Na początku swojej ministerialnej kariery Lorien, jak każdy szanujący się stażysta, bardzo dużo czasu spędzała przy tych “starszych i mądrzejszych”. I tu napatoczyła się Imani z Międzynarodowego Biura Prawa, której często zdarzało się współpracować z Wizengmotem (a co za tym idzie z ojcem Lorien - Philipem Crouchem).
Kobieta była absolutnie wszystkim tym czym Lorien chciała być “jak dorośnie” - czarownicą zdecydowaną, ambitną, wybitnym historykiem magii… Był w życiu panny Crouch też okres, gdzie uwiesiła się pani Bulstrode jak rzep, bardzo chcąc zostać jej asystentką. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, a Lorien została na swoim stażu w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
W podobnym czasie obie kobiety wylądowały w ławach Wizengamotu, gdzie przez kolejne lata zdążyły się poznać zdecydowanie bliżej i zawodowo i prywatnie. W części kwestii się ścierały, w części zgadzały - jak to w sądzie bywa. Ideologiczne niesnaski zawsze pozostawały za zamkniętymi drzwiami sal rozpraw, bo w gruncie rzeczy i Lorien i Imani zależy przede wszystkim na dobru Wielkiej Brytanii.
Lorien nie odczuwa żadnego żalu, że jej starsza koleżanka awansowała na szefa departamentu i po części obok Samanthy Crouch jej przełożoną. Nie jest też o tą funkcję w żaden sposób zazdrosna (bo i o co?). Może to kwestia wyjątkowego szacunku do kobiety, która zawsze służyła jej radą i rozległą wiedzą, ale Mulciber uważa, że “to właściwa osoba na właściwym stanowisku" i z reguły nie kwestionuje jej autorytetu.
Kobieta była absolutnie wszystkim tym czym Lorien chciała być “jak dorośnie” - czarownicą zdecydowaną, ambitną, wybitnym historykiem magii… Był w życiu panny Crouch też okres, gdzie uwiesiła się pani Bulstrode jak rzep, bardzo chcąc zostać jej asystentką. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, a Lorien została na swoim stażu w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
W podobnym czasie obie kobiety wylądowały w ławach Wizengamotu, gdzie przez kolejne lata zdążyły się poznać zdecydowanie bliżej i zawodowo i prywatnie. W części kwestii się ścierały, w części zgadzały - jak to w sądzie bywa. Ideologiczne niesnaski zawsze pozostawały za zamkniętymi drzwiami sal rozpraw, bo w gruncie rzeczy i Lorien i Imani zależy przede wszystkim na dobru Wielkiej Brytanii.
Lorien nie odczuwa żadnego żalu, że jej starsza koleżanka awansowała na szefa departamentu i po części obok Samanthy Crouch jej przełożoną. Nie jest też o tą funkcję w żaden sposób zazdrosna (bo i o co?). Może to kwestia wyjątkowego szacunku do kobiety, która zawsze służyła jej radą i rozległą wiedzą, ale Mulciber uważa, że “to właściwa osoba na właściwym stanowisku" i z reguły nie kwestionuje jej autorytetu.
Relacja przyjęta 20.03.26 (Dearg Dur)