• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple

[9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
14.03.2026, 20:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 20:26 przez Bard Beedle.)  
Październikowe wieczory zawsze przychodziły szybko, jeszcze chwilę wcześniej na strychu widziałyśmy smugę zmierzchu w oknie, teraz za szklaną taflą pozostała już tylko noc. Włączyłam lampę na ścianie i zeszłam niżej, powoli, przytrzymując się poręczy. Dom o tej porze zawsze robił się cichszy, jakby wraz z zapadnięciem zmroku wszystko w nim zwalniało, salon był pogrążony w półmroku, kiedy zeszłyśmy na dół, mrok zdążył już na dobre rozgościć się za oknami, londyńska mgła była ciężka, wilgotna, a szyby odbijały tylko nikłe światło księżyca i latarni gazowych przy ulicy. Zatrzymałam się na moment przy drzwiach salonu, zdejmując fartuch i odkładając go na oparcie krzesła, po czym rzuciłam Prudence krótkie spojrzenie. Przez moment przyglądałam się jej twarzy w świetle świec, temu spokojowi, który pojawił się tam zamiast zmęczenia z poprzednich dni.
- Zapal świece, dobrze? - Powiedziałam, zdejmując z haczyka stary klucz na długim łańcuszku. - Te przy kominku i na stole. - Nie czekałam na odpowiedź, bo i tak wiedziałam, że sobie poradzi, już ruszałam w stronę korytarza, ale zatrzymałam się jeszcze na moment.
- I znajdź dwa kieliszki do wina. Nie te, które wybiera twój ojciec na niedzielnych obiadach, kiedy chce wyglądać na poważnego. Te z cienką nóżką, fikuśne. Stoją w kredensie po lewej. - Mrugnęłam do niej krótko i zniknęłam, kierując się tam, gdzie trzymałam kilka butelek na szczególne okazje. Nie było ich wiele, nie widziałam sensu w trzymaniu rzeczy „na kiedyś”, które nigdy nie nadchodzi, ale skrzętnie pilnowałam, by nikt ich nie ruszał przed czasem, każda była na konkretne okoliczności.
Drzwi do piwnicy skrzypnęły cicho, kiedy je otworzyłam, a chłodny, wilgotny powiew natychmiast owiał mi twarz, schody były wąskie i wytarte przez lata, które dawno przestałam liczyć, więc zeszłam powoli w dół, opierając dłoń o ścianę, aż w końcu znalazłam się w chłodnej, półciemnej przestrzeni. W powietrzu unosił się zapach kurzu, wosku z trzymanych tam zapasów świec, starego drewna korkowego i tej specyficznej jesiennej chłodnej nuty, która zawsze wdzierała się do domu, gdy zapadał wieczór. Na półkach stały rzędy butelek - niektóre młodsze, inne tak stare, że sama nie pamiętałam, przy jakiej okazji je odkładałam, ale dobrze wiedziałam, po co - przesunęłam palcami po szyjkach kilku z nich, aż w końcu zatrzymałam się przy tej właściwej. Ciemne szkło było zakurzone, ale dobrze rozpoznawalne, nie musiałam nawet patrzeć na etykietę, zdjęłam je z półki energicznym ruchem dłoni, bez wahania, tak jak wyciągało się coś, na co czekało się odpowiednio długo, by już się nie cackać. Nie przejmowałam się grubą warstwą pajęczyn, którą starałam częściowo palcami, a trochę rękawem, zdmuchując też trochę kurzu z szyjki.
Wracając zatrzymałam się na moment w progu, patrząc na wnuczkę, światło świec zdążyło już wypełnić salon miękkim, złotym blaskiem, płomienie odbijały się w szybach, w polerowanym drewnie stołu i w kieliszkach, które Prudence zdążyła znaleźć. Bez słowa postawiłam butelkę na stole z lekkim stuknięciem, sięgnęłam po korkociąg leżący obok tacy i zaczęłam powoli wkręcać spiralę w korek, aż w końcu ustąpił z subtelnym dźwiękiem - zapach wina rozszedł się w powietrzu natychmiast, ciężki, słodki, z nutą czegoś orzechowego i czekoladowego - sięgnęłam po pierwszy kieliszek i nalałam do niego solidną porcję, drogi alkohol spłynął powoli po ściankach szkła.
- Mam jeszcze jedną taką butelkę. - Stwierdziłam, niby od niechcenia, nalewając drugi kieliszek. Porto miało ten nasycony ciemny kolor, który wyglądał niemal czarno w słabym świetle, dopóki nie złapało płomienia świec. - Dla Eliasa - zerknęłam na nią znacząco ponad brzegiem szkła, po czym podałam jej szkło - ale nie mów mu o tym. Niech sam się nareszcie ożeni. - Odstawiłam butelkę i uniosłam swój kieliszek. - Inaczej będzie musiał się zadowalać herbatą. - Kącik moich ust uniósł się w lekkim, konspiracyjnym uśmiechu.

Bard: @Benjy Fenwick
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (2865), Prudence Fenwick (1306)




Wiadomości w tym wątku
[9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Bard Beedle - 14.03.2026, 20:22
RE: [9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Prudence Fenwick - 14.03.2026, 23:20
RE: [9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Bard Beedle - 15.03.2026, 00:56
RE: [9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Prudence Fenwick - 15.03.2026, 23:33
RE: [9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Bard Beedle - 25.03.2026, 19:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa