Poranek był całkiem przyjemny. Słońce nieśmiało wyłaniało się zza chmur, co sugerowało, że nie będzie to jeden z tych okropnie nieprzyjemnych, jesiennych dni. Pogoda zachęcała do spacerowania, warto było korzystać z tych ostatnich dni, które jeszcze odrobinę przypominały o tym, że niedawno było lato. Zgodziła się na to, żeby Benjy wyszedł z łóżka. Oczywiście, nie miała zamiaru pozwolić mu na samotne wędrówki, to jeszcze nie był ten moment, on miał dopiero nadejść, pewnie jutro, czy pojutrze, ale podczas tego pierwszego wyjścia postanowiła mu towarzyszyć. Chciała sprawdzić, czy faktycznie już było lepiej, zdecydowanie wolała to choć odrobinę kontrolować.
Dotarli na Pokątną, nie miała pojęcia dlaczego wybrali akurat taki cel, tak właściwie to nogi same ich tu przyprowadziły. Ludzie, którzy spieszyli się do pracy mijali ich na chodniku, oni nie musieli się nigdzie spieszyć, co było wcale nie taką najgorszą perspektywą.
Prue uważnie obserwowała okolicę, nie bywała tu często, większość czasu spędzała w Ministerstwie, jako, że na początku września sporo się wydarzyło to musiała zapamiętać ten nowy porządek. Niektóre miejsca nie przetrwały Spalonej Nocy, inne wydawały się zupełnie nie zmienić, los bywał przewrotny.
Co chwila kątem oka spoglądała na swojego męża, sprawdzała, czy przypadkiem się nie krzywi, analizowała jego mimikę i ruchy, żeby zasugerować przerwę w spacerowaniu, gdy nastanie taka potrzeba. Nie wątpiła w to, że sam na pewno nie zamierzał wspomnieć nic na temat ewentualnego dyskomfortu, za bardzo irytowało go leżenie w łóżku do którego musiała go zmusić, obeszło się na szczęście bez unieruchomienia ciała.
- Właściwie to nie widać, że miesiąc temu miasto praktycznie nie spłonęło. - Powiedziała cicho. Stolica wydawała się wrócić do dawnego rytmu, być może jeszcze trochę brakowało do tego, jak wyglądało to wcześniej, jednak ludzie przecież musieli wrócić do normalności, do życia, na tyle na ile w ogóle było to możliwe po czymś takim.
Ścisnęła mocniej jego dłoń, całkiem zabawne było to, że jeszcze miesiąc temu przemierzała z nim to miasto jako praktycznie zupełnie obca osoba, a teraz była jego żoną. Uśmiechnęła się sama do siebie, naprawdę była okropnie szczęśliwa, że jej życie potoczyło się w taki, a nie w inny sposób.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control