14.03.2026, 10:33 ✶
Mimo, że niespodziewane towarzystwo okazało się zajmujące. Zajmujące w tym relaksacyjnym trybie wymieniania niekolizyjnych poglądów na tematy ostatecznie nie dość istotne by tworzyć pole do poważnej potyczki retorycznej. Pojawiło się w niej dziwne skojarzenie, w którym nastrój można było przyrównać do obcowania z żywą, elegancką książką, z którą można się wymienić poglądami, ale nie ma sensu lub potrzeby wchodzić w poważny dyskurs.
Wrażenie, które wiedziała, że jest mylne i wynika głównie z kontrastu pomiędzy dzisiejszym dniem, a ostatnimi pracowitymi tygodniami. Ludzkie tragedie to jej potencjalne tereny łowieckie. W ostatnich tygodniach nie odpuściła swojego kawałka łupów a i szukała szerszych łowisk. W porównaniu do ostatnich wydarzeń towarzystwo Anthony'ego było złudnie relaksacyjne. Złudnie, gdyż w gruncie rzeczy był to poważany czarodziej wywodzący się z tradycji czystej krwi. Tyle samo elegancki i elokwentny co potencjalnie niebezpieczny i dumny.
Nic z tego jednak nie dyskwalifikowało możliwości korzystania z wciągającej konwersacji w drodze do ołtarza.
Zmierzające ku kowenowi grupki co jakiś czas odwracały uwagę kobiety od rozmówcy. Mniej znajome twarze obdarzała uprzejmym uśmiechem i skinieniem głowy. Bliżej znane postacie sprawiały, że na chwilę przepraszała rozmówcę by się przywitać z bliższymi znajomymi i dalszymi krewnymi. Tyle ile wymagała kurtuazja lub na ile pozwalała łącząca ich znajomość.
W Matce - pani księżyca było coś eleganckiego. Może to jej własne wyobraźnia a może sposób w jaki przedstawiała postać bogini jej własna matka kiedy o niej opowiadała. Jaki by nie był powód uznawała święto i kiedy miała okazję uczestniczyła w obrzędach. Tym razem bardziej jej zależało, głównie dla spokoju rodzicielki.
- Znak niespokojnych czasów. - wzruszyła delikatnie ramionami na komentarz Shafiqa. Zdaje się, że od tej tematyki zaczęli cały wywód. I znowu ta książka uśmiechnęła się w duchu do własnych myśli. Lekkim, niemal niedostrzegalnym ruchem wykonała ukłon głową w stronę Shafiqa, przy którym rondo kapelusza na moment rzuciło głębszy cień na jej oczy. - Przy skarlałych przywódcach sięgamy do pierwszej znanej bezpiecznej przystani. - Przypomniała sobie jak dziadek mówił, że na wojnach słychać ostatecznie imię tylko jednego boga, ale szybko odgoniła tą ponurą myśl nim sięgnęła jej ust. Spalona noc nie była wojną, nie taką jaką opisywał dziadek.
Zamiast tego zachowała na twarzy dostojną powagę w obliczu bliskiego już posągu i ołtarza. Z ciepłym uśmiechem skinęła głową mijającej ich parze z dzieckiem. Spojrzała wyrób jaki posiadał jej towarzysz - Elegancki. - skomentowała szczerze gdyż rzeczywiście był w dobrym guście.
Sama wyjęła swój wieniec. Leśna polana z galopującym wkoło posągu bogini koniem.
Skinęła zdawkowo głową na tą uprzejmość Anthony'ego i podążyła ku ołtarzowi zajmując miejsce poprzedniego darczyńcy. W ciszy obejrzała szybko przekazane już dary różnej maści i kształtu. Dary, które niosły w sobie świadectwo ostatnich dni. Poprawiła mankiet płaszcza, otrzepując z niego niemal niewidoczny pyłek, jakby rytuał był tylko pretekstem do wykazania nienagannej prezencji. Chwilowy przebłysk mający źródło w jakimś wewnętrznym instynkcie przywołał do jej świadomości obraz kilku znanych twarzy. Delikatnie przykucnęła, a raczej dygnęła odkładając wieniec w losowe miejsce. Jej usta drgnęły w mimowolnym, niemym szepcie, który próbował wypuścić z głowy ponurą myśl: Zachowaj ich ode złego.
Dziwnym trafem myśl ta towarzyszyła nie tylko twarzom jej najbliższej rodziny ale pośród nich zamigotała także sylweta małej, nieco szalonej brunetki. Ponure rozmyślania szybko jednak odepchnęła. Westchnęła nieco zaskoczona tym jak głęboko nastrój takich rytuałów potrafi oddziaływać na człowieka o ile jest skłonny się jemu poddać. Uśmiechnęła się z niewielką dozą zadowolenia i odsunęła nieco na bok robiąc miejsce dal mężczyzny. Delikatne kiwnięcie głową i niemy ruch ust w nieco zaczepnym "nie wstydź się" były dyskretnym sygnałem, że teraz jego kolej.
Wrażenie, które wiedziała, że jest mylne i wynika głównie z kontrastu pomiędzy dzisiejszym dniem, a ostatnimi pracowitymi tygodniami. Ludzkie tragedie to jej potencjalne tereny łowieckie. W ostatnich tygodniach nie odpuściła swojego kawałka łupów a i szukała szerszych łowisk. W porównaniu do ostatnich wydarzeń towarzystwo Anthony'ego było złudnie relaksacyjne. Złudnie, gdyż w gruncie rzeczy był to poważany czarodziej wywodzący się z tradycji czystej krwi. Tyle samo elegancki i elokwentny co potencjalnie niebezpieczny i dumny.
Nic z tego jednak nie dyskwalifikowało możliwości korzystania z wciągającej konwersacji w drodze do ołtarza.
Zmierzające ku kowenowi grupki co jakiś czas odwracały uwagę kobiety od rozmówcy. Mniej znajome twarze obdarzała uprzejmym uśmiechem i skinieniem głowy. Bliżej znane postacie sprawiały, że na chwilę przepraszała rozmówcę by się przywitać z bliższymi znajomymi i dalszymi krewnymi. Tyle ile wymagała kurtuazja lub na ile pozwalała łącząca ich znajomość.
W Matce - pani księżyca było coś eleganckiego. Może to jej własne wyobraźnia a może sposób w jaki przedstawiała postać bogini jej własna matka kiedy o niej opowiadała. Jaki by nie był powód uznawała święto i kiedy miała okazję uczestniczyła w obrzędach. Tym razem bardziej jej zależało, głównie dla spokoju rodzicielki.
- Znak niespokojnych czasów. - wzruszyła delikatnie ramionami na komentarz Shafiqa. Zdaje się, że od tej tematyki zaczęli cały wywód. I znowu ta książka uśmiechnęła się w duchu do własnych myśli. Lekkim, niemal niedostrzegalnym ruchem wykonała ukłon głową w stronę Shafiqa, przy którym rondo kapelusza na moment rzuciło głębszy cień na jej oczy. - Przy skarlałych przywódcach sięgamy do pierwszej znanej bezpiecznej przystani. - Przypomniała sobie jak dziadek mówił, że na wojnach słychać ostatecznie imię tylko jednego boga, ale szybko odgoniła tą ponurą myśl nim sięgnęła jej ust. Spalona noc nie była wojną, nie taką jaką opisywał dziadek.
Zamiast tego zachowała na twarzy dostojną powagę w obliczu bliskiego już posągu i ołtarza. Z ciepłym uśmiechem skinęła głową mijającej ich parze z dzieckiem. Spojrzała wyrób jaki posiadał jej towarzysz - Elegancki. - skomentowała szczerze gdyż rzeczywiście był w dobrym guście.
Sama wyjęła swój wieniec. Leśna polana z galopującym wkoło posągu bogini koniem.
Skinęła zdawkowo głową na tą uprzejmość Anthony'ego i podążyła ku ołtarzowi zajmując miejsce poprzedniego darczyńcy. W ciszy obejrzała szybko przekazane już dary różnej maści i kształtu. Dary, które niosły w sobie świadectwo ostatnich dni. Poprawiła mankiet płaszcza, otrzepując z niego niemal niewidoczny pyłek, jakby rytuał był tylko pretekstem do wykazania nienagannej prezencji. Chwilowy przebłysk mający źródło w jakimś wewnętrznym instynkcie przywołał do jej świadomości obraz kilku znanych twarzy. Delikatnie przykucnęła, a raczej dygnęła odkładając wieniec w losowe miejsce. Jej usta drgnęły w mimowolnym, niemym szepcie, który próbował wypuścić z głowy ponurą myśl: Zachowaj ich ode złego.
Dziwnym trafem myśl ta towarzyszyła nie tylko twarzom jej najbliższej rodziny ale pośród nich zamigotała także sylweta małej, nieco szalonej brunetki. Ponure rozmyślania szybko jednak odepchnęła. Westchnęła nieco zaskoczona tym jak głęboko nastrój takich rytuałów potrafi oddziaływać na człowieka o ile jest skłonny się jemu poddać. Uśmiechnęła się z niewielką dozą zadowolenia i odsunęła nieco na bok robiąc miejsce dal mężczyzny. Delikatne kiwnięcie głową i niemy ruch ust w nieco zaczepnym "nie wstydź się" były dyskretnym sygnałem, że teraz jego kolej.