Na całe szczęście Stella zachowała zimną głowę w tej sytuacji i panowała nad wszystkim. Zapewne gdyby nie ona, to najchętniej schowałby swoją głowę w piach, a następnie poddał się bez walki. Jej słowa dodały mu trochę otuchy. Miała całkowitą rację. Małe nagięcie rzeczywistości nikogo jeszcze nie skrzywdziło, a wręcz mogło kogoś uszczęśliwić.
- Masz rację - powiedział przytulając ją - Dobrze, że jesteś - lekko ją ścisnął, wykorzystując swoją przewagę siłową i wzrostową. Nie trwało to długo. Może niecałą sekundę, kiedy ją puścił i udał się w kierunku łazienki. Postanowił przemyć sobie twarz zimną wodą, aby się doprowadzić do pełnego ładu. Wszystko miało się za chwilę zacząć.
Anne miała wszystko zaplanowane jak w zegarku. Kiedy tylko wybiła godzina 12, wyszła z kuchni trzymając w rękach danie główne - zapiekanke pasterkę, czyli danie w którym dolną warstwę tworzy mięso jagnięce, połączone z warzywami i sosem pomidorowym, a górna warstwa zwieńczona jest puree ziemniaczanym.
Stanley przyszedł kilka chwil później, a następnie usiadł na przeciwko Stelli. Teraz był już całkowicie spokojny. Taki jakiego ludzie znali go na co dzień - cichego i spokojnego. Puścił oczko do Avery, a następnie kiwnął lekko głową aby dać jej do zrozumienia, że już jest wszystko okej i mogą zaczynać.
- Dziecko ile sobie życzysz? - Anne zapytała Stelli, a po chwili nałożyła odpowiednią porcję - Ulubione dane Stana. Mam nadzieję, że będzie Ci smakować - zwróciła się do dziewczyny kiedy nakładała swojemu synowi porcję.
Zaczyna się znowu pomyślał. Lada moment i rozpocznie się kanonada pytań.
Tylko ślepy by nie zauważył, że pani Borgin zbiera się do tego, aby rozpocząć swój wywiad. Wzięła kilka kęsów dania - Stanley, kochanie. Pójdź proszę do kuchni po wino. Wiesz gdzie stoi - zwróciła się do syna z prośbą. Czy była to jakaś zagrywka z jej strony? Przecież ona nie zapominała nigdy o najmniejszych rzeczach kiedy trzeba było coś przygotować.
Andrew dojadł kawałek zapiekanki, odłożył sztućce, a następnie przetarł usta chusteczką i wyruszył na poszukiwania butelki alkoholu.
- Stanley nie chwalił się, że poznał jakąś dziewczynę… - zapytała Avery. Skorzystała z okazji, aby poznać jej wersję wydarzeń zanim wróci jej syn i zacznie wszystko przekręcać. Tak jej się zapewne wydawało. Nie wiedziała jednak, że im o to właśnie chodziło. To Stella nadawała się idealnie do odpowiadania na takie pytania, nie on. Jego zapewne zjadłby zaraz stres i wszystko byłoby spalone.
- A czym się zajmujesz kochana? - spojrzała na nią - Oczywiście jak nie chcesz to nie mów. Nic na siłę - dodała. Anne nie chciała być natarczywa. Liczyła, że dowie się coś o lubej swojego syna skoro on nie chciał za dużo o nich mówić.
Nie było żadnej agresji w jej słowach. Zwykła ludzka ciekawość i matczyna troska. Formy w jakich zwracała się do Stelli też o tym świadczyły.
Poszukując wina w kuchni, Stanley miał wrażenie jakby jego własna matka już bardziej lubiła jego ”drugą połówkę” niż jego samego. Co gorsza, wydawało mu się, że Anne specjalnie gdzieś ukryła tę butelkę, tylko po to aby zyskać cenny czas.
- Zawsze chciałam, aby mój synuś zajął się normalną pracą. Aby poświęcił się pomocy inny ludziom ale on nigdy nie chciał - powiedziała do Stelli z lekkim smutkiem w głosie - Dla niego tylko liczyło się to całe ministerstwo. On nie widzi poza nim życia… - pokiwała przecząco głową - Ale jakby cię zaniedbywał to możesz mi od razu powiedzieć złotko. Ja mu raz dwa przypomnę, że powinien się z tobą spotkać - oznajmiła dziewczynie.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972