16.03.2026, 23:04 ✶
Wysłuchiwał go z uwagą.
Zaplanowałem już wizytę u hipnotyzera, ale niestety tyle się dzieje... przekładam to trochę, jeśli mam być szczery, bo stawiam takie inicjatywy jak ta na pierwszym planie.
To było inspirujące. To było przerażające. To była odpowiednia dźwignia.
– Szanowny Panie... o tym właśnie mówię. O to mi chodzi. Pan jest.. Pan jest naszym narodowym skarbem. Tyle serca, co by i pół Ministerstwa można było nim obdzielić. Pan musi o siebie zadbać, żeby nie zgasnąć przedwcześnie. – Łatwo było mówić Antoniuszowi Nie Mogę Spać Przez Katastroficzne Wizje Przyszłości Więc Rozdzielam Włos Na Czworo Przez Całe Noce, Aby Zminimalizować Ryzyko Planowanych Akcji Shafiq'owi, który sam miał obecnie galopujące problemy z zadbaniem o siebie, wprost proporcjonalne do poczucia winy, które nękało go po Spalonej Nocy.
Potarł kompulsywnie dłonie o siebie, próbując zetrzeć dawno nieistniejącą czarną farbę.
– Proszę wyznaczyć popołudnie kiedy pasuje panu wizyta, a ja stawię się tutaj, albo mój osobisty zaufany człowiek. – To nawet nie była propozycja. To było rozwiązanie, przypieczętowane pocieszającym klepnięciem dwukrotnym w bark i zabraniem ręki. Nadmiar kontaktu fizycznego szkodził relacjom.
– Spalona Noc mnie nie oszczędziła panie Bott. Ona spaliła resztki konformizmu i oportunizmu. Oddałem większość swojego mieszkania potrzebującym z Doliny, w pracy dopinam transfer ziół z Kambodży, aby zasilić nimi szpitale. Ale to wciąż za mało. Mam taki plan... Chciałbym założyć Fundację, która zbierze pieniądze na odbudowę Doliny, a później na przywrócenie jej blasku. Tak myślę... że Jenkins obchodzi tylko metropolia i Pokątna. Ale to tu przecież... bije serce magicznej społeczności. – Zapamiętał tę myśl. Miał przeczucie gnające za doświadczeniem starego polityka, ze to zdanie pozostanie z nim na dłużej i wielokrotnie jeszcze przejdzie mu przez usta. – Czy chciałby Pan być jednym z Fundatorów? Pierwszych wizjonerów? Marzy mi się... prosperujące znów miasteczko z Centrum Kultury w którym każdy znajdzie pomoc i wytchnienie. W którym mielibyśmy przestrzeń na edukację ale też zapewnienie podstawowych potrzeb potrzebującym, centrum dowodzenia, czegoś dalece wykraczającego poza to co każdy z nas mógłby osiągnąć oddzielnie. Chciałbym stworzyć iskrę, być zmianą, za którą tęsknię w tym okrutnym świecie. Co pan na to panie Bott? – To mogło być za dużo, to mogło być zbyt wiele słów na raz, ale wręcz czuł ciepło bijące od skóry, pewien, że nawet jego oklumencka bariera nie jest w stanie powstrzymać emanacji aury wzrostu i inspiracji. I absolutnej wiary w każde słowo które wypowiedział.
Zaplanowałem już wizytę u hipnotyzera, ale niestety tyle się dzieje... przekładam to trochę, jeśli mam być szczery, bo stawiam takie inicjatywy jak ta na pierwszym planie.
To było inspirujące. To było przerażające. To była odpowiednia dźwignia.
– Szanowny Panie... o tym właśnie mówię. O to mi chodzi. Pan jest.. Pan jest naszym narodowym skarbem. Tyle serca, co by i pół Ministerstwa można było nim obdzielić. Pan musi o siebie zadbać, żeby nie zgasnąć przedwcześnie. – Łatwo było mówić Antoniuszowi Nie Mogę Spać Przez Katastroficzne Wizje Przyszłości Więc Rozdzielam Włos Na Czworo Przez Całe Noce, Aby Zminimalizować Ryzyko Planowanych Akcji Shafiq'owi, który sam miał obecnie galopujące problemy z zadbaniem o siebie, wprost proporcjonalne do poczucia winy, które nękało go po Spalonej Nocy.
Potarł kompulsywnie dłonie o siebie, próbując zetrzeć dawno nieistniejącą czarną farbę.
– Proszę wyznaczyć popołudnie kiedy pasuje panu wizyta, a ja stawię się tutaj, albo mój osobisty zaufany człowiek. – To nawet nie była propozycja. To było rozwiązanie, przypieczętowane pocieszającym klepnięciem dwukrotnym w bark i zabraniem ręki. Nadmiar kontaktu fizycznego szkodził relacjom.
– Spalona Noc mnie nie oszczędziła panie Bott. Ona spaliła resztki konformizmu i oportunizmu. Oddałem większość swojego mieszkania potrzebującym z Doliny, w pracy dopinam transfer ziół z Kambodży, aby zasilić nimi szpitale. Ale to wciąż za mało. Mam taki plan... Chciałbym założyć Fundację, która zbierze pieniądze na odbudowę Doliny, a później na przywrócenie jej blasku. Tak myślę... że Jenkins obchodzi tylko metropolia i Pokątna. Ale to tu przecież... bije serce magicznej społeczności. – Zapamiętał tę myśl. Miał przeczucie gnające za doświadczeniem starego polityka, ze to zdanie pozostanie z nim na dłużej i wielokrotnie jeszcze przejdzie mu przez usta. – Czy chciałby Pan być jednym z Fundatorów? Pierwszych wizjonerów? Marzy mi się... prosperujące znów miasteczko z Centrum Kultury w którym każdy znajdzie pomoc i wytchnienie. W którym mielibyśmy przestrzeń na edukację ale też zapewnienie podstawowych potrzeb potrzebującym, centrum dowodzenia, czegoś dalece wykraczającego poza to co każdy z nas mógłby osiągnąć oddzielnie. Chciałbym stworzyć iskrę, być zmianą, za którą tęsknię w tym okrutnym świecie. Co pan na to panie Bott? – To mogło być za dużo, to mogło być zbyt wiele słów na raz, ale wręcz czuł ciepło bijące od skóry, pewien, że nawet jego oklumencka bariera nie jest w stanie powstrzymać emanacji aury wzrostu i inspiracji. I absolutnej wiary w każde słowo które wypowiedział.