Nie byłaby sobą, gdyby chociaż przez chwilę nie pozwoliła sobie na analizowanie sytuacji. Coś musiało zajmować jej myśli, tak już miała. Czasem było to głośniejsze, czasem cichsze, jednak rzadko kiedy zdarzało jej się iść przed siebie z pustką w głowie. Nie była jedną z tych osób, które potrafiły się odciąć i spacerować sobie tak po prostu, jak gdyby nigdy nic. Tym razem skupiała się na obserwowaniu swojego męża, sprawdzaniu, czy miewał się dobrze. Obserwowała jego twarz, to w jaki sposób się poruszał, aby wyłapać każdą, niepokojącą rzecz. Było to całkiem zajmujące, zwłaszcza, że nie chciała mu dać się na tym przyłapać, poczułaby się z tym źle, mimo, że wiedziała, że on wie. Po prostu problem nie istniał, dopóki nie została nakryta na gorącym uczynku, prawda?
- Ja, tak, właśnie odkryłam tę filozofię, jeszcze do końca nie wiem, co o niej myślę. Muszę to przeanalizować, chociaż póki co, nie wydaje się to wcale takie głupie. - Nie powinna tego mówić, bo to nie było dla niej typowe. Raczej wolała mieć wszystko zaplanowane, przygotowane, jednak można było czasem pójść na jakieś ustępstwa. Oczywiście, że w niektórych dziedzinach życia nie było to możliwe, jak chociażby dbaniu o zawartość ich domowej apteczki, ale nie wydawało jej się, aby naprawdę musiała robić wszystko według jakiegoś planu. Warto było docenić to, co się miało, szczególnie, że nigdy jeszcze nie posiadała tak wiele, i już niestety miała szansę przekonać się o tym, jak może smakować utrata tego.
Dostrzegła zmianę w tonie jego głosu, oczywiście, że musiał podkreślić to, że było to niesamowite, bo nie pasowało do niej takie podejście. Minione wydarzenia jednak mówiły same za siebie, życie było naprawdę kruche, szkoda było je marnować na planowanie czegoś, co mogło się nigdy nie wydarzyć.
Najwyraźniej jego słowa nie były wystarczająco przekonywujące. Musiała przeżyć swoje, aby w ogóle zacząć zastanawiać się nad tym, czy taka filozofia miała sens. To nie tak, że mu nie wierzyła, miała jednak zawsze jakieś swoje racje, którymi się kierowała. Zresztą każdy miał prawo do zmiany zdania, czyż nie? Powinien docenić to, że zaczęła otwierać oczy.
Uniosła wzrok, żeby przyjrzeć się mijanym przez nich miejscom. Była praktycznie pewna, że za szklaną witryną, którą teraz mijali jeszcze miesiąc temu znajdowała się kawiarnia, a teraz to miejsce przekształciło się w księgarnie. Czy poprzedni właściciele nie przeżyli tamtej tragicznej nocy, nie należeli do grona szczęśliwców? Mogła tylko gdybać, wolała uznać, że postanowili, że jest to idealny czas na przebranżowienie.
Mijali kolejnych ludzi, kolejne miejsca, Londyn powoli wracał do swojego rytmu, chociaż sądziła, że w ludziach pojawiła się jakaś zmiana, byli jakby mniej ufni, miała wrażenie, że niektórym zdarzało się spoglądać za siebie, czy do góry - jakby chcieli się upewnić, że nie ma tutaj żadnego zagrożenia.
- Jeszcze oficjalnie nie przyznałam Ci racji. - Musiała wtrącić swoje trzy grosze. - Sądzę jednak, że to są wystarczające powody do ewentualnej zmiany zdania. - Przez ostatni miesiąc wydarzyło się naprawdę sporo, to musiało się w jakiś sposób odbić na jej zachowaniu, było to całkiem logiczne. - ale tak, nie da się ukryć, że w tej Twojej filozofii jest coś sensownego. - Oby tylko teraz nie wykorzystał tego przeciwko niej. Być może nie powinna się z nim tym tak ochoczo dzielić, bo wiedziała, że może się to skończyć dla niej źle. - Przyznaję rację, ale nie łudź się, że to może być jakimkolwiek argumentem, powiedzmy, że połowicznie się z tym zgadzam, nie zawsze ma to sens, ale często. - No, nie mogła tak przecież zupełnie się przestawić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control