu z oczu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.