Nie dało się zaprzeczyć, że Theodore był nadzwyczaj przekonywający. Gdyby tylko nieco zmniejszył ilość szczegółów i dramatyzmu w swoim tonie głosu, pod koniec zeznań Erik byłby święcie przekonany, że chłopak mówił szczerą prawdę i że wydarzenia, które rozegrały się w kamienicy, wyglądały co do joty, jak twierdził. Na szczęście wzmianka o marynarzach tylko utwierdziła detektywa w przekonaniu, że akurat ta część zeznań nie wyląduje w raporcie. Może i rozbawiłoby to kilka osób w biurze, ale potem pewnie czekałaby go masa poprawek i przygotowanie drugiej wersji notatki służbowej. A na to niestety obecnie nie miał zbyt dużo czasu. Aby utrzymać pozory, Longbottom faktycznie nabazgrolił kilka dodatkowych słów.
— Tak. Oczywiście, że o Panu słyszałem — odparł bez zająknięcia, chociaż zanim kontynuował, zamyślił się na dłuższą chwilę. Maniera Lovegooda, zwłaszcza w kontekście wypowiadania się, zdawała się znajoma, chociaż nie był pewny, czy kojarzy ją z samym chłopakiem czy z dramatyzmem czarownic pracujących w dziale księgowości w Ministerstwie Magii. Biorąc jednak poprawkę na komentarz Mackenzie, że jej sąsiad para się aktorstwem... — Pan był ostatnio na plakacie reklamowym którejś z nowych sztuk w teatrze Selwynów.
Na moment uciekł wzrokiem w bok. Na szczęście pod koniec wypowiedzi głos mu się nie załamał, przez co zdanie wyglądało na stwierdzenie. Tak było w sumie bezpieczniej. Nie chciał obnażać swojej niewiedzy przed całym światem, a tak mógł po prostu powiedzieć, że nie ma ostatnio czasu na częste wizyty w teatrze. Raczej nie będą go przesłuchiwać z tego, jak definiuje określenie „ostatnio”. Dla osoby, która w teatrze nie bywa zbyt często, okres ten może się rozciągać nawet na rok lub dwa! Tak, lepiej było nie wzbudzać podejrzeń, bo jeszcze zostanie oskarżony o bycie ignorantem.
— Dobrze, bardzo dziękuję — powiedział do Greengrass z szacunkiem. — Będziemy mieli na uwadze przekazane przez was informacje.
Nie potrafił sobie wyobrazić lepszej współpracy z cywilami. W tym fachu można było trafić na różnych ludzi, a bywało, że nie każdy chciał pomagać służbom bezpieczeństwa. Mieszanie w zeznaniach, kłamstwa, niedomówienia... Pracę brygadzistów i aurorów można było utrudnić na masę sposobów, a nawet jeśli ktoś później decydował się na powiedzenie całej prawdy, z tyłu głowy zawsze pozostawał cień wątpliwości, czy dana osoba nie próbuje wywieźć detektywów w pole.
Przeniósł pełne zainteresowania spojrzenie na aktora. Pierwsze słowa dawały nadzieje, że ten faktycznie może coś wiedzieć, jednak szybko okazało się, że było wręcz odwrotnie. Erik się nieco zawiódł, jednak w sumie się temu nie dziwił. Gdyby mieszkał w takiej kamienicy, pewnie nawet nie znałby się ze wszystkimi sąsiadami, nie mówiąc już o rozpoznawaniu ich gości z imienia, nazwiska oraz wyglądu. Weasley i rude włosy, pomyślał. Cóż, kolor włosów był cechą charakterystyczną członków tej rodziny, więc niewiele mu to dawało. Eh, ktokolwiek będzie zmuszony go wytropić, nie będzie miał łatwej roboty.
— Na pewno będą zadowoleni, że znajdą tak dobrze poinformowane źródło — powiedział beznamiętnym głosem, starając się zbytnio nie krzywić. Zainteresowanie Lovegooda uwagą mediów nie było jego sprawą, ale osobiście miał nadzieję, że jeśli ktoś się tutaj przyplącze, to wtedy gdy medycy i Brygada skończą swoje działania. Wystarczyło mu, że będzie musiał znosić reporterów na balu. Ugh.
Już miał potwierdzić, że owszem, Mackenzie i Theodore mogą się oddalić do swoich mieszkań i wrócić do codziennych spraw, jednak w tym momencie głosy medyków w mieszkaniu znacząco się podniosły, a spod uchylonych drzwi buchnęło błękitne światło. Erik aż podskoczył i odwrócił się w stronę mieszkania. Chyba zaczynali uskuteczniać całkiem poważną magię, skoro robiło się tak głośno.
— Proszę wybaczyć, za moment wrócę — poinformował i wszedł do środka, aby wkroczyć do łazienki.
Omiótł wzrokiem pomieszczenie, w tym denatkę, która została przetransportowana na magiczne nosze. Zrobił dwa kroki w stronę lidera ratowników, chcąc dopytać, czy już coś wiedział.
— Udało wam się coś ustalić?
— Noo... Wiemy już parę rzeczy — potwierdził mężczyzna, przyglądając się świecącej na biało końcówce różdżki, jakby mógł z niej odczytać jakieś tajne informacje. — Chodzi o coś konkretnego?
— Udział osób trzecich. Mam na klatce schodowej dwójkę sąsiadów, którzy znaleźli ciało. Nie chcę ich tu trzymać dłużej niż to konieczne, a jak coś znaleźliście, to będę musiał posłać po większą ekipę, żeby zbadać mieszkanie i... — Nie zdążył nawet dokończyć, gdyż ratownik uniósł palec w górę.
— Nie znaleźliśmy nic świadczącego o udziale osób trzecich. Przeniesiemy ją do odpowiedniej placówki i tam się nią zajmą — powiedział, nakrywając ciało wyczarowaną płachtą. — Raczej serce jej nie wytrzymało. Starość, przyczyny naturalne. Oględziny wskazały, że miała sporo problemów ze zdrowiem. Szafka pełna leków. W każdym razie wykluczyliśmy, że [i]ktoś jej to zrobił.[/i]
— Okej. Jak już ogarniecie dokumentację, to podeślijcie ją do biura Brygady. Trzeba będzie zrobić z tym porządek. Ponoć kobieta mieszka sama. Znalezienie jej rodziny to będzie jak szukanie igły w stogu siana — Pokręcił głową. Weasleyów może i było sporo w Londynie, ale jeśli denatka wywodziła się z bocznej linii i była piątą wodą po kisielu, to ciężko będzie wytropić kogoś, kto faktycznie był z nią blisko.
Erik został z ratownikami do czasu, aż ci nie teleportowali się wraz z ciałem, po czym wyszedł z powrotem na klatkę schodową, aby dokończyć rozmowę z parą świadków.
— Tak, jak mówiłem, możecie się Państwo już zbierać. Drzwi doprowadzę z kolegą do porządku, a gdyby za jakiś czas okazało się, że jednak jeszcze czegoś od was potrzebujemy, to się zgłosimy. Nie będę zajmował Państwu dłużej czasu — Skłonił głowę przed Lovegoodem i Greengrass.
Gdy ci się już oddalili, przy pomocy odpowiednich zajęć naprawił drzwi, jednak wcześniej wykonał jeszcze kopie kilku zdjęć rodziny Pani Weasley. Może się przydarzą w toku poszukiwań jej krewnych? W każdym razie, po dokończeniu wszelkich czynności służbowych, Erik wraz ze swoim młodszym partnerem wrócił do Ministerstwa Magii, aby tam oddać się dalszej pracy dla społeczności czarodziejów i czarownic.