13.03.2023, 01:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2023, 02:10 przez Danielle Longbottom.)
Po rozmowie z Brenną, miała świadomość, że tegoroczne Beltane będzie różniło się od poprzednich. To napawało ją niepokojem i sprawiało, że w gardle czuła narastającą, nieprzyjemną gulę. Obiecała jednak, że nie poinformuje nikogo o zbliżającym się niebezpieczeństwie, dlatego choć chciała dzielić się tą wiedzą ze wszystkimi, trzymała język za zębami.
Całkowicie niespodziewanie otrzymała list od pewnego Carrowa z propozycją wspólnego świętowania Beltane. Samuela znała jeszcze z czasów szkolnych, gdy przesiadywali w szkolnej ławce - dosyć szybko okazało się, że znaleźli wspólny język. Carrow ponadto okazał się nieocenionym wsparciem, gdy zbyt pewnie podeszła do egzaminu na licencję z teleportacji i w koncertowym stylu go oblała; najpewniej wyłącznie dzięki niemu udało jej się zaliczyć test przy drugim podejściu. Nic dziwnego, że odpowiedź na propozycję była twierdząca.
W wyznaczone miejsce teleportowała się chwilę później. O dziwo, nie spóźniła się - a przynajmniej nie na tyle, żeby zostało to zauważone. Czyżby był to dowód na to, że magia sabatu faktycznie istnieje? Kiedy tylko dostrzegła stojącego nieopodal wejścia blondyna, uniosła dłoń i pomachała nią nieco bardziej zamaszyście niż planowała.
- Sami! - odezwała się, z wyraźnie wymalowanym uśmiechem na twarzy, podchodząc bliżej. - Powinieneś rozważyć częstsze ubieranie koszuli. Taka przyjacielska rada, kiedyś mi za to podziękujesz.- mrugnęła do niego, dając mu jasny sygnał, że w takim odświętnym stroju było mu do twarzy. Ona sama również wyglądała bardziej wyjściowo niż zwykle - w trakcie Beltane można było pozwolić sobie na odrobinę ekstrawagancji. Tej dodatkowo miał dodać jej kwiatek otrzymany od mężczyzny, za który oczywiście podziękowała - jednak zamiast trzymać go przez całe wydarzenie w dłoniach, bez dłuższego namysłu wsunęła go z ucho.
- Jak myślisz, pasuje?- na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech. - Jak nigdy dotąd. Pytanie, czy Beltane jest gotowe na nas...- dodała, podążając za chłopakiem. Ten zdawał się wiedzieć doskonale, gdzie chce iść, a ona nie zamierzała protestować. Gargulki? To była przeklęta gra. Niemal zawsze sromotnie przegrywała, a smród jaki wydzielały kulki ciągnął się za nią jeszcze przez długi czas. Potraktowała to jak wyzwanie - ona, nosząca nazwisko Longbottom miałaby stchórzyć? Niedoczekanie.
Przywitała się z Sarą i z nieukrywanym zainteresowaniem obserwowała zmagania Samuela w grze. Szybko okazało się, że bez mrugnięcia okiem pokonał swojego przeciwnika, w akompaniamencie dopingu i wiwatów najmłodszej Longbottom. Kiedy przyszła jej kolej, na jej twarzy pojawił się cwany uśmiech - nie schodził ani na moment, gdy zajmowała miejsce naprzeciwko swojego przeciwnika. Mimo, że obawiała się jak to może się skończyć, nie zamierzała wycofać się w takim momencie i wyjść na tchórza.
Na szczęście okazało się, że los był dla niej łaskawy i tym razem nie zbłaźniła się w oczach Carrowa. Magia Beltane, ot co.
!gram w gargulki
Całkowicie niespodziewanie otrzymała list od pewnego Carrowa z propozycją wspólnego świętowania Beltane. Samuela znała jeszcze z czasów szkolnych, gdy przesiadywali w szkolnej ławce - dosyć szybko okazało się, że znaleźli wspólny język. Carrow ponadto okazał się nieocenionym wsparciem, gdy zbyt pewnie podeszła do egzaminu na licencję z teleportacji i w koncertowym stylu go oblała; najpewniej wyłącznie dzięki niemu udało jej się zaliczyć test przy drugim podejściu. Nic dziwnego, że odpowiedź na propozycję była twierdząca.
W wyznaczone miejsce teleportowała się chwilę później. O dziwo, nie spóźniła się - a przynajmniej nie na tyle, żeby zostało to zauważone. Czyżby był to dowód na to, że magia sabatu faktycznie istnieje? Kiedy tylko dostrzegła stojącego nieopodal wejścia blondyna, uniosła dłoń i pomachała nią nieco bardziej zamaszyście niż planowała.
- Sami! - odezwała się, z wyraźnie wymalowanym uśmiechem na twarzy, podchodząc bliżej. - Powinieneś rozważyć częstsze ubieranie koszuli. Taka przyjacielska rada, kiedyś mi za to podziękujesz.- mrugnęła do niego, dając mu jasny sygnał, że w takim odświętnym stroju było mu do twarzy. Ona sama również wyglądała bardziej wyjściowo niż zwykle - w trakcie Beltane można było pozwolić sobie na odrobinę ekstrawagancji. Tej dodatkowo miał dodać jej kwiatek otrzymany od mężczyzny, za który oczywiście podziękowała - jednak zamiast trzymać go przez całe wydarzenie w dłoniach, bez dłuższego namysłu wsunęła go z ucho.
- Jak myślisz, pasuje?- na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech. - Jak nigdy dotąd. Pytanie, czy Beltane jest gotowe na nas...- dodała, podążając za chłopakiem. Ten zdawał się wiedzieć doskonale, gdzie chce iść, a ona nie zamierzała protestować. Gargulki? To była przeklęta gra. Niemal zawsze sromotnie przegrywała, a smród jaki wydzielały kulki ciągnął się za nią jeszcze przez długi czas. Potraktowała to jak wyzwanie - ona, nosząca nazwisko Longbottom miałaby stchórzyć? Niedoczekanie.
Przywitała się z Sarą i z nieukrywanym zainteresowaniem obserwowała zmagania Samuela w grze. Szybko okazało się, że bez mrugnięcia okiem pokonał swojego przeciwnika, w akompaniamencie dopingu i wiwatów najmłodszej Longbottom. Kiedy przyszła jej kolej, na jej twarzy pojawił się cwany uśmiech - nie schodził ani na moment, gdy zajmowała miejsce naprzeciwko swojego przeciwnika. Mimo, że obawiała się jak to może się skończyć, nie zamierzała wycofać się w takim momencie i wyjść na tchórza.
Na szczęście okazało się, że los był dla niej łaskawy i tym razem nie zbłaźniła się w oczach Carrowa. Magia Beltane, ot co.
!gram w gargulki