• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple

[9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#3
15.03.2026, 00:56  ✶  
Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy powiedziała o butelkach, bo rzeczywiście nigdy wcześniej o nich nie wspominałam - oczywiście, nie paliłam się, by to robić, zawsze uważałam, iż odrobina zaskoczenia czyimś przewidywaniem i uzbrajaniem się na okoliczność celebracji była znacznie przyjemniejsza niż wieloletnia świadomość cudzych oczekiwań, że wielki moment kiedyś nadejdzie, nawet tych najbardziej szczerych i serdecznych - według mojej filozofii, niektóre rzeczy nie istniały po to, żeby się nimi chwalić przy stole, tylko po to, żeby czekały cierpliwie, aż nadejdzie właściwy czas. Obróciłam butelkę lekko w dłoniach, przyglądając się ciemnemu szkłu, tak, naprawdę przyszła pora, by ją otworzyć… W świetle świec kolor płynu przelewającego się wewnątrz był głęboki, prawie czarny przy samym środku, z rubinowym błyskiem przy krawędziach, i wydobywał z siebie zapach tak intensywny, że nawet ja przez moment przymknęłam oczy, pozwalając mu się rozwinąć w powietrzu.
- Gdybym opowiadała wszystkim o butelkach trzymanych na specjalne okazje, żadna z nich nie dotrwałaby do właściwego momentu. Pewnie połowa z nich zostałaby opróżniona jeszcze zanim ktokolwiek zdążyłby się zakochać, spłodzić dziecko, wywołać plagę, skandal dekady albo wykitować. - Odpwiedziałam spokojnie, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, bo - w rzeczy samej - przy dwóch synach, bandzie ich kolegów, a następnie wnuku posiadającym własne stado rozbrykanych znajomych, wzbudzanie ciekawości zawartością specjalnej piwniczki nie byłoby zbyt rozsądnym posunięciem.
Usiadłam naprzeciwko niej, opierając się wygodnie o oparcie starego fotela, uniosłam kieliszek, ale jeszcze nie piłam, zamiast tego przyjrzałam się Prue uważnie, a potem parsknęłam cicho na myśl, która przebiegła mi przez głowę. Nic jednak nie powiedziałam, jeszcze nie teraz, najpierw musiałam znaleźć odpowiednie słowa. Światło świec drgało na powierzchni szkła i na ciemnej tafli porto, które właśnie nalałam, wyglądało wręcz hipnotyzująco, przez chwilę obracałam swój kieliszek w palcach, obserwując, jak ciężkie wino powoli spływa po ściankach szkła. Ten kolor zawsze mi się podobał, był głęboki, gęsty, nasycony, niemal jak noc zamknięta w butelce… Czarny i zarazem czerwony, jak krew… nie woda, właśnie dlatego wybrałam właśnie ten alkohol, aby towarzyszył nam przy tej konkretnej okazji.
- Ten zwyczaj zaczął się dawno temu. Jeszcze zanim się urodziłaś. - Podniosłam wzrok na Prudence, a w moim spojrzeniu pojawiło się coś miększego, jakbym cofnęła się pamięcią wiele lat wstecz - przez moment widziałam jednocześnie kobietę siedzącą naprzeciwko i coś znacznie mniejszego, co kiedyś mieściło mi się na jednym ramieniu - chociaż nie było w tym ani odrobiny sentymentalnej przesady. - Mówiliśmy z twoim dziadkiem, że to inwestycja w momenty, które dopiero nadejdą. - Na mojej twarzy pojawił się niemal figlarny wyraz. - Kiedy urodził się twój ojciec, kupiliśmy pierwszą butelkę. Najlepszą, na jaką było nas wtedy stać. Co, nawiasem mówiąc, oznaczało, że przez miesiąc jedliśmy głównie zupy i chleb, bo budżet domowy ledwo się po tym pozbierał. - Parsknęłam cicho na to wspomnienie. - Ale uznaliśmy, że to nie ma znaczenia. Niektóre rzeczy warto robić szczególnie wtedy, gdy są trochę nierozsądne. - Westchnęłam cicho, nie smutno, raczej z tą spokojną akceptacją, która przychodziła z czasem. Życie potrafi być nieprzewidywalne, ale jedno zawsze było pewne - uniosłam kieliszek trochę wyżej, patrząc na wino pod światło świec - prędzej czy później przychodzi moment, który warto uczcić czymś więcej niż herbatą.
- Wiesz, kiedy kupowałam te butelki, nie miałam pojęcia, kim będziecie, i jak będzie wyglądało wasze życie, ale zwyczaj został. - Bardzo leciutko wzruszyłam ramionami, pozwalając sobie na dygresję. - Mam nadzieję, że przeżyje też następne dekady. To bardzo elegancka tradycja. - Wzięłam niewielki łyk, pozwalając mu chwilę rozwinąć się na moim języku, zanim przełknęłam alkohol i odstawiłam kieliszek na stół, potem spojrzałam na nią z lekkim błyskiem w oku, kiedy wspomniała o swoim bracie i o tym, że raczej szybko nie znajdzie wybranki.
- Och, nie bądź taka pewna. - Oparłam się wygodniej w fotelu. - Wszak ludzie z tej rodziny mają irytującą tendencję do udawania, że coś zupełnie ich nie interesuje… Aż samo ich uderzy w głowę, jak cegła, a potem okazuje się, że świat się kończy, jeśli ta jedna konkretna osoba zniknie z pola widzenia. - Uniosłam brwi, z tym szczególnym, wewnętrznym rozbawieniem, które pojawiało się u mnie zawsze wtedy, gdy patrzyłam na młodsze pokolenie i widziałam powtarzające się historie. - Twój brat może udawać obojętność, ile chce, ale nie uwierzę, że akurat w kwestii miłości jego serce jest zrobione z kamienia, nie szkła. - Upiłam łyk porto. - Po prostu jeszcze nie trafił na osobę, która go naprawdę zirytuje. - Machnęłam ręką lekko, z tą spokojną pewnością kogoś, kto widział już kilka pokoleń dorastających ludzi. - W naszym przypadku to zazwyczaj pierwszy objaw prawdziwej miłości. - Ponownie uniosłam kieliszek, prychając bezgłośnie. - W każdym razie, jest całkiem brytyjski, picie czterdziestoletnich zapasów herbaty pewnie mu nie zaszkodzi. - Delikatnie stuknęłam paznokciem o szkło. - A jego butelka zostaje w piwnicy, dopóki sam nie wymąci powodu, żeby ją otworzyć. - Kącik moich ust drgnął lekko, w końcu siedząca przede mną kobieta była chodzącym potwierdzeniem, iż ludzie często wyglądają, jakby stali w miejscu, a potem nagle okazuje się, że od dawna zmierzali dokładnie tam, gdzie powinni.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (2865), Prudence Fenwick (1306)




Wiadomości w tym wątku
[9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Bard Beedle - 14.03.2026, 20:22
RE: [9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Prudence Fenwick - 14.03.2026, 23:20
RE: [9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Bard Beedle - 15.03.2026, 00:56
RE: [9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Prudence Fenwick - 15.03.2026, 23:33
RE: [9.10.72] The noble and most ancient art of making your father’s face turn purple - przez Bard Beedle - 25.03.2026, 19:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa