Victoria mieszkała na Pokątnej i co prawda jej kamienica przetrwała Spaloną Noc, ale obraz zniszczenia i rozpaczy widywała na co dzień; a to z okien mieszkania, a to podczas pracy w terenie, której to w ostatnich dwóch tygodniach miała bardzo dużo, bo i był ogrom do zrobienia. Wiedziała więc czego może się spodziewać po kiermaszu z okazji Mabon, ale i tak czuła wewnętrznie potrzebę, by przejść się i zobaczyć jak wygląda. Jak trzymają się ludzie. Czy jakieś plony lub inne wytwory rzemiosła przetrwały… Ludzie chcieli zarobić i totalnie to rozumiała; potrzebowali pieniędzy na remonty, na nowe meble, na ubrania, na przedmioty pierwszej potrzeby, na wszystko.
Nie było czuć atmosfery święta, chociaż pojawiła się na kiermaszu jeszcze z samego rana, mając z tyłu głowy, że jest kilka rzeczy, które powinna tego dnia zrobić. Straganów nie było dużo, a ceny były bardzo wysokie, zbyt wysokie jak na to, co było sprzedawane, ale czarnowłosa miała ten przywilej, że galeonów jej nie brakowało. Nie czuła się z tym specjalnie lepiej, przecież jej rodzina też poniosła straty i to bardzo bezpośrednie. Jej siostry, rodzice nie mieli niczego, musieli się przeprowadzić i liczyć na pomoc innych członków rodziny, którzy zresztą jej udzielili, ale odbudowanie wszystkiego zajmie czas. Nie, nie czuła się lepsza od innych, gdy zaglądała na stoiska, gdy oglądała zioła, wyroby czy te nieliczne ocalałe owoce.
Zatrzymała się na chwilę dłużej oglądając wywieszone peleryny, ostatecznie jednak się nie zdecydowała, jako wierna klienta Rosierów (a siostrom przecież również załatwiała komplety ubrań ze sławnego Domu Mody, choć z kolekcji katalogowej, by miały w czym chodzić), a trochę później przystanęła przy owocach ususzonych w popiele. Ponoć miały być słodkie, ale uwędzone i pomagać na sen, więc Lestrange po chwili namysłu poprosiła o dwa koszyczki, płacąc za nie sowicie.
Niedługo później wydostała się z kiermaszu.
// Przewaga: Bogacz