15.03.2026, 22:16 ✶
— Ministerstwo Magii ewidentnie stało się moim dłużnikiem po tym akcie okazania łaski — stwierdził Sebastian.
Nikt nie chciał, aby główny urząd świata czarodziejów spotkała podobna katastrofa. Zdarzały się tam już pożary, podtopienia archiwów lub papierowe samolociki paskudzące w windach. W tym wszystkim naprawdę żaden pracownik nie potrzebował towarzystwa madame Turpin. Mężczyzna wolał nie zastanawiać, jak szybko zaczęła szukać grzeszków pośród kobiet pracujących w biurze. I jak wiele po kilku dniach zyskałoby status ladacznic. Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl jak najdalej.
— Huh. — Zmierzył Brennę uważnym spojrzeniem. — Jestem pewny, że już to kiedyś mówiłem, ale powtórzę: masz bardzo nietypowe hobby. — Zamilkł na moment. — To rodzinne? A może to tylko konsekwencja wieloletniej pracy w BUMie?
Bądź co bądź, każda funkcja potrafiła odcisnąć na człowieku swoje piętno... Po krótkich oględzinach kręgu Sebastian nie dopatrzył się nieprawidłowości w przygotowanym przez jego współpracowników kręgu; niektóre runy mogły być zarysowane nieco wyraźniej, a zakończenia poszczególnych symbolów ostrzejsze, jednak nie powinno to negatywnie wpłynąć na dokończenie relokacji madame Turpin. Alice i Damien już ustawili się po jego prawej i lewej stronie, a Sebastian już przymierzał się do wsunięcia szkatuły w odpowiednie miejsce, gdy nagle...
Odsuń się. Tyle wystarczyło, aby Macmillan momentalnie zaczął się wycofywać w kierunku Brenny. Dopiero po kilku krokach zorientował się, jak głupi był to pomysł. Jeśli ktoś zamierzał ich zaatakować, to logiczne było, że uderzy w osobę, która kieruje do niego różdżkę, a więc właśnie w brygadzistkę Ministerstwa Magii! Gdy tylko to do niego dotarło, Sebastian skalibrował nieco trasę, przesuwając się bardziej w bok, co by: zejść z pola widzenia potencjalnego oponenta i nie ryzykować, że Brenna strzeli mu w plecy, próbując kogoś unieszkodliwić.
Na szczęście - dla nich wszystkich - okazało się, że wcale nie groziło im śmiertelne bezpieczeństwo. Nad grobowcem Turpinów pojawiła się wprawdzie blado-biała mgła, która wprawdzie mogła sugerować jakąś pułapkę lub aktywację systemu zabezpieczającego, ale szybko transformowała się w sylwetkę starszego mężczyzny. Sebastian przycisnął mocniej do piersi srebrną szkatułę, spoglądając na zagubioną duszę ze swego rodzaju wyrzutem. Oczywiście: nawet na tym etapie sprawy musieli trafiać na nieoczekiwane problemy.
— Przykro mi, ale nie możemy już nic z tym zrobić — odpowiedział duchowi Sebastian. — Spełnianie życzeń znajduje się w sferach zdominowanych przez boginię Matkę, a nasze ręce są związane decyzjami wysokich rangą urzędników. — Zerknął na Brennę, ściszając głos. — Nie miałem pojęcia, że on tu jest...
Nie przypominał sobie, aby akta mówiły cokolwiek o Turpinie seniorze. Kojarzył mężczyznę, chociaż może nie tak dobrze jak jego żonę; bądź co bądź wywierała dużo... mocniejsze wrażenie. Westchnął cicho, zastanawiając się, co powinni zrobić w tej sytuacji. Jeśli Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami wiedział, że mąż Turpin się tutaj znajdował i nie wspomnieli w piśmie o żadnych komplikacjach wynikających z tego faktu, to oznaczało, że nie było przeciwwskazań do tego, aby ulokować tutaj panią Turpin. Z wyjątkiem niezgody jej partnera.
— Ale madame tutaj będzie tylko kilka miesięcy jeśli dobrze się spisze...
Nikt nie chciał, aby główny urząd świata czarodziejów spotkała podobna katastrofa. Zdarzały się tam już pożary, podtopienia archiwów lub papierowe samolociki paskudzące w windach. W tym wszystkim naprawdę żaden pracownik nie potrzebował towarzystwa madame Turpin. Mężczyzna wolał nie zastanawiać, jak szybko zaczęła szukać grzeszków pośród kobiet pracujących w biurze. I jak wiele po kilku dniach zyskałoby status ladacznic. Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl jak najdalej.
— Huh. — Zmierzył Brennę uważnym spojrzeniem. — Jestem pewny, że już to kiedyś mówiłem, ale powtórzę: masz bardzo nietypowe hobby. — Zamilkł na moment. — To rodzinne? A może to tylko konsekwencja wieloletniej pracy w BUMie?
Bądź co bądź, każda funkcja potrafiła odcisnąć na człowieku swoje piętno... Po krótkich oględzinach kręgu Sebastian nie dopatrzył się nieprawidłowości w przygotowanym przez jego współpracowników kręgu; niektóre runy mogły być zarysowane nieco wyraźniej, a zakończenia poszczególnych symbolów ostrzejsze, jednak nie powinno to negatywnie wpłynąć na dokończenie relokacji madame Turpin. Alice i Damien już ustawili się po jego prawej i lewej stronie, a Sebastian już przymierzał się do wsunięcia szkatuły w odpowiednie miejsce, gdy nagle...
Odsuń się. Tyle wystarczyło, aby Macmillan momentalnie zaczął się wycofywać w kierunku Brenny. Dopiero po kilku krokach zorientował się, jak głupi był to pomysł. Jeśli ktoś zamierzał ich zaatakować, to logiczne było, że uderzy w osobę, która kieruje do niego różdżkę, a więc właśnie w brygadzistkę Ministerstwa Magii! Gdy tylko to do niego dotarło, Sebastian skalibrował nieco trasę, przesuwając się bardziej w bok, co by: zejść z pola widzenia potencjalnego oponenta i nie ryzykować, że Brenna strzeli mu w plecy, próbując kogoś unieszkodliwić.
Na szczęście - dla nich wszystkich - okazało się, że wcale nie groziło im śmiertelne bezpieczeństwo. Nad grobowcem Turpinów pojawiła się wprawdzie blado-biała mgła, która wprawdzie mogła sugerować jakąś pułapkę lub aktywację systemu zabezpieczającego, ale szybko transformowała się w sylwetkę starszego mężczyzny. Sebastian przycisnął mocniej do piersi srebrną szkatułę, spoglądając na zagubioną duszę ze swego rodzaju wyrzutem. Oczywiście: nawet na tym etapie sprawy musieli trafiać na nieoczekiwane problemy.
— Przykro mi, ale nie możemy już nic z tym zrobić — odpowiedział duchowi Sebastian. — Spełnianie życzeń znajduje się w sferach zdominowanych przez boginię Matkę, a nasze ręce są związane decyzjami wysokich rangą urzędników. — Zerknął na Brennę, ściszając głos. — Nie miałem pojęcia, że on tu jest...
Nie przypominał sobie, aby akta mówiły cokolwiek o Turpinie seniorze. Kojarzył mężczyznę, chociaż może nie tak dobrze jak jego żonę; bądź co bądź wywierała dużo... mocniejsze wrażenie. Westchnął cicho, zastanawiając się, co powinni zrobić w tej sytuacji. Jeśli Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami wiedział, że mąż Turpin się tutaj znajdował i nie wspomnieli w piśmie o żadnych komplikacjach wynikających z tego faktu, to oznaczało, że nie było przeciwwskazań do tego, aby ulokować tutaj panią Turpin. Z wyjątkiem niezgody jej partnera.
— Ale madame tutaj będzie tylko kilka miesięcy jeśli dobrze się spisze...