16.03.2026, 17:22 ✶
Spojrzał na trzymaną wcześniej czaszkę.
— Stryjeczny. Dziadek nie miał tak kształtnej głowy — odparł charakterystycznym dla siebie, śmiertelnie poważnym tonem.
Zboczenie Othella mogło być uważane za czysto zawodowe. Kiedy pracowało się z trupami, ciało ludzkie nabierało zupełnie innego znaczenia. Na pogrzebach był to zwykle obiekt estetycznej preparacji. Trupa trzeba było ładnie ubrać, umalować mu twarz, by ukryć początki gnicia. To, co kiedyś było człowiekiem, stawało się czymś na kształt przedmiotu. Oczywiście martwi lubili się budzić, pokazywać swoje niezadowolenie z faktu, że ich serca już nie biły. A jednak w pewnym momencie człowiek najzwyczajniej się dystansował.
Oczywiście Othello był też osobą rozmiłowaną w przyjemnościach cielesnych. To już jednak z osobami jak najbardziej żywymi. Tym samym obiło mu się o uszy, że jakiś Mulciber (kto by ich rozróżnił?), stworzył świeczki o kształcie penisów. Pruderyjne społeczeństwo czarodziejów oczywiście oszalało na tym punkcie. Przekazywali sobie świeczuszki w konspiracji, chichotali. Na Othellu nie robiło to wtedy szczególnego wrażenia. Nie znaczyło to oczywiście, że Taro był w błędzie. Skoro Mulciber opuścił Wyspy, to towar zyskał na wartości. Pod tym względem stał się teraz ciekawy.
Najpierw z walizeczki wypadł rysunek. Naga kobieta lecąca na miotle. Było w tym coś pierwotnego, jak w dawnych, mugolskich przedstawieniach czarownic. Brać się musiało z dość płytkich erotycznych wyobrażeń, choć, gdyby ktoś zapytał Othella, przyznałby, że jak na pornografię, całkiem nieźle uchwyciło to ludzkie proporcje. Oczywiście z wyjątkiem nienaturalnie wielkich piersi.
— Do rzeczy — powtórzył uprzejmie za Woodym. W jego oczach zamajaczyło jednak delikatne rozbawienie.
Wtedy właśnie zobaczył sławetne chujoświeczki. Nie zrobiły na nim szczególnego wrażenia. Pierwsza była podniszczona, częściowo stopiona, a druga nie tylko niewielka, lecz i niespecjalnie wyrzeźbiona. Othello widział w swoim życiu niejednego penisa, więc wiedział, że wykonanie mogłoby być o wiele lepsze. Bardziej realistyczne. Niebędące żartem, a jakimś... komentarzem.
Kiedy Woody zapytał o możliwość stworzenia duplikatu, Othello uniósł brwi.
— To amatorszczyzna, więc podrobienie tego będzie wyzwaniem. Wie pan, trudno jest powstrzymać się przed poprawą jakości. A potem okazać się może, że podróbka jest lepsza od oryginału — mruknął pod nosem i wziął do ręki mniejszą ze świeczek. Obejrzał ją, powąchał, jakby wcale nie miała obecnego kształtu. Skoro miał stworzyć kopię, musiał zbadać wszelkie parametry. — Czuję wanilię. Ta druga, jak rozumiem, miała zawierać afrodyzjak? Lubczyk?
— Stryjeczny. Dziadek nie miał tak kształtnej głowy — odparł charakterystycznym dla siebie, śmiertelnie poważnym tonem.
Zboczenie Othella mogło być uważane za czysto zawodowe. Kiedy pracowało się z trupami, ciało ludzkie nabierało zupełnie innego znaczenia. Na pogrzebach był to zwykle obiekt estetycznej preparacji. Trupa trzeba było ładnie ubrać, umalować mu twarz, by ukryć początki gnicia. To, co kiedyś było człowiekiem, stawało się czymś na kształt przedmiotu. Oczywiście martwi lubili się budzić, pokazywać swoje niezadowolenie z faktu, że ich serca już nie biły. A jednak w pewnym momencie człowiek najzwyczajniej się dystansował.
Oczywiście Othello był też osobą rozmiłowaną w przyjemnościach cielesnych. To już jednak z osobami jak najbardziej żywymi. Tym samym obiło mu się o uszy, że jakiś Mulciber (kto by ich rozróżnił?), stworzył świeczki o kształcie penisów. Pruderyjne społeczeństwo czarodziejów oczywiście oszalało na tym punkcie. Przekazywali sobie świeczuszki w konspiracji, chichotali. Na Othellu nie robiło to wtedy szczególnego wrażenia. Nie znaczyło to oczywiście, że Taro był w błędzie. Skoro Mulciber opuścił Wyspy, to towar zyskał na wartości. Pod tym względem stał się teraz ciekawy.
Najpierw z walizeczki wypadł rysunek. Naga kobieta lecąca na miotle. Było w tym coś pierwotnego, jak w dawnych, mugolskich przedstawieniach czarownic. Brać się musiało z dość płytkich erotycznych wyobrażeń, choć, gdyby ktoś zapytał Othella, przyznałby, że jak na pornografię, całkiem nieźle uchwyciło to ludzkie proporcje. Oczywiście z wyjątkiem nienaturalnie wielkich piersi.
— Do rzeczy — powtórzył uprzejmie za Woodym. W jego oczach zamajaczyło jednak delikatne rozbawienie.
Wtedy właśnie zobaczył sławetne chujoświeczki. Nie zrobiły na nim szczególnego wrażenia. Pierwsza była podniszczona, częściowo stopiona, a druga nie tylko niewielka, lecz i niespecjalnie wyrzeźbiona. Othello widział w swoim życiu niejednego penisa, więc wiedział, że wykonanie mogłoby być o wiele lepsze. Bardziej realistyczne. Niebędące żartem, a jakimś... komentarzem.
Kiedy Woody zapytał o możliwość stworzenia duplikatu, Othello uniósł brwi.
— To amatorszczyzna, więc podrobienie tego będzie wyzwaniem. Wie pan, trudno jest powstrzymać się przed poprawą jakości. A potem okazać się może, że podróbka jest lepsza od oryginału — mruknął pod nosem i wziął do ręki mniejszą ze świeczek. Obejrzał ją, powąchał, jakby wcale nie miała obecnego kształtu. Skoro miał stworzyć kopię, musiał zbadać wszelkie parametry. — Czuję wanilię. Ta druga, jak rozumiem, miała zawierać afrodyzjak? Lubczyk?