- Prawdziwi z nas szczęściarze, na szczęście mogło być gorzej, co nie? - Zawsze mogło być gorzej, a przynajmniej tak się Rudej wydawało. Mogło im się zwalić na przykład na głowę, a ta wątpliwa przyjemność ich ominęła, z czego warto było się cieszyć. Nie wszyscy mieli przecież tyle farta co oni. Punkt widzenia zależał od punktu siedzenia - oczywiście.
Nie da się ukryć, że praca włożona w remont ich nowego, wspaniałego gniazdka została zniszczona, ale przynajmniej mieli do czego wrócić, mogli coś z tym zrobić, nie wszyscy mieli takie możliwości, zresztą posiadali też odpowiednie fundusze, więc to nie powinno być większym problemem. Jasne, nie przewidzieli być może, że coś takiego się wydarzy, ale chyba nikt nie był gotowy na to, co się stało. Voldemorta pojebało i postanowił spalić stolicę, to nie śniło się nawet najbardziej znamienitym filozofom, czy też wróżbitom.
- Może jeszcze kiedyś wrócę do gry. - Rzuciła jeszcze, bo zastanawiała się nad tym czasami. Tylko, że to nie był odpowiedni moment. Nie, kiedy ich świat zaczął się rozsypywać, nie mogła zajmować się czymś tak błahym, kiedy ludzie umierali. Oczywiście, że gra w quidditcha sprawiała jej ogromną przyjemność, ale miała wrażenie, że mogłaby marnować swój potencjał, gdyby ciągle tylko latała nad boiskiem. Teraz przydawała się do innych spraw, mogła ratować życia, to miało więcej sensu, przynajmniej na ten moment. - Dobrze to przemyślałeś, dzięki Tobie byłabym bezpieczna, nikt nie mógłby mi niczego zarzucić. - Cameron miał głowę na karku, był cholernie inteligentny, nie można było tego nie dostrzec. W sumie gdyby kiedyś wojna się skończyła to mogliby wieść naprawdę bardzo przyjemne i spokojne życie.
- To brzmi naprawdę nieźle, mogłabym powiedzieć, że doskonale, mamy jeszcze sporo przed sobą. - Naprawdę doceniała to, że Lupin z nią wytrzymywał, bo wiedziała, że to wcale nie jest takie proste jakby się mogło wydawać. Była dość narwana, podejmowała spontaniczne decyzje, a on to wszystko akceptował. Nie miał do niej pretensji o to, jaką ścieżką zamierzała podążać, wspierał ją. Nie wydawało jej się, aby każdy miał takie podejście.
- Co nie? W tej chwili to brzmi, aż irracjonalnie. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. - Dosyć szybko musieli odnaleźć się w tym nowym świecie pełnym ludzi, którzy chcieli zrobić im krzywdę. Daleko mu było do normalności, ale jednak jakoś dawali radę. Gdy myślała o tym, jak wyglądało to wcześniej, to naprawdę wydawało jej się to nudne, ale nie miałaby nic przeciwko temu, aby wrócili do dawnego porządku. Kiedyś na pewno się to wydarzy, prędzej, czy później, to wszystko było tylko chwilowe - naprawdę w to wierzyła.
Pojawił się rzutnik, a oni się nigdzie nie spieszyli - było to naprawdę wyjątkowe, no przecież żal byłoby nie skorzystać z takiej sposobności losu. Nie widziała innej możliwości. Mogli usiąść między ludźmi i dołączyć do seansu, który jeszcze się nie zaczął. - Wstrząsający? Brzmi jak niezła zabawa! - Jeśli próbował ją w ten sposób zniechęcić do obejrzenia filmu, to zdecydowanie nie miało zadziałać, wręcz przeciwnie - teraz w ogóle nie brała pod uwagę tego, że mogliby się stąd zmyć. Musieli zostać, brzmiało to bowiem całkiem obiecująco.
Chwilę trwało zanim przygotowania do wyświetlenia filmu zostały zakończone. Był namiot, ekran, pełno dzieciaków, cóż - widziała na co się pisze, nie przeszkadzało jej to zupełnie. Czuła, że to będzie naprawdę miło spędzony czas.
- Czy muszę się bać, żeby się przytulić, czy bez tego też mogę? - Zapytała jeszcze przyglądając się swojemu narzeczonemu, bo tak właściwie to niczego się nie bała, a jednak przytulanie zawsze było dobrym pomysłem. Nie sądziła, że potrzebowała odpowiedzi na to pytanie... także niemalże od razu zbliżyła się do niego i oparła swoją głowę na ramieniu Camerona. Ignorowała te wrzeszczące bachory, chociaż miała ochotę pokazać im jak należy zachowywać się między ludźmi.
Ruda wpatrywała się w ekran z ogromną fascynacją. Była to naprawdę interesująca historia, czwórka nastolatków i pies, którzy współpracowali ze sobą, i rozwiązywali zagadki, trochę jak ona, Cameron i Julek w dobrych czasach. Tylko nie mieli psa, mieli gęś i lwa... i wiele innych rekwizytów.
Sama historia wydawała się być całkiem banalna, każda z nich, ale bardzo śmieszna, więc Ruda doskonale bawiła się na tych zlepkach historii, uśmiech nie schodził jej z twarzy. - Chcę takiego psa!!!! - Powiedziała trochę zbyt głośno, bo odwróciło się w ich kierunku kilka osób siedzących przed nimi, ale miała to gdzieś.