Uniósł brwi w zdziwieniu. Nawet w prywatnej rozmowie nie określiłby Perseusa podrzędnym lekarzem. Z jego perspektywy, przynajmniej jeśli chodzi o karierę, radził sobie całkiem nieźle. Pracował w Lecznicy Dusz, a ta mimo wszystko była dosyć ważną placówką w społeczeństwie czarodziejów. Wprawdzie być może uznana by była za bardziej prestiżową, gdyby zlokalizowano ją w centrum Londynu, jednak nie można było odmówić, że Dolina Godryka również miała swoje plusy. Brak typowego miastowego zgiełku, bliskość natury, a nawet lekka izolacja od problemów Londynu; co by nie mówić były to całkiem dobre warunki dla pacjentów. Nie widział powodu, dla którego mężczyzna miałby określać się w ten sposób.
— Przychodzi mi na myśl kilka ciekawych wytłumaczeń. — Uśmiechnął się zagadkowo. — Zmęczony wieloletnią służbą i użeraniem się z lokalną prasą detektyw Brygady Uderzeniowej postanowił zasięgnąć specjalistycznej porady. Po dokładnym przyjrzeniu się swoim opcjom Erik Longbottom postanowił oddać się w ręce Perseusza Blacka, renomowanego magipsychiatry, znanego z tego, że potrafi poradzić sobie nawet z najtrudniejszymi przypadkami. Do omówienia warunków terapii doszło w jednej z prestiżowych restauracji, gdzie niestety nasi korespondenci nie mieli wstępu.
Sporo by zapłacił, aby ujrzeć niezadowolenie malujące się na twarzach dziennikarzy i fotografów, gdy Ci zorientowaliby się, że za nic w świecie nie uda im się dostać do środka, a ich materiał będzie musiał zostać okrojony do krótkiego tekstu, raportującym o spotkaniu dwóch czarodziejów z wyższych sfer. Żadnych twardych dowodów, ruchomych zdjęć, tylko domysły, które szybko rozpłynęłyby się w nicość w głowach czytelników po skończeniu lektury. Zawahanie w głosie Blacka umknęło uwadze Erika, głównie przez to, że był pod zbyt dużym wrażeniem tego, że znaleźli się w ukrytym lokalu.
— W tych czasach warto mieć takie miejsce — przyznał zgodnie, rozsiadając się wygodniej, sztywnym gestem zarzucając rękę na oparcie loży. — Nawet jeśli nie po to, aby mieć gdzie się ukryć na wypadek problemów, to po to, aby po prostu odpocząć od tego wszystkiego. — Nie sprecyzował, do czego konkretnie się odnosił, ale czy była taka potrzeba? Każdy człowiek nosił swój własny krzyż i rzadko kiedy był on dopasowany do ich możliwości. Czasami trzeba było się zatrzymać i złapać oddech, przed kontynuowaniem drogi w górę. — Zawsze to dodatkowy komfort.
Znalezienie miejsca tylko dla siebie było czymś, co przyświecało Erikowi od dłuższego czasu, jednak nie szukał czegoś na miarę oddzielnego mieszkania czy całej kamienicy skrytej przez oczami postronnych. Dobrze mu się żyło zresztą familii w Dolinie Godryka i na razie nie planował tego zmieniać. Jednak łódka... Łódka to co innego, a ostatnimi czasy pewne decyzje w tej sprawie zdawały się coraz bardziej klarować. Kto wie, może nawet dojdą do skutku, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem? Rozmarzył się na moment, jednak szybko wrócił do rzeczywistości, gdy Perseusz kontynuował ich rozmowę.
— Dobry pomysł, a jeśli dzięki temu ucieszymy kucharza, to wręcz wyśmienity — stwierdził, przystając na zamówienie menu degustacyjnego. Nie miał powodu, aby się spierać. Wprawdzie mógł wyjść okazji naprzeciw i samemu coś wybrać, jednak obawa przed wybraniem czegoś, co będzie nie tylko drogie, ale też mało smaczne, nieco go paraliżowała. A zestaw mniejszych przekąsek wydawał się bardziej logiczny. Przynajmniej nie będą się czuć ociężali po powrocie z lunchu do swoich obowiązków. — To niełatwy styl życia, aczkolwiek godny podziwu. Zaufaj mi, zachowanie pozytywnego myślenia w większości sfer życia, też nie należy do prostych. — Wybałuszył lekko oczy, jakby w jego umyśle otworzyły się drzwi, z których łypały na niego spode łba wszystkie błędy, które przy niefortunnych okolicznościach mogłyby ewoluować w wielkie porażki. W jego aurze na krótką chwilę zabłysły szarawe prześwity symbolizujące wątpliwości, aby następnie zostać wchłonięte przez dominującą zieleń.
Zamrugał parokrotnie, strącony z pantałyku tym komentarzem. Przełknął głośno ślinę, zastanawiając się przez chwilę, co właściwie mógłby na to odpowiedzieć. Oddanie takiego samego komplementu wydawało mu się nadzwyczaj sztuczne, chociaż w gruncie rzeczy sam nie wiedział, czemu Perseusz postanowił podzielić się z nim swoją opinią. Czy miało to związek ze sprawą, którą chciał zgłosić?
— Niektórzy powiedzieliby, że moja dobroć błądzi niebezpiecznie blisko granicy beztroskiej naiwności. Mam dosyć dużą wiarę w ludzi i ich... możliwości, jeśli chodzi o rozwój wewnętrzny — skomentował z krzywym uśmiechem.
Bywał nieufny w stosunku do tych, których znał krótko, jednak ta łatka potrafiła bardzo szybko zniknąć na poczet zaufania lub usprawiedliwiania działań innych. Widział w swojej pracy zbyt wielu ludzi, którzy zostali popchnięci poza granicę swoich możliwości i wiedział, że nie w każdym przypadku wszystko było czarno-białe. Niedługo później dopadł do nich kelner, a Erik i Percy złożyli swoje zamówienie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞