16.03.2026, 13:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2026, 14:13 przez Olivia Quirke.)
Oczywiście, że nie była sama. Miała rodziców, Tristana, Millie, Brennę, Dorę, Norę - wokół niej była masa osób, i nawet jeżeli miały swoje problemy, to wiedziała że może na nich liczyć. Ale w tym wszystkim było też przekonanie, że nie powinna była ich obarczać takimi błahostkami, bo przecież inni mieli gorzej. Jej dom nie spłonął doszczętnie. Nikt z jej przyjaciół nie zginął. Ona sama nie doznała obrażeń poważniejszych niż lekkie oparzenia. Innym zawalił się świat, tak po prostu, w jednej chwili, w ciągu ułamka sekundy. Jakie miała prawo narzekać na swoje życie w takiej sytuacji?
Spojrzała na przyjaciółkę - z początku patrzyła na nią wzrokiem takim, jakby nie dostrzegła istoty Millie która przed nią stała. Jakby patrzyła gdzieś ponad nią, przez nią, a nie na nią. Olivia powoli uniosła papierosa do ust. Miała rzucić, każdy wiedział że postanowiła skończyć z tym świństwem dla Tristana i dla samej siebie. Millie wiedziała też, że Olivia myślała o dziecku, więc też mogła łatwo połączyć kropki jeśli chodziło o rzucanie tego świństwa. Ale dzisiaj Quirke sobie darowała: po prostu zaciągnęła się dymem, bo miała prawo dechnąć i oddać się nałogowi, mimo że dwa dni temu jej płuca płonęły od gęstego dymu, unoszącego się z drewnianych konstrukcji domów jej sąsiadów.
- Co tam się z jej domem stało? - nie pamiętała czy Brenna jej pisała o tym, co się stało. Ściągnęła brwi, grzebiąc w pamięci. Nie, chyba nic nie dostała od niej, a jeżeli tak to nie pamiętała. Pamięć rudej Olivii szwankowała, wszystkie ostatnie dni zlewały się w jedno. Wzruszyła więc ramionami. - Spłonął do fundamentów a ja użalam się nad smrodem i sadzą, to chciałaś powiedzieć?
W jej głosie nie było sarkazmu czy kpiny, po prostu proste stwierdzenie faktu. Nie miała jej za złe, że się zawahała przy mówieniu co się tam stało, przecież wiedziała, w jak głębokiej dupie byli wzsyscy.
- Co potrzebuję... na szybko: warzucha, liście lubczyku, ziele krwawnika, nasiona bielunia, jagody czerńca czerwonego, kwiat księżycowej rosy, liście pokrzyku wilczej jagody, liście tentakuli jadowitej, sproszkowany róg jednorożca, krew salamandry, ropa z czyrakobulwy, poranna rosa... Tej, może to notuj, co? Albo ci to spiszę na dniach - spojrzała na Millie z lekkim rozbawieniem, gdy tak wypluwała z siebie kolejne składniki, których jej brakowało. A brakowało każdego jednego. Dopiero teraz w oczach Olivii pojawił się błysk, świadczący o tym że jej dusza nie została przeżarta na wskroś przez ostatnie wydarzenia. - Zrobię ci po prostu listę czego potrzeba.
Machnęła różdżką a miotła, która stała smętnie oparta o ścianę, zaczęła zamiatać popiół. Sama Olivia oparła się o tę ścianę, jak przed chwilą opierała się miotła, i zaciagnęła się ćmikiem po raz kolejny.
- Miałam rzucić, wiesz? I dobrze mi szło, a teraz na chuj psu budę - mruknęła, przyglądając się papierosowi, który tlił się między jej palcami. - Planowaliśmy z Tristanem wspólne zamieszkanie, ładny domek z ogródkiem, dzieci, może psa albo kota. I wszystko w łeb wzięło w ciągu jednej nocy.
!Zakon A4
Spojrzała na przyjaciółkę - z początku patrzyła na nią wzrokiem takim, jakby nie dostrzegła istoty Millie która przed nią stała. Jakby patrzyła gdzieś ponad nią, przez nią, a nie na nią. Olivia powoli uniosła papierosa do ust. Miała rzucić, każdy wiedział że postanowiła skończyć z tym świństwem dla Tristana i dla samej siebie. Millie wiedziała też, że Olivia myślała o dziecku, więc też mogła łatwo połączyć kropki jeśli chodziło o rzucanie tego świństwa. Ale dzisiaj Quirke sobie darowała: po prostu zaciągnęła się dymem, bo miała prawo dechnąć i oddać się nałogowi, mimo że dwa dni temu jej płuca płonęły od gęstego dymu, unoszącego się z drewnianych konstrukcji domów jej sąsiadów.
- Co tam się z jej domem stało? - nie pamiętała czy Brenna jej pisała o tym, co się stało. Ściągnęła brwi, grzebiąc w pamięci. Nie, chyba nic nie dostała od niej, a jeżeli tak to nie pamiętała. Pamięć rudej Olivii szwankowała, wszystkie ostatnie dni zlewały się w jedno. Wzruszyła więc ramionami. - Spłonął do fundamentów a ja użalam się nad smrodem i sadzą, to chciałaś powiedzieć?
W jej głosie nie było sarkazmu czy kpiny, po prostu proste stwierdzenie faktu. Nie miała jej za złe, że się zawahała przy mówieniu co się tam stało, przecież wiedziała, w jak głębokiej dupie byli wzsyscy.
- Co potrzebuję... na szybko: warzucha, liście lubczyku, ziele krwawnika, nasiona bielunia, jagody czerńca czerwonego, kwiat księżycowej rosy, liście pokrzyku wilczej jagody, liście tentakuli jadowitej, sproszkowany róg jednorożca, krew salamandry, ropa z czyrakobulwy, poranna rosa... Tej, może to notuj, co? Albo ci to spiszę na dniach - spojrzała na Millie z lekkim rozbawieniem, gdy tak wypluwała z siebie kolejne składniki, których jej brakowało. A brakowało każdego jednego. Dopiero teraz w oczach Olivii pojawił się błysk, świadczący o tym że jej dusza nie została przeżarta na wskroś przez ostatnie wydarzenia. - Zrobię ci po prostu listę czego potrzeba.
Machnęła różdżką a miotła, która stała smętnie oparta o ścianę, zaczęła zamiatać popiół. Sama Olivia oparła się o tę ścianę, jak przed chwilą opierała się miotła, i zaciagnęła się ćmikiem po raz kolejny.
- Miałam rzucić, wiesz? I dobrze mi szło, a teraz na chuj psu budę - mruknęła, przyglądając się papierosowi, który tlił się między jej palcami. - Planowaliśmy z Tristanem wspólne zamieszkanie, ładny domek z ogródkiem, dzieci, może psa albo kota. I wszystko w łeb wzięło w ciągu jednej nocy.
!Zakon A4