13.03.2023, 00:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2023, 00:46 przez Chester Rookwood.)
Będąc już we wnętrzu sklepu początkowo przyglądał się działaniom Loretty, która bez wahania rzuciła Cruciatus na stojącego za ladą krępego mężczyznę. Maska zasłaniająca jego twarz nie mogła ukazać pełnego okrutnego zadowolenia grymasu, który zagościł na jego ustach. Sam należał do grona bezwzględnych, pozbawionych kręgosłupa moralnego ludzi. Już niejednokrotnie pokazał to, że jest zdolny do przejawiania szeroko pojętego okrucieństwa wobec swoich ofiar i wrogów. Świadome skrzywdzenie kogoś nie przychodziło tak wielu ludziom. Wszyscy z nich potrzebowali impulsu do tego. Obserwowana przez niego Loretta w tym momencie przejawiała tę cechującą go bezwzględność i zdecydowanie. Nie dawała mu też podstaw do zakwestionowania swojego oddania tej jakże sprawie.
Powoli skierował swoje kroki w stronę lady, aby samemu spojrzeć z góry na leżącego na podłodze mężczyznę. Po pierwsze, z ciekawości. Gdyby ten zakład krawiecki nie był istotny dla czarodziejów czystej krwi to pracujący w nim czarodzieje zostaliby pozbawieni niewiodącej dłoni. Nie utraciliby w ten sposób możliwości dzierżenia różdżki. Niewykluczone, że ten sposób będzie można piętnować szlamy, które nie powinny mieć możliwości posługiwania się magią. Nie zmieniało to faktu, że ten czarodziej musiał zostać ukarany. Drugim powodem było przedostanie się na zaplecze. Przestrzeń zza ladą stanowiła jedyną drogę.
— Możesz połamać mu kilka palców — Zasugerował Lestrange, tuż przed przekroczeniem progu zaplecza tego lokalu. Wyposażenie tej części zakładu krawieckiego zupełnie go nie interesowało. Postanowił jednak przeszukać to pomieszczenie i całkiem słusznie całkiem słusznie, bo odkrył obecność jeszcze jednego pracownika. Okazał się on pomocnikiem krawców i, na swoje nieszczęście, charłakiem. Istnienie charłaków napawało go odrazą. Była ona największa, jeśli taki charłak urodził się w rodzinie czarodziejów czystej krwi, takim jak chociażby jego ród. Wydziedziczenie byłoby zbytnim aktem łaski.
— Crucio — Wycelował swoją różdżkę w obmierzłego charłaka, który nie był w stanie obronić się przed tym zaklęciem. Mógł tylko doświadczać potwornego bólu, krzyczeć pod wpływem tego doznania i drżeć w konwulsjach na podłodze u stóp swojego oprawcy.
Powoli skierował swoje kroki w stronę lady, aby samemu spojrzeć z góry na leżącego na podłodze mężczyznę. Po pierwsze, z ciekawości. Gdyby ten zakład krawiecki nie był istotny dla czarodziejów czystej krwi to pracujący w nim czarodzieje zostaliby pozbawieni niewiodącej dłoni. Nie utraciliby w ten sposób możliwości dzierżenia różdżki. Niewykluczone, że ten sposób będzie można piętnować szlamy, które nie powinny mieć możliwości posługiwania się magią. Nie zmieniało to faktu, że ten czarodziej musiał zostać ukarany. Drugim powodem było przedostanie się na zaplecze. Przestrzeń zza ladą stanowiła jedyną drogę.
— Możesz połamać mu kilka palców — Zasugerował Lestrange, tuż przed przekroczeniem progu zaplecza tego lokalu. Wyposażenie tej części zakładu krawieckiego zupełnie go nie interesowało. Postanowił jednak przeszukać to pomieszczenie i całkiem słusznie całkiem słusznie, bo odkrył obecność jeszcze jednego pracownika. Okazał się on pomocnikiem krawców i, na swoje nieszczęście, charłakiem. Istnienie charłaków napawało go odrazą. Była ona największa, jeśli taki charłak urodził się w rodzinie czarodziejów czystej krwi, takim jak chociażby jego ród. Wydziedziczenie byłoby zbytnim aktem łaski.
— Crucio — Wycelował swoją różdżkę w obmierzłego charłaka, który nie był w stanie obronić się przed tym zaklęciem. Mógł tylko doświadczać potwornego bólu, krzyczeć pod wpływem tego doznania i drżeć w konwulsjach na podłodze u stóp swojego oprawcy.