16.03.2026, 19:34 ✶
Razem z Jessie, Hannibalem i Jonathanem
W dniu, w którym towarzyszyła chłopcom na kiermaszu, Mona ubrała się wyjątkowo ciepło. Na sukienkę narzuciła gruby, miękki sweter, a na niego ciemny płaszcz o modnym kroju. Wokół szyi owinęła szalik, którego końce znikały pod klapami płaszcza, dłonie (i tę metalową) skryła w rękawiczkach. Chłód Londynu zdawał się przenikać nawet przez te wszystkie warstwy wełny.
Jessie, o którym usłyszała wpierw od Electry Prewett, miał rację. Gdyby straciła warsztat albo dom, też próbowała sprzedać wszystko, co tylko by się dało. Jej uwagę przyciągały natomiast krążące w pobliżu służby. Mona opatuliła się mocniej drogą tkaniną — nie chodziło o brak zaufania. W końcu sama pracowała w Ministerstwie, teoretycznie wszyscy grali do jednej bramki. Problem polegał na tym, że Rowle w ogóle nie czuła się bezpiecznie w Londynie.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Jonathana. Kobieta skierowała miodowe oczy na kuzyna.
— Co? — powiedziała nieuprzejmie. Szybko się zreflektowała: — Nie… Nie przyszłam tu po ozdoby — zatrzymała się przy jednym ze stoisk z biżuterią. Na czarnym aksamicie rozłożono kolczyki w kształcie grzybów oraz cienkie bransolety splecione z mosiężnych listków. Sprzedawczyni posłała jej blady uśmiech. Mona odwzajemniła go krótkim skinieniem głowy, ale zaraz potem ruszyła dalej. Nieważne, jak miło jej było, że Jonathan pomyślał o niej i próbował ją uwzględnić, nie była w stanie dojrzeć pozytywów kiermaszu. Nie była w stanie jeszcze bardziej cieszyć się, kiedy jej uwagę przykuła kartka przypiętą do drewnianej skrzynki z drobiazgami: część dochodu przeznaczona na odbudowę. Podobnych kartek było więcej. Jedna mówiła o spalonym domu, inna o rodzinie, która straciła wszystko.
— Może napijemy się czegoś ciepłego po zakupach? — zapytała, ledwie mogąc to wszystko znieść.
W dniu, w którym towarzyszyła chłopcom na kiermaszu, Mona ubrała się wyjątkowo ciepło. Na sukienkę narzuciła gruby, miękki sweter, a na niego ciemny płaszcz o modnym kroju. Wokół szyi owinęła szalik, którego końce znikały pod klapami płaszcza, dłonie (i tę metalową) skryła w rękawiczkach. Chłód Londynu zdawał się przenikać nawet przez te wszystkie warstwy wełny.
Jessie, o którym usłyszała wpierw od Electry Prewett, miał rację. Gdyby straciła warsztat albo dom, też próbowała sprzedać wszystko, co tylko by się dało. Jej uwagę przyciągały natomiast krążące w pobliżu służby. Mona opatuliła się mocniej drogą tkaniną — nie chodziło o brak zaufania. W końcu sama pracowała w Ministerstwie, teoretycznie wszyscy grali do jednej bramki. Problem polegał na tym, że Rowle w ogóle nie czuła się bezpiecznie w Londynie.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Jonathana. Kobieta skierowała miodowe oczy na kuzyna.
— Co? — powiedziała nieuprzejmie. Szybko się zreflektowała: — Nie… Nie przyszłam tu po ozdoby — zatrzymała się przy jednym ze stoisk z biżuterią. Na czarnym aksamicie rozłożono kolczyki w kształcie grzybów oraz cienkie bransolety splecione z mosiężnych listków. Sprzedawczyni posłała jej blady uśmiech. Mona odwzajemniła go krótkim skinieniem głowy, ale zaraz potem ruszyła dalej. Nieważne, jak miło jej było, że Jonathan pomyślał o niej i próbował ją uwzględnić, nie była w stanie dojrzeć pozytywów kiermaszu. Nie była w stanie jeszcze bardziej cieszyć się, kiedy jej uwagę przykuła kartka przypiętą do drewnianej skrzynki z drobiazgami: część dochodu przeznaczona na odbudowę. Podobnych kartek było więcej. Jedna mówiła o spalonym domu, inna o rodzinie, która straciła wszystko.
— Może napijemy się czegoś ciepłego po zakupach? — zapytała, ledwie mogąc to wszystko znieść.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception